fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Inne sporty

Denis Urubko wraca do domu

Denis Urubko z Polakami K2 już tej zimy nie zdobędzie
AFP
Polska Zimowa Wyprawa na K2 ma problem: jej as Denis Urubko po nieudanym samowolnym ataku na szczyt wraca do domu. Koledzy nie rezygnują.

Urubko wyruszył do samotnego ataku z bazy w sobotę, w godzinach porannych miejscowego czasu. Jak relacjonował w rozmowie z „Rzeczpospolitą" lider wyprawy Krzysztof Wielicki, alpinista po wspólnym śniadaniu poszedł do swojego namiotu i nie mówiąc nikomu o podjętej decyzji, ruszył w górę.

Został dostrzeżony, dopiero gdy znajdował się kilkaset metrów od obozu. Wcześniej miał proponować wspólne wyjście Adamowi Bieleckiemu, ale ten odmówił, bo prognozy na początek marca były dużo bardziej obiecujące.

Urubko miał być decyzją wspinaczkowego partnera ogromnie rozczarowany. Nie wziął ze sobą radia, bo w razie kłopotów nie chciał pomocy. Odmówił rozmowy z Wielickim po dotarciu do obozu C1 (spotkał tam Marcina Kaczkana i Macieja Bedrejczuka). Spędził noc w obozie C3 na wysokości około 7200 m. Z Bieleckim mieli rozpoznany teren jeszcze 200 metrów wyżej.

Pozostali członkowie wyprawy, chociaż zachowanie Urubki bardzo ich rozczarowało, zapowiadali, że nie zostawią go samego. Zespoły, które wychodziły z bazy, miały dotrzeć do obozu C3 i sprawdzać, czy Urubko nie potrzebuje pomocy.

Krzysztof Wielicki mówił, że najbardziej boi się zejścia ze szczytu przy złej pogodzie.

– Jeśli pogoda będzie bardzo zła, to Denis może stracić orientację. Chłopcy nie dadzą rady go doścignąć, ale do trzeciego obozu mogą dojść. W dniu jego ataku możemy być na wysokości 7200–7400 m, ale jeśli będzie zachmurzenie, to nikt nikogo nie widzi – mówił „Rz". Prognozy nie pozostawiały złudzeń co do tego, jaka będzie pogoda w okolicach szczytu.

Urubko dotarł do obozu C3, spróbował ruszyć dalej, ale plany pokrzyżował mu wiatr. – Nie wierzę, że poszedł tylko pozbierać prywatny sprzęt. Denis usiłował wejść na wierzchołek, jednak prognozy pogody były takie, jak przewidywaliśmy i silny wiatr nie pozwolił mu wyżej działać. Powiedział, że to były najtrudniejsze trzy dni w jego życiu – mówi „Rz" Janusz Majer, szef projektu Polski Himalaizm Zimowy. Urubko miał też stwierdzić, że z powodu fatalnej widoczności zsunął się do szczeliny, ale na szczęście udało mu się stamtąd wydostać.

Krzysztof Wielicki jeszcze w poniedziałek rano zapowiadał, że samowolna akcja może drogo kosztować Urubkę.

– Myślę, że będzie miał na tyle honoru, żeby samemu zrezygnować z dalszej akcji. Jeśli ma honor, to będzie postępował zgodnie ze swoją filozofią, według której zima kończy się 28 lutego, i nie będzie dalej działał. Na chwilę obecną my też nie przewidujemy dalszej współpracy – powiedział Wielicki „Rz".

Ostatecznie, jak można przeczytać na profilu Polskiego Himalaizmu Zimowego na Facebooku, Urubko postanowił opuścić wyprawę. Decyzja ta została zaakceptowana przez jej uczestników. Nie widzieli oni możliwości dalszej współpracy po jego samodzielnej próbie zdobycia wierzchołka.

Dlaczego kazachskiemu alpiniście, jednemu z najlepszych na świecie, tak bardzo zależało, żeby wejść na szczyt K2 przed końcem lutego, że zaryzykował życie?

Przecież wśród alpinistów powszechnie przyjmuje się, że zimowymi wejściami są te dokonane w trakcie astronomicznej zimy. Jednak Urubko uważa inaczej: mówił i pisał na swoim blogu, że dla niego zima kończy się wraz z końcem lutego. Szczyty Gaszerbrum I oraz Broad Peak uważał z tego powodu za ciągle niezdobyte zimą, bo polskie wyprawy weszły na ich wierzchołki w pierwszych dniach marca.

– Zapraszając go na wyprawę, jasno mówiliśmy, że dla nas liczy się zima kalendarzowa. Wtedy nie protestował, nie stawiał sprawy na ostrzu noża – mówi „Rz" Janusz Majer.

Na początku lutego Urubko opublikował na swoim blogu wpis, który wywołał spore poruszenie. Nie był zadowolony z tempa wspinania się szlakiem nazywanym Drogą Basków i stwierdził, że sytuacja przypomina mu nieudaną próbę wejścia na K2 zimą 2002/2003 roku.

We wtorek, razem z grupą tragarzy, ma wyruszyć w drogę powrotną. Dla niego polska zimowa wyprawa na K2 już się skończyła.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA