fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Inne sporty

Wspomnienie o Wojciechu Zabłockim: Wielki Kajtek

Wojciech Zabłocki
Wojciech Zabłocki (1930–2020)
Reporter
W przeddzień 90. urodzin zmarł profesor Wojciech Zabłocki – znakomity polski szermierz, trzykrotny medalista olimpijski i wybitny architekt.

Jego syn Michał Zabłocki napisał na Facebooku, że ojciec odszedł „po krótkim niedomaganiu i w pełni zadowolony z odbytego życia".

Pamiętając o jego 90. urodzinach przypadających 6 grudnia, planowałem większą rozmowę do „Rz". Ze względu na pandemię kontakt bezpośredni był trudny. Przed dwoma tygodniami zadzwoniłem więc, chcąc się zorientować, czy dłuższa rozmowa przez telefon ma szansę powodzenia.

Szukałem informacji o sekcji szermierczej Marymontu, której zawodnikami byli m.in. Wojciech Zabłocki, Witold Woyda i Ryszard Parulski. Razem zdobyli dziewięć medali olimpijskich i wiele tytułów mistrzów świata i mistrzów Polski.

W podziemiach teatru

Wojciech Zabłocki był ostatnią osobą z tej trójki, która mogła mi odpowiedzieć na pytanie: gdzie trenowali szermierze Marymontu. Niby wiedziałem, ale nie dawałem wiary. Profesor z detalami zaczął mi opowiadać, jak wyglądała hala Marymontu (którą ja zapamiętałem raczej jako salę gimnastyczną), i że w połowie lat 60. przez kilka tygodni stał tam gipsowy model pomnika Powstańców Śląskich, więc treningi odbywały się w innym miejscu.

Potwierdził, że czołowi szermierze świata przygotowywali się do igrzysk w podziemiach Teatru Komedia na Żoliborzu. Opowiadał tak szczegółowo, nawet o gumowym chodniku służącym za planszę, że zacząłem realnie myśleć o dłuższej rozmowie.

Kilka dni później dowiedziałem się w PKOl, że Wojciech Zabłocki jest w bardzo złym stanie. Minęło kilka kolejnych dni i usłyszałem najgorszą wiadomość.

Znaliśmy się od prawie 60 lat. Tyle że jednostronnie. W roku 1962 wyszła jego pierwsza książka: „Z workiem szermierczym po świecie". Zaczytywałem się w niej jako mały kibic, sądząc naiwnie, że wszyscy sportowcy są tacy zdolni. Potrafią wygrywać, chcą się kształcić, wszystko wiedzą i jeszcze piszą książki.

Mniej więcej w tym samym czasie i w latach następnych oglądałem go co rok w Hali Gwardii, podczas zawodów „O Szablę Wołodyjowskiego" i indywidualnych turniejów o puchar Otto Fińskiego. Te zawody miały obsadę godną mistrzostw świata, bo startowali w nich najlepsi Rosjanie, Węgrzy, Włosi i Francuzi.

Zabłocki był przez kilka lat ich gwiazdą. Miał już za sobą dwa srebrne medale olimpijskie w turniejach drużynowych w szabli na igrzyskach w Melbourne i Rzymie. W Tokio dodał medal brązowy. Był też już wtedy pięciokrotnym mistrzem świata, wliczając w to pierwszy tytuł, w kategorii juniorów, wywalczony w roku 1953 w Paryżu.

Dzieci Keveya

Kiedy wychodził na planszę, przeciwnikom miały prawo trząść się nogi. Był jak „mały rycerz" Michał Wołodyjowski. Niewielki wzrostem, wielki duchem. Koledzy nazywali go „Kajtkiem", ale to był najbardziej szanowany i lubiany „kajtek" w szermierczym świecie.

Na turnieje do Hali Gwardii przychodziła jego żona, Alina Janowska, jedna z najpopularniejszych polskich aktorek. Siadała na widowni obok innej aktorki Teresy Szmigielówny, żony Jerzego Pawłowskiego. Szermierka była modna, oglądały ją elity.

Zabłocki, Pawłowski, Emil Ochyra, Ryszard Zub, Andrzej Piątkowski, a także Jerzy Twardokens, Zygmunt Pawlas i Marian Kuszewski – czołowi szabliści świata lat 50. i 60. byli wychowankami węgierskiego trenera Janosa Keveya. To ktoś taki dla polskich szablistów jak Feliks Stamm dla pięściarzy czy Kazimierz Górski dla piłkarzy.

Szermierze byli nietypowymi sportowcami. Większość z nich studiowała. Parulski i Woyda są absolwentami Wydziału Prawa UW, Zabłocki ukończył architekturę na AGH w Krakowie, doktoryzował się na Politechnice Warszawskiej, habilitował na Politechnice Krakowskiej, otrzymał tytuł profesora nauk technicznych ze specjalnością: architektura obiektów sportowych. Wykładał na kilku uczelniach w kraju i za granicą.

Jest twórcą największej hali na warszawskiej AWF, tzw. sali gier, kompleksów sportowych w Zgorzelcu, Puławach, Koninie, Głogowie, toru kolarskiego w Pruszkowie, stadionów i hal w Syrii.

Nieprzypadkowo wspominał o modelu Pomnika Powstańców Śląskich, który w roku 1967 stanął w Katowicach. Był jego autorem, wspólnie z rzeźbiarzem Gustawem Zemłą. Opracował także projekt centrum olimpijskiego w Warszawie, na terenach dawnego Stadionu Dziesięciolecia i jego okolic.

W latach 90. wspólnie z Ryszardem Parulskim rzucili hasło organizacji w Warszawie letnich igrzysk olimpijskich w roku 2012. Skończyło się na planach. Podobnie jak w przypadku nowego stadionu Legii, którego projekt opracował w drugiej połowie lat 70.

Piękny i dobry

Wśród wielu polskich i międzynarodowych odznaczeń, jakie otrzymał, jedno jest szczególne. To medal Kalos Kagathos – Piękny i Dobry – przyznawany wybitnym sportowcom, którzy osiągnęli sukces po zakończeniu kariery.

Zabłocki był ekspertem broni białej (w tym japońskich mieczy samurajskich), konsultantem układów szermierczych w filmach fabularnych, malował akwarele, pisał książki, współpracował z Polskim Komitetem Olimpijskim. Był z wielu powodów postacią wybitną, a jednocześnie skromnym, powszechnie lubianym człowiekiem, który (można było odnieść takie wrażenie) nigdy się nie denerwował.

Jego syn Michał (imię po Wołodyjowskim, matka chrzestna Agnieszka Osiecka) też reprezentował Polskę w szabli, ale zdrowie nie pozwoliło mu na rozwijanie kariery. Został poetą, autorem słów do wielu piosenek Grzegorza Turnaua i innych aktorów „Piwnicy pod Baranami". Wojciech Zabłocki i Alina Janowska przeżyli w małżeństwie 54 lata. Kiedy w roku 2017 Ona zmarła, On przestał cieszyć się życiem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA