fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Inne sporty

Tiger znów magiczny

Getty Images
Wygrał turniej Masters i to wystarczyło, by gratulowali mu trzej prezydenci USA, a świat oniemiał z zachwytu i zapomniał o dawnych grzechach Tigera Woodsa.

Trudno wyobrazić sobie bardziej efektowną oprawę tego sukcesu: pachnące magnoliami, ukwiecone pole Augusta National, pierwszy turniej golfowego Wielkiego Szlema w tym roku i tłumy patronów (jak nazywa się gości zawodów) patrzących tylko tam, gdzie na tle burzowych chmur szedł on: Tiger Woods.

Na ostatnim dołku mógł sobie pozwolić na stratę uderzenia, bo miał wystarczającą przewagę. Wystarczyło, że miał jedno uderzenie mniej od najgroźniejszych rywali: Dustina Johnsona, Xandera Schauffele i Brooksa Koepki.

Gdy decydująca piłka znalazła się w dołku, wszyscy usłyszeli krzyk radości mistrza i zobaczyli Michaela Phelpsa biorącego Woodsa w ramiona. Widzowie też krzyczeli, bo mieli szczęście – zobaczyli powrót Tigera, a właściwie powrót jego legendy.

Od 14 kwietnia każdy kibic golfa zna nowe liczby: piąte zwycięstwo w Masters, 15. tytuł wielkoszlemowy, 81. sukces w turnieju zaliczanym do PGA Tour – największej i najdroższej ligi zawodowej golfa.

Poprzedni turniej Masters wygrał 14 lat temu, poprzedni turniej Wielkiego Szlema prawie 11 lat temu. Po drodze był głośny skandal obyczajowy, rozwód, seria kontuzji, cztery operacje pleców, cztery operacje kolan, miesiące rekonwalescencji, nieudane próby powrotu, życie na środkach przeciwbólowych i zwątpienie w udane przedłużenie kariery, marzenia o normalnym życiu bez bólu.

Wrócił, wygrał, przyjął gratulacje od Donalda Trumpa, Baracka Obamy i Billa Clintona, usłyszał, że to „jeden z największych powrotów w dziejach sportu". To dla wielu prawda, choć są zapewne tacy, którzy patrzyli na sceny w Auguście z pewnymi wątpliwościami.

Napisano o Tigerze już wiele książek, niewiele z nich odkrywa tyle, co wydane rok temu dzieło Jeffa Benedicta i Armena Keteyiana pod prostym tytułem „Tiger Woods" (w Polsce, wyd. Bukowy Las, 2018). Obszerna opowieść, chwilami ciepła, poruszająca, ale też bardzo przygnębiająca.

Autorzy są solidnymi amerykańskimi dziennikarzami. Benedict pisze od lat dla „Sports Illustrated", jest też producentem telewizyjnym i filmowym. Keteyian to nagradzany korespondent CBS News z bogatym doświadczeniem reportera sportowego.

Zebrali niemal wszystko, co wiadomo było o Woodsie z wcześniejszych publikacji, potem przeprowadzili wywiady z 250 osobami. Mimo chęci nie porozmawiali z Tigerem, bo bohater opowieści postawił im warunki nie do spełnienia.

Akcja zaczyna się w momencie upadku Woodsa: listopadowy wieczór po Święcie Dziękczynienia w 2009 roku. Z posiadłości w Jupiter na Florydzie wypada SUV z Tigerem za kierownicą, przecina żywopłoty, krawężniki i uderza w hydrant. Na szybach auta widać ślady ciosów zadanych kijem golfowym przez żonę, Elin Nordegren.

Kiedy wzburzona odkryciem niewierności małżonka uderzała w szyby pojazdu, znała tylko trochę z tajemnic samolotowych wypadów golfisty do luksusowych ośrodków rozrywki w Las Vegas, przygód ze striptizerkami, kelnerkami, menedżerkami, czasem nawet sąsiadkami.

Skandal był na rozkładówkach tabloidów przez długie tygodnie (ktoś brutalnie zauważył, że „The New York Post" dał temu tematowi 21 okładek, a zamachom z 11 września tylko 20), tę część życia Tigera przenicowano wyjątkowo dokładnie, nie oszczędzając nikomu najbardziej brudnych szczegółów.

Tworzony latami przez ludzi obraz Woodsa jako wzoru cnót upadł, największy sportowiec przełomu XX i XXI wieku nie tylko stracił wygładzony wizerunek i kilku ważnych sponsorów, ale zaczął także sromotnie przegrywać na polu golfowym.

Autorzy biografii odpowiedzieli, dlaczego doszło do tak spektakularnego upadku. Wskazali palcem na rodziców, w szczególności na ojca Earla Woodsa, który wedle Benedicta i Keteyiana od małego wychowywał syna na zwycięzcę, ale także narcystycznego samotnika. Tigerowi od dzieciństwa brakowało przyzwoitości, nie znał słów powitań, pożegnań lub podziękowania za cokolwiek.

Książka jest pełna przykrych wspomnień o Tigerze, który bez słowa pozbywał się z życia dziewczyn, agentów, caddich, trenerów, szkolnych kumpli. Jak ktoś chciałby dostrzec wątek polski, to w tej części: pierwszą dziewczyną Woodsa, z którą pokazywał się na turniejach obok mamy Kutildy, była Joanna Jagoda, pochodząca z Gdańska polska studentka prawa na Pepperdine University, także cheerleaderka. Była z Tigerem dwa lata, zniknęła nagle.

To jednak portret Earla Woodsa, byłego pułkownika amerykańskiej armii z wszelkimi przywarami wojskowego stylu życia, namalowany został w najczarniejszej tonacji. Woods senior to wyrachowany, bezwzględnie zarabiający na synu kłamca i cudzołożnik, w końcówce życia także uzależniony od pornografii starzec.

Taki ojciec ukształtował małego Tigera, który, wedle autorów, nauczył się szybko kłamać i manipulować otoczeniem już od pierwszych, amatorskich sukcesów. Autorzy zarzucili mu nawet, że wymyślił głośną napaść na tle rasistowskim podczas studiów w Stanfordzie. Przedstawiają poszlaki świadczące, iż Woods brał środki dopingowe, twierdzą, że obraz sportowca był od początku do końca wymyśloną na potrzeby kolejnych kampanii kreacją specjalistów z agencji marketingowych i reklamowych.

Ta biografia nie jest pozbawiona scen pozytywnych, innej prawdy o nieśmiałym i nerwowym chłopaku, który w szkole średniej nikomu nie chwalił się talentem sportowym. Dopiero na polu golfowym, z kijem w ręku zamieniał się już dla pierwszych obserwatorów w postać niemal magiczną.

Autorzy dostrzegli też to, co warto dostrzec, patrząc na wygrywającego Woodsa – że zmienił nie tylko golf, ale i cały sport. Scena, gdy młody Tiger wygrywa w 1997 roku pierwszy turniej Masters, jest tego dobrym przykładem – mistrz odbiera zieloną marynarkę i patrzy w górę, na werandę domu klubowego, gdzie zgromadził się gęsty tłum wyłącznie o ciemnym kolorze skóry.

To był personel klubu Augusta National, miejsca, w którym przez lata kije za grającymi nosili tylko czarni, gdzie pierwszy Afroamerykanin Lee Elder zagrał dopiero w 1975 roku, gdzie do 1990 roku nie przyjęto do klubu osoby czarnoskórej i do 2012 roku członkiem nie mogła zostać kobieta.

Swoją drogą, pochodzenie golfisty to łamigłówka. Ojciec połączył krew afroamerykańską, chińską i indiańską, matka miała przodków w Tajlandii, Chinach i Holandii. Tę mieszankę syn nazwał kiedyś Cablinasian – od: Caucasian, Black, Native American i Asian.

Tiger zmienił wiele w golfie, ale czy zmienił się sam? Kim jest teraz, starszy, dojrzalszy, po udanym powrocie i sukcesie w Auguście? Żadna biografia, żaden wywiad telewizyjny nie dały rzetelnej odpowiedzi na to pytanie. Być może sam Tiger też jej jeszcze nie zna, a może zna, ale nigdy nie zechce jej udzielić, jak przystało na człowieka, który swój dalekomorski jacht nazywa „Privacy".

Kiedy wygrał w niedzielę, mówił jednak o ojcu, o tym, że 22 lata temu Earl Woods stał w tym miejscu, gdzie teraz on ściskał swoje dzieci, że jest szczęśliwy przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy jego 10-letni syn Charlie Axel i 11-letnia córka Sam Alexis mogli zobaczyć jego zwycięstwo.

Ta historia odrodzenia w wielkim sporcie i życiu naprawdę jest pasjonująca, choć nikt nie zagwarantuje, że zakończy się happy endem. Może drugiego upadku jednak nie będzie, może wystarczy wiedzieć, że Tiger Woods znów goni Jacka Nicklausa (18 tytułów wielkoszlemowych) i Sama Sneada (82 zwycięstwa w PGA Tour), że został kapitanem drużyny USA w Presidents Cup, i po prostu czekać. W grudniu Tiger skończy 44 lata. Nicklaus ostatni raz wygrał w Wielkim Szlemie, mając lat 46.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA