fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Inne sporty

Jazda pod górę w domu i garażu

AFP
Greg van Avermaet wygrał kolarski wyścig Dookoła Flandrii, a Charles Leclerc Grand Prix Wietnamu Formuły 1. Sport przenosi się do wirtualnej rzeczywistości.

Wyścig dookoła Flandrii to jeden z najważniejszych punktów kolarskiej wiosny. Rywalizacja odbywa się w pagórkowatym terenie, a część ostrych podjazdów pokrywa bruk. Epidemia koronawirusa zatrzymała peleton, ale nie przeszkodziła w rozegraniu wyścigu. Jedyna różnica była taka, że 13 śmiałków wsiadło na rowery w domu.

Każdy uczestnik pokonał 32 km na trenażerze – to stojak, na którym umieszcza się rower – a wynik jego wysiłku dzięki miernikowi mocy oraz specjalnemu oprogramowaniu trafił na platformę symulującą wyścig kolarski. Ta wiernie oddaje warunki na trasie. Kiedy zawodnik jedzie w górę, opór odpowiednio rośnie. Podobno da się też odczuć różnicę przy jeździe po bruku.

Klasyk doczekał się transmisji, którą obejrzało ponad 50 tys. osób. Ekran był podzielony na kilka części: kibice widzieli zarówno komputerową symulację wydarzeń na trasie, jak i samych kolarzy, którzy pedałowali w swoich domach. Relację wzbogacił profesjonalny komentarz oraz wywiady z uczestnikami. – Chcieliśmy zaprosić do rywalizacji nawet 50 kolarzy, ale zabrakłoby nam kamer – mówi organizator Tomas van den Spiegel.

Czecha Zdenka Stybara i Belga Van Avermaeta podczas rywalizacji wspierały dzieci. Najbardziej samotny był chyba drugi na mecie Belg Olivier Naesen, który ustawił trenażer w świeżo wyremontowanej piwnicy. Irlandczyk Nicolas Roche, Holender Mike Teunissen i Włoch Alberto Bettiol (ubiegłoroczny zwycięzca) wybrali domowy salon, Belg Remco Evenepoel jako jedyny wyszedł ze sprzętem przed dom.

Van Avermaet Ronde van Vlaanderen wygrał pierwszy raz w życiu, spełniając – oczywiście wirtualnie – marzenie każdego prawdziwego Flamandczyka. Mistrz olimpijski z Rio de Janeiro rywalizował na tle baneru CCC Team (polska grupa przeżywa kłopoty finansowe, a właściciel Dariusz Miłek zapowiedział cięcia pensji kolarzy).

Tego samego dnia do wirtualnej rywalizacji stanęli kierowcy F1 – sześciu aktualnych i pięciu byłych. Ich starcie nie wymagało tężyzny fizycznej. Wystarczyły refleks, koncentracja oraz odporność psychiczna. Zawodnicy w terminie GP Wietnamu (dlatego została ta nazwa, a ścigali się w Albert Park w Melbourne) walczyli za pośrednictwem gry komputerowej dostępnej dla każdego kibica (to nie to samo co profesjonalny symulator).

Zabawę wygrał Monakijczyk Charles Leclerc (Ferrari), który wyprzedził duńskiego kierowcę F3 Christiana Lungaarda (Renault) i Brytyjczyka George'a Russella (Williams). – To była świetna zabawa – napisał zwycięzca tuż po zakończeniu rywalizacji. Piąty był Włoch Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo), ósmy Taj Alexander Albon (Red Bull), a dziesiąty Kanadyjczyk Nicholas Latifim (Williams).

Bez punktów rywalizację zakończył były mistrz świata, Brytyjczyk Jenson Button (McLaren). Jego rodak Lando Norris nie wystartował, bo miał problemy techniczne. Nie mógł się połączyć z serwerem. Podczas poprzedniej internetowej GP – na torze Sakhir w Bahrajnie – kierowcy McLarena zawiesiła się gra. Teraz podobno ze złości ją odinstalował, a kibice domagali się restartu wyścigu. Transmisję na YouTubie obejrzało ponad 1,3 mln widzów.

Wirtualna rzeczywistość to już norma w świecie piłki. W „Bundesliga Home Challenge" (FIFA 2020) grają piłkarze w duetach z zaproszonymi gośćmi. Dzięki temu kluby mogą promować swoich sponsorów i angażować kibiców. Rozgrywki znalazły się nawet w ofercie bukmacherów, którzy z powodu braku imprez mają dziś poważne kłopoty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA