fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Umowa o promocję leku nie była umową o dzieło

Umowy o dzieło
Umowy o dzieło
AdobeStock
Charakteru umowy o dzieło nie określa jej nazwa, lecz treść i warunki wykonywania.

Przekonała się o tym spółka, która zawarła umowę, nazwaną umowa o dzieło, dotyczącą promocji leku produkowanego przez firmę.

Organy Narodowego Funduszu Zdrowia ustaliły, że Iwona Z. (dane zmienione) zobowiązała się, na podstawie tej umowy, do wygłoszenia w ramach spotkania panelowego ekspertów naukowego wykładu o właściwościach klinicznych leku produkowanego przez spółkę. Firma, z którą podpisała umowę, wytwarza leki, kosmetyki i wyroby medyczne oraz prowadzi działania marketingowe służące wprowadzaniu do obrotu produktów leczniczych.

Według NFZ umowa, której celem była promocja i reklama leku, nie mogła być uznana za umowę o dzieło, lecz za umowę o świadczenie usług. Z ogólnopolskiego rejestru umów o dzieło, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2021 r., wynika, że każdego miesiąca rejestruje się przeciętnie aż kilkadziesiąt tysięcy tak nazwanych umów. Rozróżnienie, która z nich może być uznana za umowę o dzieło, a która za umowę o świadczenie usług, bywa niejednokrotnie trudne. Zwłaszcza że w odróżnieniu od umowy o świadczenie usług umowa o dzieło nie jest, przynajmniej na razie, obciążona obowiązkową składką na ubezpieczenie zdrowotne. Toteż wokandy sądowe pęcznieją od sporów o charakter umów zawieranych przez firmy i osoby prywatne. Również spółka zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie decyzję prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia o nałożeniu obowiązku podlegania z racji zawartej umowy zlecenia ubezpieczeniu zdrowotnemu. WSA zaakceptował stanowisko NFZ i oddalił skargę firmy.

W skardze kasacyjnej od tego wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego spółka zarzuciła, że NFZ oraz sąd pierwszej instancji błędnie uznały, iż umowa stanowiła umowę o świadczenie usług, podczas gdy była to umowa o dzieło. Wolą obu jej stron nie było świadczenie usług, lecz wykonanie dzieła opartego na badaniach klinicznych i poufnych informacjach z kongresów naukowych.

O prawidłowym zakwalifikowaniu umowy cywilnoprawnej nie decyduje jej nazwa, lecz jej rzeczywisty przedmiot, sposób zawarcia oraz sposób i okoliczności jej wykonywania – stwierdził NSA, oddalając skargę kasacyjną. W ocenie NSA umowa, której celem była promocja produktu leczniczego wytwarzanego przez spółkę, była umową o świadczenie usług – powiedział sędzia sprawozdawca Mirosław Trzecki. – Nie był to też wykład przekazujący nowe treści, ale wykład oparty na zebranych wcześniej informacjach, niemający charakteru twórczego, lecz odtwórczy, sprawozdawczy. A samo przygotowanie wykładu nie wystarczy do przyjęcia, że mamy do czynienia z dziełem.

Orzeczenie jest prawomocne.

Sygnatura akt: II GSK 1858/18

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA