fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Romans z przełożonym w pracy to nie molestowanie

Adobe Stock
To, że pracownik został porzucony czy zdradzony przez drugiego i inaczej zaczyna oceniać minione relacje, nie zmienia romansu w molestowanie seksualne. Nawet jeśli „sprawcą" był przełożony.

Hasło „molestowanie seksualne w pracy" od razu rodzi skojarzenia z sytuacją, w której sprawca, najczęściej na stanowisku kierowniczym, pozwala sobie na zachowania (werbalne i pozawerbalne) o podłożu seksualnym, a ofiara, najczęściej od niego zależna, odbiera to jako działania przez siebie niepożądane. Jednocześnie owa zależność od przełożonego paraliżuje wszelkie ewentualne protesty czy sygnały, że ofiara po prostu sobie tego nie życzy.

Jest to jednak stereotyp. I nawet gdy pozostaje w statystycznej przewadze, to jednak nie wyczerpuje wszystkich przypadków. To z kolei nakazuje pewną ostrożność w ocenie tego typu sytuacji. Przekonuje o tym stosunkowo niedawna sprawa, która była przedmiotem rozpoznania i wyrokowania Sądu Najwyższego (wyrok z 7 listopada 2018 r., II PK 229/17).

Czytaj też:

Czym „legalny" romans w pracy różni się od molestowania seksualnego

Bez dezaprobaty nie ma molestowania seksualnego

Zarzuty „ofiary"

Stan faktyczny przedstawiał ...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA