fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

SN: przesłanie numerów telefonów na prywatny e-mail podstawą do zwolnienia

123RF
Pracownica, która przesłała na prywatny mail bazę kontrahentów, bo taka była powszechna praktyka w firmie, może walczyć o odszkodowanie za dyscyplinarkę.

Sąd Najwyższy zajął się w środę sprawą pracownicy warszawskiej spółki zajmującej się obsługą dużych podmiotów, działających m.in. w branży telekomunikacyjnej. Gdy w 2012 r. złożyła wypowiedzenie, aby założyć własną działalność, została dyscyplinarnie zwolniona. Powodem zwolnienia było przesłanie przez kobietę na prywatną skrzynkę listy kontrahentów jej dotychczasowego pracodawcy.

W pozwie do sądu pracy zwolniona zażądała odszkodowania za bezprawne zwolnienie i ustalenia, że jej pensja w wysokości 3 tys. zł z etatu w tej spółce powinna zostać powiększona o kolejne 4 tys. zł, jakie zarabiała w innej spółce powiązanej na umowie zlecenia.

Sądy nie miały wątpliwości co do tego, że rozbicie jej wynagrodzenia na dwie umowy zawarte z dwoma spółkami było fikcyjne, gdyż obie należały do tego samego właściciela, będącego jednocześnie ich prezesem.

Sporne okazało się to, czy pracownica mogła zostać dyscyplinarnie zwolniona. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza uznał, że nie ma podstaw do przyznania jej odszkodowania, bo zwolnienie w trybie dyscyplinarnym nastąpiło zgodnie z prawem. Innego zdania był Sąd Okręgowy w Warszawie, który przyznał jej prawie 15 tys. zł odszkodowania. Sąd uznał, że dokumenty przekazane na prywatny mail nie stanowiły tajemnicy przedsiębiorstwa, więc nie mogło to stanowić podstawy do natychmiastowego zwolnienia.

W skardze kasacyjnej do SN spółka podniosła, że w sprawie powinien mieć zastosowanie art. 100 ust. 2 pkt 4 kodeksu pracy, nakładający na zatrudnionych obowiązek dbałości o dobro zakładu pracy.

– Kto ma informacje, ten ma rynek i dostęp do kontrahentów – dowodziła w SN mec. Joanna Wisła-Płonka, reprezentująca pracodawcę. – Wysłanie listy na prywatny mail pracownicy stanowiło naruszenie obowiązku dbania o dobro zakładu pracy i dbania o jego mienie.

– W czasie procesu prezes spółki zeznał, że ta lista nie miała dla niego żadnego znaczenia i nawet nie wiedział o jej istnieniu – ripostowała mec. Eliza Mincer-Jakubiak, pełnomocnik byłej pracownicy. – Poza tym ta lista zawierała tylko około 20 wpisów, ogólnodostępnych danych.

SN odesłał sprawę do SO, aby wyjaśnił te wątpliwości.

– Taka lista stanowi w rzeczywistości listę kontrahentów przedsiębiorcy – zauważyła Romualda Spyt, sędzia SN. – Jeśli jednak powszechną praktyką w firmie było udostępnianie takich informacji, potrzebnych np. do pracy w domu, wówczas pracodawca bierze na siebie związane z tym ryzyko.

Sygn. akt: II PK 334/17

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA