fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Jak Tokio otrzymało igrzyska. Nikt nie chodzi z pustymi rękami

AFP
Japoński biznesmen Haruyuki Takahashi dostał 8,2 mln dol. na lobbing w sprawie kandydatury Tokio na gospodarza igrzysk w 2020 roku. Część pieniędzy poszła na drogie prezenty.

75-latek w rozmowie z agencją Reuters przyznaje, że wśród obdarowanych znalazł się m.in. były przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) Lamine Diack. Senegalczyk miał dostać od Takahashiego aparaty cyfrowe i zegarek marki Seiko wart 46,5 tys. dol.

Diack to postać, którą warto było mieć po swojej stronie. Szefował IAAF przez 16 lat – był pierwszym, i jak dotąd jedynym, przewodniczącym tej organizacji pochodzącym spoza Europy. Miał duży wpływ na polityków i władze afrykańskich federacji sportowych. Dziś wolny czas dzieli między areszt domowy we Francji i salę sądową.

Oskarżeń wisi nad Diackiem sporo. Senegalczyk jest podejrzewany o udział w tuszowaniu dopingowych wpadek rosyjskich sportowców oraz – w odrębnym śledztwie – o korupcję przy przyznawaniu organizacji lekkoatletycznych mistrzostw świata w Pekinie (2015) i Dausze (2019), a także igrzysk w Rio de Janeiro (2016) oraz Tokio.

Takahashi podkreśla, że w jego kontaktach z Diackiem nie było niczego nieodpowiedniego, a prezenty są naturalnym środkiem służącym podtrzymywaniu dobrych relacji z ważnymi personami. – Nigdy nie chodzi się z pustymi rękami. Tego wymaga zdrowy rozsądek – mówi Japończyk.

Ma trochę racji, bo ówczesne przepisy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) nie zakazywały wręczania upominków w procesie starania się o organizację igrzysk.

Doświadczony biznesmen musiał być w zakulisowych rozgrywkach naprawdę dobry. Nikt nie dostał od komitetu aplikacyjnego takich pieniędzy, jak on. Japończyk sieć kontaktów w świecie sportowego biznesu budował przy okazji kariery w firmie doradczej Dentsu.

Efekt spotkań Takahashiego z Diackiem był taki, że Senegalczyk dzień przed Kongresem MKOl w Buenos Aires poinformował przedstawicieli afrykańskich komitetów olimpijskich, że zagłosuje na Japończyków. Podobno była to tylko sugestia, nie rozkaz.

Tokio w walce o igrzyska wygrało ze Stambułem i Madrytem. Sukces sprawił, że dla Takahashiego znalazło się miejsce także w składzie komitetu organizacyjnego.

Jego przewodniczący, były premier Japonii Yoshiro Mori, także dostał kilka lat temu nietypowy przelew. Komitet odpowiedzialny za obsługę tokijskiej kandydatury przelał na konto zarządzanej przez niego instytucji non profit The Kano 1,3 mln dol. Podobno „głównie za analizę informacji międzynarodowych".

Dane o wszystkich wypłatach dostała od japońskiego rządu francuska prokuratura, badająca sprawę korupcji przy przyznawaniu prawa organizacji igrzysk. Głównym oskarżonym jest Diack. Senegalczyk, poza wspomnianymi już upominkami, miał – za pośrednictwem konsultanta z Singapuru – otrzymać 2,3 mln dol.

Ten ostatni przelew musiał autoryzować szef komitetu aplikacyjnego Tokio Tsunekazu Takeda. Dziś podkreśla, że wszelkie płatności były przeznaczone na „zgodne z prawem wysiłki lobbingowe".

MKOl w całej sprawie jest na razie obserwatorem. Wspiera francuskie organy sądowe, ale nie wyklucza, że jako potencjalna ofiara całej afery wystąpi do sądu o odszkodowanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA