fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Pracownicy ze Wschodu zostaną w Polsce po otwarciu niemieckiego rynku pracy

Adobe Stock
Od 2020 r. zatrudnienie w Niemczech nie będzie wymagało przeprowadzenia testu rynku pracy. Ułatwienia będą jednak dotyczyć głównie fachowców, inżynierów czy osób z branży IT.

Eksperci szacują, że największą grupą obcokrajowców zasilającą obecnie polski rynek pracy są obywatele Ukrainy. Blisko półtora miliona sąsiadów zza wschodniej granicy stanowi znaczącą siłę roboczą, która w dużym stopniu niweluje braki pracownicze w Polsce. Trudno się więc dziwić, że przyjęta przez niemiecki rząd w grudniu 2018 r. ustawa o złagodzeniu przepisów zatrudniania pracowników spoza UE budzi obawy polskich pracodawców.

Niska stopa bezrobocia w Polsce, 1,5 miliona obywateli Ukrainy zasilających nasz rodzimy rynek pracy oraz zapowiedź otwarcia niemieckich granic dla pracowników spoza UE. Na ile kryzys polskiego rynku pracy jest realny? Czy zabraknie rąk do pracy na stanowiskach produkcyjnych i administracyjnych niższego szczebla?

Czytaj też:

Polskie dane...

Niemal natychmiast po ogłoszeniu decyzji niemieckiego rządu na rynku rekrutacyjnym pojawiło się wiele różnych raportów badających preferencje ukraińskich pracowników. W zależności od badania, zadowolenie z pracy w naszym kraju prezentuje ok. 75-85 proc. Ukraińców.

Natomiast jeśli chodzi o deklarowaną chęć wyjazdu do Niemiec, dane są mocno rozbieżne. W jednym materiale czytamy, że zainteresowanych opuszczeniem Polski na rzecz zachodnich sąsiadów jest 25 proc. obywateli Ukrainy (375 tys.), gdy kolejni autorzy podają wynik na poziomie 59 proc. (885 tys.).

Czy na tej podstawie można jednoznacznie stwierdzić, że ten problem może stanowić realne zagrożenie dla rodzimych przedsiębiorców? Raczej nie.

... w zestawieniu z niemieckimi

Zestawmy powyższe dane z informacjami z rynku niemieckiego.

Faktem jest, że Niemcy odczuwają dotkliwy brak specjalistów. Według danych z III kwartału 2018 r. potrzebują rekordowe ok. 1,24 mln fachowców, inżynierów, osób z branży IT. Było to bezpośrednim powodem przyjęcia przez niemiecki rząd projektu wspomnianej ustawy imigracyjnej, mającej na celu ułatwienie zatrudniania specjalistów spoza UE. Jednak złagodzenie dotychczasowych przepisów, wchodzące w życie z 1 stycznia 2020 r., znosi jedynie obowiązek testu rynku pracy. Tzw. test pierwszeństwa, bo o nim mowa, polega na udowodnieniu przez niemieckiego pracodawcę, że na dane stanowisko nie znalazł chętnych pracowników będących obywatelami Niemiec i dlatego zdecydował się na zatrudnienie obcokrajowca. Utrzymane zostaną jednak pozostałe standardy, tj. zdolność samodzielnego utrzymania się, posiadanie wymaganych kwalifikacji, wykształcenia i doświadczenia zawodowego oraz znajomość języka niemieckiego.

Popyt na kwalifikacje i doświadczenie

Wygląda więc na to, że zmiana przepisów w zatrudnianiu cudzoziemców spoza UE będzie dotyczyć tylko pracowników z kwalifikacjami i doświadczeniem zawodowym. Jednocześnie niemiecki rząd wyraźnie dał do zrozumienia, że nie jest zainteresowany zatrudnianiem osób z tzw. krajów trzeciego świata, które nie posiadają kwalifikacji i nie posługują się językiem niemieckim. Tamtejsze urzędy pracy zapowiadają rzetelną weryfikację dyplomów i doświadczenia zawodowego. A ponieważ system kształcenia naszych zachodnich sąsiadów znacznie odbiega od systemów nauki w innych krajach, znalezienie zatrudnienia może się okazać sporym problemem dla pracowników ze Wschodu.

Siła związków zawodowych

Znając niemiecki rynek pracy, warto pamiętać, że bardzo silnie działają tam związki zawodowe. Mając w pamięci błędy popełnione w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, za wszelką cenę będą one chciały uniknąć sytuacji ponownego napływu siły roboczej, która nie będzie wsparciem dla gospodarki, a stanie się jedynie beneficjentem bogatego systemu opieki socjalnej.

Zabezpieczając się już na etapie prawnym, nasi sąsiedzi określili w ustawie, że nie przewidują żadnych działań wspierających cudzoziemców spoza UE w kwestiach organizacyjnych lub socjalnych. Niemiecki rząd oczekuje pełnej samodzielności w poszukiwaniu zakwaterowania i pracy oraz finansowaniu pobytu w kraju przez osoby spoza UE poszukujące zatrudnienia. W tej sytuacji nie należy zapominać o znaczących różnicach nie tylko w zarobkach, ale i w kosztach życia na rynku niemieckim i polskim. Brak wsparcia, przede wszystkim w początkowych fazach pobytu w Niemczech, może się okazać powodem rezygnacji dla wielu cudzoziemców i w efekcie mocno zweryfikować dzisiejsze deklaracje obywateli Ukrainy.

Przesądzić mogą podobieństwa

Patrząc więc na ryzyko utraty pracowników z punktu widzenia polskich pracodawców, warto podkreślić zalety pracy w Polsce, szczególnie dla osób pochodzących z Ukrainy. Brak bariery asymilacyjnej oraz podobieństwo kultur, problemów społecznych, kosztów życia, a przede wszystkim języków narodowych w Polsce i na Ukrainie, sprawia, że nie czują oni strachu przed przyjazdem i adaptacją w naszym kraju. Dodatkowo polscy pracodawcy nierzadko pomagają im przy wszelkich formalnościach związanych z legalizacją pracy i pobytu, oferują zakwaterowanie, transport i szereg dodatkowych bonusów, których brak w ofercie niemieckiej.

Zdaniem autorki

Anna Macheta, dyrektor ds. rozwoju w CPC Consulting Group, spółce LeasingTeam Group ekspertka od transgranicznego delegowania pracowników do Niemiec

Wspominając czas, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, warto zauważyć, że nasi pracownicy musieli czekać 7 lat na możliwość legalnego zatrudnienia na terenie Niemiec z obawy niemieckich władz przed zalaniem rynku tanią siłą roboczą. O ile sytuacja gospodarcza w Niemczech się zmieniła, o tyle pozostaje pytanie, na ile mentalność obywateli i przedsiębiorców niemieckich podążyła tą samą drogą. Opierając się na 10-letnim doświadczeniu współpracy z przedsiębiorcami zza Odry, jestem daleka od stwierdzenia, że nasi zachodni sąsiedzi zdecydują się na szeroką skalę zatrudniać tak odmienną od nich kulturowo nację, jaką są obywatele Ukrainy.

Obawy polskich przedsiębiorców o masową utratę pracowników ukraińskich mogą się okazać znacznie przesadzone. Istnieje wprawdzie prawdopodobieństwo, że Polska stanie się dla części Ukraińców miejscem tranzytowym w drodze na Zachód – po zarobieniu odpowiedniej sumy w naszym kraju zdecydują się na wyjazd – będzie to jednak wolny, kilkuletni proces. Można się do niego przygotować, sprowadzając pracowników z innych krajów wschodnich, jak np. Mołdawia, Nepal, Indie, Azerbejdżan czy Wietnam.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA