Inne sporty

Poliści jak współcześni ułani

Fotorzepa
Warszawa zobaczyła w weekend turniej Monte-Carlo Polo Cup i przy okazji silne związki starego sportu z polską kawalerią.

Pokazali się w Łazienkach Królewskich oraz Warsaw Polo Club w Jaroszowej Woli poliści, jak nazywa się grających w polo, oraz ułani, których obecność zapewnił ochotniczy I Pułk Ułanów Krechowieckich im. Pułkownika Bolesława Mościckiego, najstarszy w Polsce.

Trudno było orzec, co budzi więcej emocji – bardzo dynamiczne mecze jeźdźców na energicznych argentyńskich koniach czy szarża ułana lub szwoleżera, który w galopie tnie wroga szablą, nawet jeśli symbolicznym wrogiem jest tylko postawiona na stojaku główka kapusty.

W sobotę w Łazienkach na hipodromie wygrywała historia – pochód jeźdźców w amarantowych barwach I Pułku, eleganckie zwroty, grupowe manewry szóstki koni i jeźdźców (trzech amazonek także), pokazujące urodę dawnej kawalerii.

Na końcu zaś były szarże i zagony – z lancami i szablami, w galopie przechodzącym w cwał. Gdy ziemia dudni od kopyt i słychać z bliska świst szabli, każdy czuje drżenie nóg – cwałujący ułani nawet dziś robią wrażenie.

Jakub Czekaj, jeden z głównych organizatorów pokazu, miłośnik przedwojennej kawalerii, także sędzia zawodów polo, zadbał, żeby przypomnieć, iż bardzo stary, wywodzący się z Persji i Chin, sport ma korzenie wojskowe.

W niedzielę w Warsaw Polo Club można było zobaczyć to jeszcze lepiej – gdy dwaj ułani oraz polista jechali w galopie i cięcia szablą wyglądały niemal tak samo jak uderzenia malletem, czyli kijem używanym przez graczy. Przy okazji rotmistrz kawalerii ochotniczej Adam Sujecki ze Stowarzyszenia I Pułku Ułanów Krechowieckich przeprowadził widzów przez historię polskiej kawalerii, przypominając, że ochotnicze pułki kawaleryjskie działają już w całym kraju, szkolą młodzież, zatem pamięć o ułanach nie zaginie.

Turniej w Warsaw Polo Club przypomniał, że już od kilkunastu lat są nad Wisłą miejsca, w których można poczuć szczególną atmosferę rywalizacji współczesnych ułanów uzbrojonych w mallety.

Polo, w latach 1900–1936 sport olimpijski, może się podobać: koniki są nieduże, ale dzielne, ich zespolenie z jeźdźcem jest perfekcyjne (choć upadki się zdarzają), goli pada sporo, akcja, mimo dość złożonych reguł gry, jest przejrzysta. Aktywność widzów też jest mile widziana – aż do deptania w murawie śladów po kopytach.

W Jaroszowej Woli drużyny były międzynarodowe. Polacy wciąż gonią wielki świat polo, więc z chęcią przyjmują nauki od zawodowców, zwłaszcza z Ameryki Południowej. Monte-Carlo Polo Cup był okazją do podpatrywania umiejętności gości z Brazylii oraz Anglii. Grano pod honorowym patronatem ambasad Brazylii i Luksemburga.

W finałowym meczu „zieloni”, czyli drużyna Ritual Coctail Club (Barbara Banat z Warszawy, klubowiczka Warsaw Polo Club, Graham Douglas (W. Brytania), Tomasz Stefaniak – Gdańsk, klubowicz WPC i świetny Brazylijczyk Aluiso Vilela Rosa, HCP 7) pokonali „żółtych” z Warsaw Polo Club (Filip Lisiecki, Michał Santos, Michał Czartoryski, Maciej Ziemski) 3:1. Trzecie miejsce dla drużyny RR Yachts, czwarte dla ekipy Fly.pl.

—Krzysztof Rawa

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL