fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

W co gra MKOl? "Jeśli pójdzie tak dalej, może dojść do bojkotu igrzysk"

AFP
Choć przez epidemię koronawirusa sportowcy nie mają szans na optymalne przygotowanie się do igrzysk, MKOl nie widzi problemu i na razie nie myśli o przełożeniu imprezy. — Jeśli komitet nadal będzie tak pasywny, wyobrażam sobie, że sportowcy mogą nawet zbojkotować wydarzenie — ocenia w rozmowie z Onetem Rafał Romaniuk, prezes agencji marketingowej Arskom Group.

Koronawirus bardzo mocno uderzył m.in. w świat sportu. Mecze i turnieje są masowo odwoływane, UEFA poinformowała wczoraj, że mistrzostwa Europy zostały przeniesione na 2021 r. Tymczasem Międzynarodowy Komitet Olimpijski stoi na stanowisku, że na razie nie ma powodów, by zmieniać termin igrzysk olimpijskich, które mają rozpocząć się już 24 lipca. We wtorek działacze wydali absurdalne oświadczenie.

- Zrobimy wszystko, aby powstrzymać wirusa. SARS-CoV-2 ma również wpływ na przygotowania sportowców do igrzysk olimpijskich Tokio 2020. Do imprezy pozostały cztery miesiące, nie ma więc potrzeby podejmowania niepotrzebnych kroków i decyzji. Wszelkie zmiany w tym momencie przyniosą odwrotny efekt. Niech sportowcy przygotują się najlepiej jak potrafią – napisano w komunikacie.

MKOl nie precyzuje niestety, jak mają wyglądać te przygotowania zawodników. W wielu krajach, między innymi w Polsce, stadiony i ośrodki olimpijskie zostały zamknięte.

- Jest problem z miejscami do trenowania. System szkolenia praktycznie przestał istnieć, pozamykano ośrodki. Myślałam, że wejdę na pobliski obiekt szkolny, ale to niemożliwe, bo w szkole jest wojsko, nie ma szans nawet na dostanie się do sprzętu. Mam to szczęście, że mieszkam blisko lasu. Zbudowałam tam sobie polową siłownię, innego rozwiązania nie widzę – opowiadała ostatnio na łamach Onetu oszczepniczka Maria Andrejczyk.

- Trwa przecież okres kwalifikacji, a wszystko jest odwołane, na wielu płaszczyznach zapanował chaos. Czeka nas bardzo dziwny sezon. Jestem coraz bardziej przekonana, że rywalizacja w Tokio zostanie przesunięta o kilka miesięcy lub na przyszły rok – stwierdziła Andrejczyk.

O konieczności zmiany terminu igrzysk mówi otwarcie coraz więcej sportowców. - Wszyscy czekają na igrzyska, bo to największa impreza sportowa na świecie, ale panujący kryzys jest większy od tych igrzysk. MKOl nalegający, by wszystko odbyło się zgodnie z planem, jest nieodpowiedzialny. Nie wiemy, co stanie się w ciągu 24 godzin, nie mówiąc już o trzech miesiącach – napisała w mediach społecznościowych członkini Komisji Sportowej MKOl Hayley Wickenheiser, która jako hokeistka pięciokrotnie zdobywała medal IO.

W podobnym tonie wypowiada się lekkoatleta Guy Learmonth. - Bądźmy realistami. Jeśli nasz rząd twierdzi, że szczyt zachorowań na koronawirusa przyjdzie w maju albo w czerwcu, to może nie dojść do żadnych wydarzeń przedolimpijskich. Byłbym szczęśliwy, gdyby zmieniono termin igrzysk na październik albo nawet na na 2021 lub 2022 rok – mówi Brytyjczyk, cytowany przez The Guardian.

Dlaczego mimo nawoływań samych zawodników o przeniesienie igrzysk Międzynarodowy Komitet Olimpijski robi dobrą minę do złej gry?. - Są dwa powody, oba biznesowe. Po pierwsze, tak jak w przypadku wszystkich wielkich wydarzeń, chodzi o wpływy ze sponsoringu. Poza tym MKOl zdaje sobie sprawę, że w świecie sportu powstała ogromna luka, większość wydarzeń odwołano - mówi w rozmowie z Onetem Rafał Romaniuk, prezes Arskom Group.

- Działacze myślą zapewne, że jeśli uda się doprowadzić do startu igrzysk, skupi się na nich uwaga całego świata. Nie będzie żadnej konkurencji. Aktywności sponsorskie będą więc intensywniejsze, bo sponsorzy też cały czas myślą, jak obronić plany budżetowe. Paradoksalnie, MKOl mógłby zarobić na igrzyskach jeszcze więcej. Wszyscy są teraz głodni sportowej rywalizacji, a firmy będą chciałby wykorzystać każdą okazję, by pokazać się w miejscu, który skupia uwagę społeczeństwa w tych kryzysowych czasach – dodaje ekspert.

- Postawa działaczy wprost kłóci się z ideą olimpizmu, której MKOl w teorii powinien przecież bronić. W swoim podejściu jest teraz bardzo daleko od sportu. Głosy zawodników na temat całej sytuacji są bardzo krytyczne i skupiają się na braku wrażliwości międzynarodowego komitetu. Sportowcy nie mają przecież możliwości optymalnego przygotowania się do igrzysk. Jeśli MKOl nadal będzie tak pasywny, wyobrażam sobie, że zawodnicy mogą podjąć dużo bardziej drastyczne formy protestu i zdecydować się nawet na bojkot imprezy. MKOl można bardzo łatwo zaatakować: „Nie słucha świata sportu, wypacza ideę olimpijską, bo chodzi tylko o ratowanie pieniędzy” - taki przekaz będzie dominował – twierdzi prezes Arskom Group.

- MKOl podejmuje ogromne ryzyko. Wyobraźmy sobie, że igrzyska odbywają się w terminie i dochodzi do erupcji kryzysu związanego z koronawirusem. Międzynarodowy Komitet Olimpijski zostanie wtedy zmiażdżony, będzie miał do czynienia z pogłębieniem i tak dużego już kryzysu wizerunkowego, którego może nie przetrwać. Wygląda to tak, jakby MKOl nie nadążał za rozwojem sytuacji. Wizerunkowo traci z każdym kolejnym dniem – kończy Romaniuk.

Na razie trudno przewidywać, co się wydarzy, a najważniejsze pytania dotyczące igrzysk pozostają bez odpowiedzi. Jedno jest pewne – MKOl rozpoczął bardzo ryzykowną grę i postawił wszystko na jedną kartę. Na razie nic nie wskazuje na to, że odejdzie od stołu jak wygrany.

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA