fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

"Polski Ład" PiS: jednolity kontrakt w miejsce umów śmieciowych. To pomysł Platformy

Borys Budka, Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński
Borys Budka, Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński
PAP/Wojciech Olkuśnik
Jednolity kontrakt w miejsce umów śmieciowych to pomysł Platformy Obywatelskiej, zgłoszony tuż przed wyborami w 2015 r., w których przegrała z PiS i straciła władzę w Polsce

- Będziemy dążyć do tego, żeby zostały zniesione umowy śmieciowe, od razu będą oskładkowane, ale dążymy do tego, aby w krótkim czasie powstał jeden mechanizm, jeden model kontraktu pracy – powiedział Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości sobotniego ranka podczas prezentacji "Polskiego Ładu" PiS – planu reform na najbliższe lata.

Ta propozycja to nic nowego. Pojawiła się ona po raz pierwszy jeszcze w październiku 2015 r. zgłoszona przez Platformę Obywatelską w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi, w których PiS doszedł do władzy. Także w myśl propozycji PO jednolity kontrakt miał być rozwiązaniem likwidującym z naszego rynku pracy umowy śmieciowe.
W odpowiedzi na propozycję PO, niecały rok później PiS przygotował koncepcję jednolitego podatku, który miał uprościć system potrącania danin publicznych z wynagrodzenia milionów Polaków. Pomysł przepadł w niejasnych okolicznościach, prawdopodobnie w obawie o odbiór społeczny zmian, które mogły podwyższyć obciążenia nakładane na wynagrodzenia.
Co jednak kryje się pod chęcią walki z umowami śmieciowymi? Zapewne chodzi o kontrakty cywilnoprawne nadużywane przez niektórych przedsiębiorców, tylko po to by płacić niższe składki do ZUS. Mechanizm jest stosunkowo prosty i stosowany od lat. Wystarczą dwie umowy z różnymi podmiotami i zatrudniony na zleceniu płaci pełne składki tylko od pierwszej umowy. To jeszcze w 2015 r., PO wprowadziła wymóg, aby umowa zwalniająca kolejne ze składek opiewała na co najmniej minimalne wynagrodzenie – obecnie 2800 zł. Oszczędność wynosi około 30 proc. wynagrodzenia z takiej kolejnej umowy. Korzysta na tym zarówno zatrudniony, bo do jego kieszeni wpływa wyższa kwota, a także przedsiębiorca którego taka umowa kosztuje znacznie mniej niż w pełni oskładkowana.
Tyle, że … o pełnym oskładkowaniu zleceń mówi się już od co najmniej półtora roku i gdyby nie pandemia koronawirusa te zmiany już obowiązywałyby zleceniobiorców. Projekt w tej sprawie jest już gotowy i leży w szufladzie Marleny Maląg, minister rodziny i polityki społecznej. Został wstrzymany, bo pełne oskładkowanie zleceń spowoduje zmniejszenie wynagrodzeń jakie kilkaset tysięcy zatrudnionych w ten sposób otrzyma po zmianach. Być może te straty zrekompensuje im obniżenie podatku dochodowego i zwiększenie kwoty wolnej od podatku.
Po pełnym oskładkowaniu zleceń zatrudnienie na podstawie kontraktu już w niewielkim stopniu będzie się różniło od pracy na etacie. Wprowadzenie nowego modelu kontraktu pracy będzie więc polegało na zapewnieniu około miliona zleceniobiorcom prawa do urlopu wypoczynkowego i ochrony związanej z macierzyństwem. O potrzebie takich zmian prawnicy mówią od lat. Dobrze że rząd się w końcu na to zdecydował. 
Nie mniej, choć zapowiedzi zawarte w "Polskim Ładzie" PiS, dotyczące nowego modelu kontraktu pracy brzmią bardzo odważnie i rewolucyjnie, 12 milionów osób zatrudnionych obecnie na etatach nie musi się niczego obawiać, bo dla nich wielkich zmian nie należy się tu spodziewać
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA