fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Chińczyków u nas na lekarstwo

Bloomberg
Mimo szumnych zapowiedzi polityków w Polsce nie widać zalewu inwestycji z Chin. Jeśli już kapitał płynie, to na przejęcia, a nie budowę fabryk.

Globalna ekspansja chińskiego biznesu, coraz bardziej widoczna w Europie, zdaje się omijać Polskę szerokim łukiem. Choć w Polsce działa ponad 880 firm z chińskim kapitałem, w ubiegłym roku skumulowana wartość inwestycji z Chin wynosiła niewiele ponad 460 mln dolarów. Najnowsze projekty, jak rozpoczęta w marcu w Opolu budowa fabryki oświetlenia firmy Hongbo warta ok. 80 mln zł czy projekt wirtualnego centrum szkoleniowego języków obcych firmy iTutor Group, nie poprawiają sytuacji. Znaczące chińskie przedsięwzięcia w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki, no, może obu.

Jak dotąd największym jest kupno przez China Everbright za 123 mln euro większościowych udziałów w spółce Novago z Mławy przetwarzającej odpady. Kolejnym – zakup przez LiuGong cywilnej części Huty Stalowa Wola, produkującej koparki i ładowarki. Chińczycy zapłacili za nią 300 mln zł, obiecując unowocześnienie zakładu, dziesięciokrotne zwiększenie produkcji w ciągu pięciu lat i zdobycie nowych rynków zbytu, ale z deklaracji niewiele wyszło.

Pozostali bardziej znaczący inwestorzy to m.in. Shuanghui, który przejął Animex jako część grupy Smithfield, Beijing West Industries (przejął Delphi produkujące części samochodowe), Nuctech w Kobyłce pod Warszawą (produkuje skanery do prześwietlania), Tri Ring w Kraśniku (fabryka łożysk), Athletic Group w Koszalinie (produkcja rowerów), Dalian w Tarnowie (produkcja tworzyw sztucznych) czy TPV Displays w Gorzowie Wielkopolskim i Żyrardowie (elektronika).

Chińczycy obecni są jeszcze w sektorze energetycznym, gdzie realizują kontrakty na budowę sieci przesyłowych. To m.in. firma Sinohydro znana z budowy Zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy (stawia linie wysokiego napięcia pomiędzy Chełmem a Lublinem), a także Shanghai Electric i Pinggao, które wygrało przetarg na budowę linii Żarnowiec–Gdańsk-Błonia.

– Nie są to jednak inwestycje chińskie, bo realizację zadań finansują Polskie Sieci Elektroenergetyczne, a w dodatku roboty wykonywane są przez polskich podwykonawców – zaznacza przedstawiciel PSE.

Zmarnowane szanse

Impulsem do zwiększenia chińskiej obecności w Polsce miała być wizyta prezydenta Chin Xi Jinpinga w czerwcu zeszłego roku w Warszawie. Podpisano umowy dotyczące m.in. współpracy przy projektach infrastrukturalnych, tworzeniu parków przemysłowych czy centrów logistycznych. Jeszcze w maju ub.r. regularne połączenie z Chinami uruchomił terminal PCC Intermodal w Kutnie. – To impuls do rozwoju kolejnych przedsięwzięć – podkreślali przedstawiciele PCC.

Budowę centrum logistycznego zapowiadała także Łódź, która wcześniej uruchomiła połączenie kolejowe z chińskim Chengdu. Skończyło się jednak na zapowiedziach.

– Żaden z projektów, które były prezentowane przez polską stronę: stworzenie polsko-chińskiego parku logistycznego w Łodzi, udział chińskich firm w rekonstrukcji polskich terminali kontenerowych czy Centralny Port Lotniczy, nie ruszył nawet o krok – mówi Sławomir Majman, były prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), obecnie dyrektor Europejskich Inwestycji Strategicznych w kancelarii prawnej Dentons.

Nie chcą budować

Na ubiegłorocznym szczycie Chiny–Europa Środkowo-Wschodnia odbywającym się w listopadzie w Rydze, premier Beata Szydło podkreślała, że Polsce szczególnie zależy na wspólnej realizacji projektów komunikacyjnych i infrastrukturalnych. Doświadczenia na tym polu na razie nie są zachęcające: przykładem jest budowa odcinka autostrady A2 pomiędzy Warszawą a Łodzią przez chiński Covec, która zakończyła się rozwiązaniem umowy i opóźnieniami.

Chińczycy okazują się w dodatku trudnym partnerem. – W tym samym czasie, kiedy rozmawiamy z jednym chińskim inwestorem, jesteśmy w stanie obsłużyć dwóch–trzech inwestorów z Japonii lub z Korei. Te projekty krajów dochodzą do skutku dużo szybciej niż inwestycje chińskie – mówi Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, która zastąpiła PAIIZ.

Chińczycy nie chcą budować fabryk. Rzadko interesują ich projekty realizowane od zera, wolą wyłożyć pieniądze na gotowe. W Europie przejmują firmy mające dostęp do zaawansowanych technologii lub kupują silne marki. Przykładem takich transakcji w Polsce może być ogłoszone w marcu przejęcie przez China Security & Fire za 110 mln euro Konsalnetu, drugiej co do wielkości firmy na polskim rynku ochrony.

W Polsce są już obecne wszystkie chińskie banki działające za granicą. Obecność części z nich to efekt spotkań polityków i formuły „16 plus", czyli funduszy na finansowanie chińskich projektów w Europie Środkowo-Wschodniej. – Wiadomo, że przedstawiciele chińskiego konkurenta Banku Światowego, czyli Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, szukają w tej chwili w Polsce projektów do finansowania – mówi Majman. Na razie bez większych rezultatów.

Europa zaczyna się bronić

Tylko w I połowie 2016 r. chińskie fundusze inwestycyjne kupiły ponad 40 firm w Niemczech, a w sześciu przejęły udziały większościowe. Inwestorzy zainteresowani byli przede wszystkim firmami komputerowymi i posiadającymi zaawansowane technologie inżynieryjne. Żadne z przedsiębiorstw unijnych nie było w stanie stworzyć kontroferty. Publiczne oburzenie wzbudziło zwłaszcza wykupienie producenta robotów przemysłowych Kuka, a niemiecki rząd otwarcie wyraził obawy, że technologie, nad którymi pracowano latami, przechodzą w ręce Chińczyków. – Chiny przestają być już partnerem gospodarczym i stają się ostrym konkurentem, a my im w tym pomagamy – powiedział otwarcie niemiecki minister gospodarki Sigmar Gabriel i wstrzymał sprzedaż Aixtrona, dostawcy komponentów i technologii dla producentów zaawansowanych nośników pamięci, którego chciał przejąć Fuijan Investment Fund. Z kolei Francuzi zorientowali się, że chiński kapitał zbyt głęboko wchodzi w ich gospodarkę, a protesty wywołało przejęcie mniejszościowych udziałów (49,99 proc.) w lotnisku Blagnac w Tuluzie, portu, który jest bazą dla Airbusa. Protesty budzi również przejmowanie francuskich winnic przez inwestorów z Hongkongu i Chin.

Opinia

Paweł Tynel, partner w EY

Regularnie przeprowadzamy rozmowy z klientami z Chin, którzy zastanawiają się, czy rozpocząć działalność w Europie oraz Polsce. Scenariusz tych spotkań i rozmów jest dość podobny: duża delegacja, wizyta zapoznawcza, wprowadzenie w realia i aktualną sytuację w regionie. Po tym etapie z reguły następuje jednak krótsza bądź dłuższa przerwa w kontaktach. Czasem wracamy do tych rozmów, jednak Chińczycy zbyt rzadko podejmują decyzje inwestycyjne, aby można było mówić o zwiększeniu ich aktywności w Polsce. Pewne jest to, że firmy z Chin mają inne podejście do inwestycji niż większość nacji inwestujących u nas przez niemal trzy dekady. To sprawia, że chińscy inwestorzy mają zbyt małą reprezentację w Polsce w porównaniu z potencjałem ich gospodarki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA