fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Za zaniżanie pensji zleceniobiorcom pracodawca trafi do więzienia - pytanie prawne do Sądu Najwyższego

Fotorzepa, Bartłomiej Żurawski
Osoby na kontraktach chcą być traktowane jak pracownicy; za zaniżanie pensji szef mógłby trafić do więzienia.

Do Izby Karnej Sądu Najwyższego trafiło pytanie prawne, które może mieć ogromne znaczenie dla tysięcy firm, chętnie zatrudniających zleceniobiorców. Z oficjalnych statystyk ZUS wynika, że w tej formule pracuje już przeszło milion osób. Wiele osób dorabia sobie w ten sposób do wynagrodzenia. Dla coraz większej grupy pracujących Polaków zlecenie stanowi główne i jedyne źródło utrzymania.

Okazuje się, że zaczynają się oni domagać ochrony podobnej do tej, z której korzystają pracownicy zatrudnieni na etatach. Chodzi tu o przeciwdziałanie złośliwemu lub uporczywemu naruszaniu pracowniczych praw takich osób poprzez zaniżanie im wynagrodzeń czy niezgłaszanie ich do ubezpieczeń społecznych. Osobie odpowiedzialnej za sprawy kadrowe w firmie zatrudniającej zleceniobiorców z naruszeniem przepisów może grozić grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności do dwóch lat.

Prokuratura nie chce, ale zatrudnieni walczą

Wszystko zaczęło się od tego, że w styczniu 2018 r. do jednego z sądów rejonowych trafiło zażalenie na postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie pracowniczej. Poszło o to, że pracownicy zatrudnieni na podstawie umów cywilnoprawnych: zlecenia i o dzieło, nie dostali części wynagrodzenia. Jeden z nich złożył zażalenie na postanowienie o umorzeniu. Chciał przekazania sprawy do ponownego rozpoznania. Mężczyzna twierdził, że umowy cywilnoprawne zawarte z nim i innymi pracownikami były pozorne, w rzeczywistości bowiem świadczono umowę o pracę. Poza tym zgodnie z ustawą z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy „inną pracą zarobkową" jest także praca wykonywana w ramach umów cywilnoprawnych.

W odpowiedzi na zażalenie prokurator rejonowy wskazał, że środek odwoławczy jest jedynie polemiką z oceną prokuratury, a materiał dowodowy jest kompletny i nie wymaga uzasadnienia. Sprawa trafiła do sądu rejonowego. Ten ustalił, że poszkodowany mężczyzna złożył ustne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez pracodawcę. Poszło o art. 218 § 1a kodeksu karnego. Stanowi on: kto wykonując czynności w sprawach z prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

Pracownik – czyli kto?

Podobne zawiadomienia złożyły inne osoby zatrudnione w tej samej firmie. Prokuratura jednak odmówiła zajęcia się tymi sprawami. Po tym jak zażalenie zleceniobiorcy na postanowienie o umorzeniu postępowania trafiło do sądu, ten nabrał wątpliwości. O co poszło? O pojęcie pracownika. Jak je rozumieć? – zastanawia się Sąd Rejonowy i prosi Sąd Najwyższy o pomoc. SN ma odpowiedzieć, czy pod pojęciem pracownika należy rozumieć tylko osobę zatrudnioną na podstawie umowy o pracę, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę, czy również osobę, która wykonuje pracę zarobkową na podstawie umów cywilnoprawnych – jak umowa zlecenia lub o dzieło albo ta, która pod pozorem wykonywania umowy cywilnoprawnej faktycznie świadczy pracę w ramach stosunku pracy.

– To dobrze, że SN rozwieje wątpliwości, które pojawiają się nie tylko na etapie postępowania przed sądami. Wątpliwości ma też prokuratura i pełnomocnicy. A sprawa jest prosta. Chodzi o zakres ochrony. Kto inny jak nie SN ma przesądzić, kim są osoby pokrzywdzone z art. 218 k.k. Nie każdy pracujący to pracownik – zauważa adwokat Mariusz Paplaczyk.

Ochrona źródła utrzymania

Wątpliwości nie kryje Barbara Surdykowska, ekspertka NSZZ „Solidarność".

– W przepisie jest powiedziane wprost, że ochrona dotyczy wyłącznie stosunku pracy, obawiam się więc, że Sąd Najwyższy zastosuje zawężającą wykładnię, wynikającą z gramatycznego brzmienia tego przepisu – zauważa ekspertka „Solidarności". – Choć nie można wykluczyć tu też wykładni celowościowej. Obejmującej ochroną także wynagrodzenia zleceniobiorców na takiej samej zasadzie co etatowych pracowników. Celem tej ochrony jest bowiem zabezpieczenie źródła utrzymania pracownika i jego rodziny. Skoro dla coraz większej grupy zatrudnionych wynagrodzenie z kontraktu cywilnoprawnego jest głównym źródłem utrzymania zarówno zleceniobiorcy, jak i jego rodziny, to powinno ono korzystać z takiej samej ochrony.

Jej zdaniem należałoby znowelizować kodeks karny i wykreślić z art. 218 k.k. stwierdzenie, że ochronie przed złośliwym lub uporczywym naruszeniem praw zatrudnionych podlegają jedynie prawa wynikające ze stosunku pracy.

– Wtedy z przepisów jasno by wynikało, że ochrona z przepisów karnych należy się zleceniobiorcom na takich samych zasadach jak pracownikom – dodaje Barbara Surdykowska. ©?

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

prof. Arkadiusz Sobczyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego partner w kancelarii Sobczyk i Współpracownicy

Myślę, że zleceniobiorcy mają sporo racji, gdy domagają się ochrony przysługującej zatrudnionym na etatach. Nie widzę przeciwwskazań, aby sąd karny przeprowadził w takiej sprawie własne postępowanie dowodowe i ustalił, jakie były warunki pracy zleceniobiorców. Tym bardziej że w takich sprawach inspektor pracy może występować do sądu o ustalenie istnienia stosunku pracy nawet bez zgody zainteresowanego. Świadczy to o tym, że ochrona praw pracowniczych to nie jest zwykła cywilistyczna sprawa i sąd karny nie może jej bagatelizować. Nie będzie to więc rozszerzenie interpretacji art. 218 kodeksu karnego, tylko samodzielne ustalenie faktów bez czekania na ustalenie istnienia stosunku pracy przez sąd cywilny. W finale takie orzeczenie o karze za łamanie praw pracowniczych zleceniobiorców może doprowadzić do ustalenia istnienia stosunku pracy tylnymi drzwiami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA