fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Opór wobec igrzysk w Tokio rośnie

Zegar w Tokio odliczający czas do igrzysk
AFP
Jedna trzecia Japończyków chce odwołania igrzysk w Tokio, a organizatorzy planują, jak przeprowadzić je w czasach koronawirusa.

Kolejne badania zamawiane przez stację NHK pokazują klarowny trend: opór społeczny wobec imprezy rośnie. Miesiąc temu odwołania igrzysk domagało się 23 proc. ankietowanych, dziś chce tego niemal co trzeci Japończyk. Trzech na dziesięciu mieszkańców kraju popiera kolejną zmianę terminu imprezy (ma się odbyć w dniach 23 lipca – 8 sierpnia), a tylko jedna czwarta oczekuje, że odbędzie się ona zgodnie z planem.

Latem Yurike Koiko, która stoi murem za igrzyskami, pewnie wygrała wybory na gubernatora Tokio. Dziś postulaty jej głównych rywali – adwokata Kenjiego Utsunomiyi i byłego aktora Tary Yamamoto – którzy wzięli na sztandary odwołanie imprezy, zapewne zyskałyby znacznie większy poklask.

Sceptycyzm rośnie, bo kraj nie może opanować wirusa. Cztery rekordowe wyniki dziennej liczby zakażeń zanotowano w pierwszej połowie grudnia i choć japońskie statystyki (179 tys. potwierdzonych przypadków, 2,5 tys. zgonów od początku pandemii) nie robią wrażenia na Europejczykach, to w kraju gospodarza przyszłorocznych igrzysk budzą strach.

Władze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) żyją w innej rzeczywistości. Trwają prace nad protokołem organizacji igrzysk. Przekaz jest jasny: impreza się odbędzie, nic jej nie zatrzyma.

Gospodarze policzyli, że zapłacą za przełożenie igrzysk 2,1 mld euro. Oficjalny budżet imprezy już wcześniej sięgnął granicy 13 mld. Nieoficjalny, choćby ten obliczony przez Japońską Narodową Radę Audytu, może być nawet dwukrotnie wyższy.

Szef komitetu organizacyjnego Toshiro Muto zapewnia, że uzgodniono już 50–60 aspektów, w których możliwe są oszczędności. Gospodarze robią wszystko, żeby zredukować koszty imprezy.

– Musimy ograniczyć liczbę osób przebywających w wiosce olimpijskiej. Sportowcy będą mogli wprowadzić się tam pięć dni przed startem i wyprowadzić 48 godzin po nim – zapowiada szef MKOl Thomas Bach. Niemiec zapewnia jednocześnie, że nie zabroni nikomu udziału w ceremonii otwarcia, bo to duże przeżycie, choć zawodnikom rywalizującym w drugim tygodniu imprezy będzie o to trudno.

Japończycy boją się najazdu zagranicznych kibiców, którzy mogą przynieść kolejną falę zakażeń. Dziennikarze „Nikkei Business Daily" donoszą jednak, że fani wjadą na teren Japonii bez obowiązkowej kwarantanny. Wystarczy negatywny wynik testu na koronawirusa oraz instalacja w telefonie odpowiedniej aplikacji śledzącej.

Organizatorzy potrzebują kibiców, bo wpływy z biletów to jeden z kluczowych elementów budżetu imprezy. Fani w przedsprzedaży kupili 4,5 mln z 7,8 mln wejściówek. Decyzja w sprawie otwarcia trybun zapadnie wiosną. Na razie proces rozprzestrzeniania się koronawirusa w warunkach stadionowych bada Fugaku – najszybszy komputer na świecie.

Sportowców podczas igrzysk czekają regularne badania, co trzy–cztery dni. Każdy mieszkaniec wioski olimpijskiej podpisze deklarację z kodem postępowania, w której zobowiąże się do noszenia maseczki wszędzie poza startami i treningami oraz unikania kontaktu fizycznego z innymi.

Gospodarze wypatrują remedium na koronawirusa, ale Bach zaznacza, że sportowcy to ludzie młodzi i zdrowi, więc na szczepienia poczekają. – Najpierw lek musi trafić do tych, którzy ratują nasze życia – mówi. MKOl zapewnia jednocześnie, że igrzyska odbędą się nawet bez szczepionki, choć może współfinansować jej zakup dla olimpijczyków.

25 marca z Fukushimy ruszy w drogę olimpijski ogień. Sztafeta z udziałem 10 tys. osób przez 121 dni odwiedzi 859 miast. Jej hasło – „Nadzieja oświetla naszą drogę" – w dobie koronawirusa nabiera nowego znaczenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA