fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Inne sporty

Bezradność w oczach Wowy

Bezradny jak rzadko Władimir Kliczko (z lewej) i głodny zwycięstw Tyson Fury. Anglik to bokser klaun i człowiek krytykowany m.in. za homofobię
AFP, Patrik Stollarz
Władimir Kliczko stracił tytuł mistrza świata. Zwycięstwo Tysona Fury jest historyczne, ale walka była słaba.

Nowy czempion jest Brytyjczykiem, ma 27 lat, ponad dwa metry wzrostu i niewyparzoną gębę. Ale potrafi w ringu nie tylko zaśpiewać, ale też walczyć na tyle skutecznie, że najdłużej urzędujący mistrz wagi ciężkiej od czasów legendarnego Joe Louisa nie może sobie z nim poradzić i na oczach 56 tysięcy ludzi przegrywa jednogłośnie, tracąc mistrzowskie pasy organizacji WBA, IBF, WBO, IBO.

Punktacja sędziów (115:112, 115:112, 116:111) nie pozostawia wątpliwości, kto był lepszy w Duesseldorfie. Komputerowe statystyki również: Ukrainiec zadał mniej ciosów (231 –371), ich celność pozostawiała też wiele do życzenia (52-86).

Co ciekawe, nikt nie kwestionuje werdyktu. Do słabości przyznaje się zdetronizowany mistrz, mówi o tym jego starszy brat Witalij, były czempion WBC, dziś mer Kijowa. Prawdopodobnie gdyby miał kilka lat mniej, to właśnie on stoczyłby kolejny pojedynek z Furym, by pomścić porażkę młodszego Wowy, jak zdarzało się to w przeszłości. Teraz pozostaje mu tylko wierzyć, że klauzula o rewanżu znajdzie zastosowanie w praktyce i Władimir wróci na ring znacznie lepszy.

Paraliż mistrza

Warto jednak pamiętać, że młodszy z ukraińskich braci w marcu skończy 40 lat i jego czas powoli mija. Fizycznie wciąż prezentuje się znakomicie, ale głowa, co pokazała walka z Furym, zaczyna zawodzić. Psychika zresztą nigdy nie była najmocniejszą stroną Władimira, trzy przegrane przed czasem walki są najlepszym potwierdzeniem tej teorii.

Jednak trzeba mu też przyznać, że w przeszłości potrafił przegonić demony i wygrywać ponad 11 lat. Prestiżowych pasów skutecznie bronił 18 razy, skapitulował dopiero w sobotniej walce z Furym, twierdzi jednak, że to nie było jego ostatnie słowo i wróci zwycięski. Ale to, co pokazał, nie wróży niestety takiego optymistycznego scenariusza.

Nic nie trwa wiecznie, a Władimir młodszy już nie będzie. Tyson Fury umiejętnie wykorzystał swój wzrost i zasięg ramion oraz szybkość. Potrafił też zmienić pozycję na odwrotną, wybić Kliczkę z rytmu i wyprowadzić go z równowagi. Były już mistrz sprawiał wrażenie sparaliżowanego tym, co się dzieje, a jego bezradność była chwilami zaskakująca. Po dziesiątej rundzie usłyszał od Johnathona Banksa w narożniku, że jeśli chce zachować mistrzowskie pasy, musi rywala znokautować. Próbował, ale był bezradny.

Później powie, że to nie był jego dzień, że decydująca była szybkość Tysona, szczególnie w drugiej fazie pojedynku, że z uwagi na imponujący zasięg rywala nie mógł go trafić prawą ręką, a jego lewy prosty też nie pracował jak zwykle.

A przecież Władimir Kliczko też ma wspaniale warunki fizyczne (198 cm), solidny zasięg ramion (206 cm), potężne uderzenie z obu rąk, szybkość i dynamikę, które w połączeniu z umiejętnościami i ogromnym doświadczeniem powinny dać mu przewagę w starciu z Furym. Ale kiedy głowa nie wytrzymuje ciśnienia, atuty przestają być atutami. I tak właśnie było z młodszym Kliczką.

– Obiecywałem, że zadziwię świat i go pokonam. Zrobiłem to – przypominał ze łzami w oczach Fury po ogłoszeniu werdyktu, a stojący obok Lennox Lewis bił mu brawo. Olbrzym z Wilmslow podziękował Kliczce za walkę, docenił jego mistrzostwo i przyznał, że wszystko, co mówił wcześniej, było zabiegiem marketingowym, by lepiej sprzedać ich walkę. Podkreślił też, jak ciężko pracował przed tym pojedynkiem. Wszystko po to, by marzenie stało się rzeczywistością. A później wziął mikrofon do ręki i zaśpiewał dla żony.

Wieje nowy wiatr

Taki jest nowy król wagi ciężkiej, kolorowy, nieprzewidywalny, mimo wygranej z Kliczką, wciąż budzący wątpliwości.

Pojedynek w Duesseldorfie zapowiadany przez Michaela Buffera i poprzedzony występem Roda Stewarta, przejdzie do historii, bo przegrał jeden z największych mistrzów, ale emocji i wielkiego boksu było w nim jak na lekarstwo. Za wcześnie jeszcze mówić o rewanżu i zastanawiać się, czy Kliczko będzie w stanie odzyskać swoje pasy, ale jedno jest pewne: wygrana Tysona sporo zmieni w tej wadze, bardzo ją ożywi.

Brytyjczyk jest teraz mistrzem WBA, IBF, WBO, IBO, ale pas WBC pozostaje w rękach Amerykanina Deontaya Wildera. A przecież jest jeszcze Rosjanin Aleksander Powietkin, który czeka na walkę z Wilderem, jest głodny wielkich sukcesów i jeszcze większych pieniędzy złoty medalista igrzysk w Londynie, Anthony Joshua, rodak Fury'ego. Najmłodszy, chyba najbardziej utalentowany i najbardziej perspektywiczny, ale jeszcze niesprawdzony. Wygląda jak posąg, jest najszybszy z tego grona, bije seriami, nokautuje jednego rywala za drugim, ale jego prawdziwą wartość poznamy dopiero wtedy, gdy zmierzy się z najgroźniejszymi rywalami.

Wszystko wskazuje jednak na to, że to właśnie Joshua będzie mistrzem przyszłości, choć Fury jest przecież od niego tylko rok starszy i szybko nie zechce oddać władzy, którą zdobył.

Do Kliczki będziemy wracać już tylko we wspomnieniach, chyba że znów nas zaskoczy, pokona w rewanżu swojego pogromcę i odzyska pasy. Taki scenariusz wciąż jest możliwy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA