fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Zakaz pracy, a nie handlu w niedzielę

Fotorzepa, Piotr Guzik
Tylko placówki handlowe w ustawowym rozumieniu będzie obowiązywał zakaz pracy w handlu w niedziele i święta. Taką placówką nie jest podmiot, który nie korzysta z siły najemnej, tj. pracowników i tzw. osób zatrudnionych.

O ile nie do końca podzielam praktykę poszukiwania „dziur" w ustawie z 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni (DzU poz. 305; dalej: ustawa), o tyle niektóre z jej regulacji są dla mnie na tyle zagadkowe, że coraz częściej zadaję sobie pytanie, jak ich przestrzegać, o co tak naprawdę chodziło ustawodawcy? Gdzie się kryje norma i jaka jest jej treść?

Ile można sięgać do uzasadnienia projektu tego aktu? Nawet przy liberalizmie wykładniowym, jaki nam zapanował i się rozwija, wykładnia celowościowa, owszem – może być stosowana, ale tylko pomocniczo i tylko pod pewnymi warunkami.

Kluczowa definicja

Pytania dotyczą nie tylko treści poszczególnych przepisów, ale także ich wzajemnej spójności.

Oto przykład. W słowniku pojęć użytych w ustawie zdefiniowano placówkę handlową (art. 3 pkt 1) jako obiekt, w którym jest prowadzony handel oraz są wykonywane tzw. czynności związane z handlem. Jest to jednak tylko część definicji. Zaliczenie określonego obiektu do tej kategorii uwarunkowane jest bowiem tym, że praca jest tam wykonywana przez pracowników lub zatrudnionych, czyli przez następujące grupy osób:

- pracowników zatrudnionych zgodnie z przepisami kodeksu pracy oraz pracowników tymczasowych skierowanych do pracy (art. 3 pkt 4 ustawy),

- osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych i skierowane do wykonywania pracy na podstawie umowy cywilnoprawnej, zgodnie z przepisami o zatrudnianiu pracowników tymczasowych.

Co z takiej dwuczłonowej definicji wynika? To mianowicie, że nie jest placówką handlową w rozumieniu ustawy taka placówka, w której wskazane osoby nie wykonują pracy.

Ważne, kto sprzedaje

Art. 5 pkt 1 ustawy nie zakazuje handlu w niedziele i święta, stanowiąc że handel (i tzw. czynności związane z handlem) w te dni jest zakazany w placówkach handlowych. Placówkach handlowych w rozumieniu ustawy. Zakaz nie obejmuje zatem podmiotów prowadzących działalność handlową, w których praca nie jest wykonywana przynajmniej przez jedną z ww. osób.

Nie jest więc placówką handlową w rozumieniu ustawy placówka, w której pracują np. prowadzący ją wyłącznie wspólnicy (np. w spółce cywilnej, jawnej) czy tzw. osoby współpracujące (np. małżonkowie) z prowadzącym działalność gospodarczą we własnym imieniu i na własny rachunek.

Rodzi się przy tym kolejne pytanie. Tym razem o sens wyłączenia spod zakazu handlu niedzielno-świątecznego „placówek handlowych, w których handel jest prowadzony przez przedsiębiorcę będącego osobą fizyczną wyłącznie osobiście, we własnym imieniu i na własny rachunek" (art. 6 ust. 1 pkt 27 ustawy). Przecież sklep prowadzony przez osobę fizyczną wyłącznie osobiście nie jest placówką handlową w rozumieniu ustawy (!). Wyłączono i tak wyłączony spod zakazu podmiot.

Zakaz go nie dotyczy, bo nie prowadzi on placówki handlowej w rozumieniu ustawy. Nie korzysta bowiem z siły najemnej, tj. pracowników i tzw. osób zatrudnionych.

Zasięg ograniczeń

Jak na to wyżej wskazałem, nie ma zakazu handlu w niedziele i święta. Jest zakaz prowadzenia handlu oraz tajemniczo brzmiących czynności związanych z handlem w placówkach handlowych, tj. takich obiektach, w których praca jest wykonywana przez pracowników i/lub zatrudnionych. Wszędzie tam, gdzie ich nie ma, ustawowy zakaz nie sięga. I to jest największe ograniczenie zakresu podmiotowego ustawy i pole dla „twórczych pomysłów" – czyli jak sprzedawać wszystko, co możliwe, pozostając w zgodzie z przepisami o zakazie handlu w niedziele i święta, tj. nie korzystając z pracowników i innych osób zatrudnionych w rozumieniu ustawy.

Nie chodzi mi przy tym o cel przyjętych rozwiązań. Z nim się można zgodzić lub nie. Czas pokaże, czy ziszczą się przewidywania zwolenników i przeciwników zakazu. Chodzi o elementarną jakość prawa. W ustawie naruszono wszelkie możliwe standardy. —Grzegorz Orłowski

Zdaniem autora

Grzegorz Orłowski, radca prawny w Orłowski Patulski Walczak sp. z o.o.

Przypomina mi się jako żywo kazus, jaki rozwiązywaliśmy w dalekiej, słusznie zapomnianej przeszłości na aplikacji sądowej. Stan faktyczny był następujący. Rolnik nie ogrodził swojego gospodarstwa. Żywy inwentarz wyszedł na drogę publiczną, powodując kolizję drogową (na szczęście bez ofiar). "Po znajomości" kupił materiały na ogrodzenie i przystąpił do jego budowy. Stan prawny: na rolniku spoczywał prawny obowiązek należytego zabezpieczenia obejścia w postaci ogrodzenia gospodarstwa; brak takiego ogrodzenia sam w sobie był wykroczeniem. Jednocześnie inny przepis prawa, w związku z powszechnym deficytem wszystkiego, ustanawiał zakaz sprzedaży materiałów na ogrodzenia. Kupując materiały na ogrodzenie rolnik naruszył administracyjno-prawny zakaz, którego złamanie groziło karą grzywny. Rezygnując z zakupu naruszał zaś wynikający z prawa administracyjnego nakaz ogrodzenia obejścia znajdującego się przy drodze publicznej. Problem ówczesnych władz polegał nie na tym, jak rozwiązać problem, ale za co ukarać rolnika. Coś mi się wdaje, że z naruszaniem przepisów ustawy o zakazie handlu będzie podobnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA