fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Hotele

Ekonomia współdzielenia groźna tylko dla miast

Pixabay
Wynajem pokojów turystom przez prywatne osoby, czyli działalność prowadzona w ramach ekonomii współdzielenia, jest większym problemem dla miast niż dla branży hotelarskiej - zapewniają turystyczni eksperci

Szybki rozwój, ale mały udział w rynku – tak eksperci z instytutu IPK International, organizatora forum World Travel Monitor Forum w Pizie, oceniają sytuację serwisów opierających się na ekonomii współdzielenia. Z badań zaprezentowanych przez organizatora ITB Berlin wynika, że firmy pośredniczące w wynajmie tego rodzaju zakwaterowania w największym stopniu oddziałują na miasta. Ich działalność zmniejsza bowiem liczbę mieszkań dostępnych dla zwykłych ludzi.

Choć w ostatnich latach firmy typu Airbnb rozwijają się bardzo szybko, to - według ekspertów z IPK International - ich udział w rynku wciąż jest niszowy. W 2015 roku Europejczycy wybrali zakwaterowanie w ramach ekonomii współdzielenia w przypadku 14 milionów wyjazdów, co stanowi 3 procent wszystkich zrealizowanych przez nich wycieczek zagranicznych. Prawie dwie trzecie rezerwacji dotyczyło wynajmu apartamentów lub mieszkań i domów wakacyjnych, a w 15 procentach przypadków chodziło o prywatne pokoje i pobyty typu nocleg ze śniadaniem (B&B).

– Te stosunkowo niewielkie liczby mogą wydawać się zaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę, jak często firmy z segmentu ekonomii współdzielenia pojawiają się w czołówkach gazet z informacjami o swoim dynamicznym wzroście. Jednocześnie widać jednak potencjał tych firm na przyszłość – mówi dr Martin Buck, wiceprezes Messe Berlin, koncernu organizującego targi.

Największy i najbardziej znany na świecie serwis wynajmu mieszkań - Airbnb - ma w ofercie około 3 miliony obiektów. Firma rozszerza też działalność na inne usługi turystyczne. Platforma budzi wiele kontrowersji, głównie wśród władz miejskich, które często zarzucają jej, że zabiera z rynku nieruchomości mieszkania na wynajem dla mieszkańców czy studentów. Airbnb ugięło się przed niektórymi zarzutami i stworzyło regulacje, zgodnie z którymi właściciele obiektów w Londynie nie mogą ich wynajmować dłużej niż 90 dni w roku. W przypadku Amsterdamu limit wynosi 60 dni.

Jeroen Oskam, dyrektor centrum badawczego Hotelschool The Hague w szkole hotelarskiej w Hadze, mówił w czasie forum w Pizie, że obecnie Airbnb ma 10-procentowy udział w rynku przyjazdów zagranicznych do Amsterdamu i niemal 8-procentowy w Londynie. Z przeprowadzonych przez niego badań dla czterech dużych miast europejskich (Amsterdam, Londyn, Madryt i Berlin) wynika, że ponad 82 procent obiektów wynajmowanych za pośrednictwem tej platformy to całe mieszkania, a niecałe 18 procent stanowią prywatne pokoje lub łóżka w pokoju. Ponad 80 procent obiektów można wynająć na dłużej niż 31 dni, a większość znajduje się w centrach miast. W Londynie ponad połowa z nich należy do osób będących właścicielami kilku nieruchomości. Na podstawie tych danych Oskam wyciągnął wniosek, że Airbnb zajmuje się bardziej komercyjnym wynajmem niż typowym "dzieleniem się". Badacz podkreśla, że obiekty są przeznaczane dla turystów kosztem mieszkańców miast, co można sprowadzić do tezy, że mowa raczej nie o ekonomii współdzielenia, a o „niedzieleniu się".

W czasie forum World Travel Monitor Forum w Pizie, które przed laty zostało zainicjowane przez firmę konsultingową IPK International i jest sponsorowane przez targi ITB Berlin, o najnowszych trendach w turystyce dyskutowało około 50 ekspertów z całego świata. Pełne wyniki badań zostaną przedstawione na przyszłorocznych targach ITB w Berlinie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA