fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Liczba chorych wśród uczestników igrzysk rośnie błyskawicznie

AFP, Philip FONG
Japończycy zafundowali gościom kalwarię biurokracji, ale bańka i tak już pękła. Szef komitetu organizacyjnego Toshiro Muto zareagował natychmiast.

Muto obiecał, że gospodarze będą kontrolować sytuację, a na wzrost liczby zakażeń zareagują naradą, która jest nieunikniona, bo liczba chorych na Covid-19 wśród uczestników igrzysk rośnie błyskawicznie i niebawem dobije do liczby trzycyfrowej.

Koronawirus dotarł już nawet do wioski olimpijskiej. Pozytywne wyniki testu mieli czeski siatkarz plażowy Ondrej Perusić oraz piłkarze Thabiso Monraye i Kamohelo Mahlatsi z Republiki Południowej Afryki.

Obostrzenia w wielu miejscach są tylko teoretyczne. Brazylijczycy na lotnisku zatrzymali się na selfie z kibicami, co pokazuje, że opowieści o całkowitym odizolowaniu olimpijczyków od mieszkańców kraju to bujda.

Władze Tokio ogłosiły stan wyjątkowy, więc organizatorzy przestrzegają, aby uczestnicy igrzysk wieczorami unikali opuszczania miejsca zamieszkania oraz odwiedzania barów z alkoholem, co grozi „poważną szkodą dla reputacji pracodawcy".

Rugbyści z RPA mieli negatywne wyniki testów na koronawirusa, ale kiedy jeden z pasażerów ich lotu zachorował, odwołano im obóz treningowy i trafili do izolacji. Sportowcy mogą się z takiej sytuacji wyplątać po kolejnych badaniach.

Szefowie dziesięciu czołowych amerykańskich gazet kilkanaście dni temu przygotowali list otwarty do komitetu organizacyjnego igrzysk. Ich zdaniem pandemiczne obostrzenia to zagrożenie dla wolności prasy. Zbulwersował ich zwłaszcza zakaz rozmów z kibicami przez pierwsze dwa tygodnie pobytu. To oznacza, że teoretycznie nikt nie dowie się od Japończyka, co ten myśli o sytuacji w kraju.

– To najbardziej szalone instrukcje, jakie kiedykolwiek dostaliśmy. Przyjeżdżamy do Tokio, żeby nieść wiadomość o nadziei, a przedstawiają nas jako śmiertelne zagrożenie – nie kryje szef Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy Sportowych (AIPS) Gianni Merlo.

Cały kraj na ciebie patrzy

Oburza go zwłaszcza to, że organizatorzy zachęcają wręcz miejscowych do obserwowania i zgłaszania podejrzanych zachowań wśród olimpijczyków. Oficjalna instrukcja hotelowa dla dziennikarzy przestrzega: „Mieszkańcy Japonii będą obserwować każdy twój ruch. Jeśli naruszysz przepisy, ktoś może zrobić ci zdjęcie i opublikować je w mediach społecznościowych".

Noszenie maski to elementarz, nie jest wymagane tylko podczas jedzenia, snu, treningu i zawodów. Wszyscy odwiedzający Japonię przez dwa tygodnie muszą postępować zgodnie z przedstawionym wcześniej planem aktywności i nie mogą korzystać z komunikacji miejskiej. Zakazano uścisków dłoni.

Dziennikarze, którzy nie wykupili noclegów w oficjalnych hotelach, kilka tygodni przed igrzyskami musieli je zmienić na te wskazane przez organizatorów. Droższe. Niektórych na miejscu czekają trzy dni izolacji. Miejsca na trybunie prasowej i w strefie wywiadów trzeba codziennie rezerwować. Jeść można tylko w hotelowym pokoju i restauracji lub barach na terenie centrum prasowego.

Premier Shinzo Abe podczas ceremonii zamknięcia igrzysk w Rio de Janeiro wysunął się za scenę z rury hydraulicznej ubrany jak bohater gry komputerowej Mario. Prezentacja, która nawiązała do dziedzictwa kraju w zakresie rozwoju elektronicznej rozrywki, okazała się prorocza.

Przeprawa na lotnisku jest dla zagranicznych gości klasyczną grą przygodową, podczas której alergia na biurokrację dyskwalifikowała już na starcie. Podróżujemy w labiryncie, od okienka do okienka, zbierając magiczne przedmioty. Sekwencję: „pokaż kod, weź formularz, odbierz pieczątkę, przejdź do kolejnego punktu" trzeba przeżyć kilka razy. Trudno o lepszą szkołę szlifowania cnoty cierpliwości. Podróż wzbogaca też element zręcznościowy, czyli splunięcie do ampułki, celem testu na koronawirusa.

Cierpliwość na wyczerpaniu

Włączenie aplikacji generującej kody niezbędne do pokonania wszystkich punktów kontroli wymaga wcześniejszego zaakceptowania przez japoński rząd 14-dniowego planu aktywności. Niektórzy e-maile z informacją o jego przyjęciu dostawali w trakcie podróży, inni zaś lądowali w Tokio kompletnie nieuzbrojeni.

Już na jednym z pierwszych etapów uczestników lotniskowej gry dzielono na żółtych, którzy przylecieli do Tokio z aktywowanymi przez organizatorów aplikacjami, i zielonych skazanych na dodatkowe procedury. Rekordziści spędzili w porcie Haneda nawet sześć, siedem godzin.

Ci, którym dopisało więcej szczęścia, potrzebowali 4 godzin oraz 5 tysięcy kroków, żeby usłyszeć: „Witamy w Tokio", choć do pokonania pozostały jeszcze kontrole klasyczne: migracyjna i celna. Pomarańczowy autobus przewiózł dziennikarzy do centrum przesiadkowego, gdzie czekały na nich taksówki. Igrzyska jeszcze się nie zaczęły, a cierpliwość wielu jest już na wyczerpaniu.

Otwarcie igrzysk w piątek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA