fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Dorabianie na boku u konkurencji nie zawsze uzasadnia dyscyplinarkę - wyrok SN

Adobe Stock
Nie zawsze praca na rzecz konkurencji uzasadnia dyscyplinarne zwolnienie pracownika, który się jej podjął.

Taka teza padła w niezwykle ciekawym wyroku Sądu Najwyższego dotyczącym zwolnienia z pracy w trybie dyscyplinarnym sekretarz redakcji jednego z kobiecych pism.

Jeden wywiad

Powodem zwolnienia z pracy był wywiad, jaki przeprowadziła ona ze znaną celebrytką i opublikowała w konkurencyjnym piśmie pod swoim nazwiskiem. Jej macierzysta redakcja uznała to za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych. Celebrytka niechętnie udzielała wywiadów i taki tekst mógłby wpłynąć na wzrost sprzedaży miesięcznika, w którym sekretarz była zatrudniona na etacie z niemałą pensją. Redakcja powołała się na treść jej umowy, w której kobieta ma wyraźnie zapisane, że o każdej dodatkowej pracy czy zatrudnieniu ma informować swojego pracodawcę. W regulaminie pracy obowiązującym w redakcji został zaś zapisany zakaz podejmowania współpracy z konkurencyjnymi pismami.

Czytaj też:

Dyscyplinarka za naruszenie zakazu konkurencji

Dyscyplinarka tylko za rażące narażanie interesów firmy

Sekretarz redakcji odwołała się od dyscyplinarki do sądu pracy. Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej instancji sądy uznały, że została zwolniona zgodnie z prawem.

Wszystko się zmieniło, gdy sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Sędziowie zgodzili się bowiem z zarzutami skargi kasacyjnej, w której pełnomocnik sekretarz redakcji dowodził, że dyscyplinarka była nieuzasadniona ze względu na brak winy pracownicy. Dla redakcji pracowało bowiem wielu tzw. wolnych strzelców, którzy nie mieli ograniczeń w publikowaniu tekstów w konkurencyjnych tytułach. Mało tego. Redaktor naczelna jednego z pism wydawanych przez tę grupę kapitałową udzieliła wcześniej wywiadu konkurencyjnemu tytułowi i nawet udostępniła swoje zdjęcie, które zostało wydrukowane na jego okładce.

Sąd Najwyższy uchylił niekorzystny dla pracownicy wyrok i wyjaśnił, jak należy interpretować przepisy w tym zakresie.

SN skrytykował zapisy z umowy o pracę nakazujące informować pracodawcę o podejmowaniu przez pracownicę dodatkowego zajęcia. Żaden przepis kodeksu pracy nie uprawnia pracodawcy do żądania tego rodzaju danych osobowych. Choć pracownik może udzielić zgody na dysponowanie przez przedsiębiorcę takimi informacjami, to wykorzystywanie ich przez pracodawcę bez wyraźnego interesu mogłoby być niezgodne z przepisami o ochronie danych osobowych.

Celebrytów wystarczy dla wszystkich

Zdaniem sędziów wątpliwe wydaje się także naruszenie interesów pracodawcy.

– Kwestia narażenia przez powódkę na stratę finansową pozwanego nie jest oczywista, gdyż nie ma potwierdzenia w wynikach sprzedaży, a ilość utalentowanych osób (w tym celebrytów) o interesującym życiu osobistym jest znaczna – stwierdził w uzasadnieniu wyroku Krzysztof Staryk, sędzia SN.

Sąd zwrócił też uwagę na fakt, że współczesne media, szczególnie tabloidy, podążając w kierunku maksymalizacji zysków, skupiają się na „krwi, przemocy i pieniądzach". Bywa, że tak jak w przypadku Ruperta Murdocha, właściciela 150 tytułów, łączy się to nawet z korumpowaniem ludzi władzy i bezprawnym hakowaniem prywatnych wiadomości. Stąd argument pracodawcy o prawie do dążenia przez niego do maksymalnych zysków SN uznał za równoważny z interesami zatrudnionej. Sekretarz redakcji była bowiem w momencie zwolnienia objęta ochroną z powodu wieku przedemerytalnego.

Zdaniem SN wątpliwa jest także kwestia winy pracownicy w naruszeniu zakazu konkurencji. Wszystko przez to, że sądy powszechne, które przeprowadziły proces w tej sprawie, nie przesłuchały jej na tę okoliczność. SN odesłał więc sprawę do ponownego rozpoznania ze wskazówką dla sądu okręgowego, aby ten zbadał intencje pracownicy podejmującej współpracę z konkurencyjnym tytułem.

Sygnatura akt: II PK 231/17

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA