fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Hotele

Ekonomia współdzielenia psuje biznes turystyczny

Wiceminister odpowiedzialny za turystykę Dawid Lasek referował problem ekonomii współdzielenia w turystyce. Towarzyszyła mu dyrektor departamentu turystyki Joanna Jędrzejewska-Debortoli
Filip Frydrykiewicz
Z ekonomii dzielenia się wyrósł potężny biznes, który uderza w przedsiębiorców turystycznych. Rząd powinien się tym jak najszybciej zająć – mówią przedstawiciele branży turystycznej i posłowie

Problemowi tak zwanej ekonomii dzielenia się (z ang. sharing economy) poświęcone było środowe posiedzenie sejmowej komisji kultury fizycznej, sportu i turystyki. Omawiając problem, wiceminister sportu i turystyki Dawid Lasek stwierdził, że ekonomia dzielenia się, zwana także gospodarką współdzielenia, to trend stosunkowo nowy polegający na pośredniczeniu w wymianie dóbr i usług.

Istota zjawiska polega na tym, że ludzie udostępniają swoje niewykorzystane zasoby w zamian za pieniądze lub za inne usługi. Ten kto ma wolne miejsce w samochodzie – oferuje je innym, którzy potrzebują transportu, a ten kto ma wolny pokój – odstępuje go komuś kto potrzebuje noclegu. Ludzie dzielą się różnymi rzeczami i usługami – wspólnie przygotowują posiłki lub pomagają sobie w nauce. Cechą charakterystyczną ekonomii dzielenia się, jest to, że usługodawcami są osoby niezwiązane zawodowo z daną dziedziną gospodarki i, że uczestniczą w dzieleniu się incydentalnie.

Miliardy dolarów obrotów

Choć tego nie mówił wiceminister Lasek, ale z podawanych przez niego przykładów wynikało, że, piękna idea współdzielenia się, wypływająca ze szlachetnych pobudek, szybko przekształciła się w biznes. Do gry weszli pośrednicy (Uber, Airbnb, BlaBla Car itp.), którzy założyli portale internetowe i aplikacje do łączenia tych, którzy mając coś do zaoferowania z ludźmi poszukującymi tych usług lub dóbr. Z drugiej strony dla niektórych wynajmowanie mieszkań lub przewożenie ludzi stało się zajęciem zarobkowym.

Gospodarka współdzielenia dynamicznie rośnie. Jak podał Lasek, według badań Unii Europejskiej przychody brutto uzyskane przez platformy i dostawców usług w ramach gospodarki współdzielenia osiągnęły w 2015 roku 28 miliardów dolarów, to dwa razy więcej niż w 2014 roku. Szacunki mówią, że w 2025 roku ma to już być 335 miliardów dolarów.

Minister sięgnął po przykłady. Najbardziej znana platforma do „dzielenia się" noclegami, Airbnb, za pośrednictwem której można wynająć zarówno miejsce do spania, jak i całe mieszkanie, willę a nawet prywatną wyspę, obejmuje już 34 tysiące miast w 190 krajach, a liczba korzystających z niej przekroczyła 60 milionów.

Airbnb robi też karierę w Polsce. Ma tu 11 tysięcy adresów lokali noclegowych do wynajęcia. Najwięcej w Krakowie (3,5 tys.) Warszawie (3,1 tys.) i Gdańsku (1,5 tys.). Na warszawskim rynku dominującą część oferty Airbnb stanowią całe mieszkania (77 proc.), a w drugiej kolejności pojedyncze pokoje (20 proc.). Pokoje współdzielone mają marginalne znaczenie (2,2 proc.). Przeciętny roczny dochód jaki może przynieść właścicielowi lokalu ten rodzaj działalności w Warszawie to ponad 18 tys. złotych.

Przewozy krótkodystansowe zdominowała aplikacja Uber (67 krajów), a dłuższe – serwis społecznościowy BlaBlaCar (20 krajów). Z kolei w usługach gastronomicznych (jedzenie w domach prywatnych) karierę zrobił Eat With (150 miast w 30 krajach).

W Polsce Uber obecny jest w siedmiu największych miastach i wchodzi do kolejnych. Uber wymaga od kierowców, by prowadzili działalność gospodarczą. Każdego miesiąca wyjeżdża ich na ulicę 3,5 tysiąca, w ciągu dwóch miesięcy (ministerstwo nie podaje o które miesiące chodzi) mieli oni 4 miliony zamówień). Polska jest trzecim największym rynkiem Ubera w Europie, zaraz po Wielkiej Brytanii i Francji.

Ostatnio gospodarka dzielenia się wkroczyła na teren usług przewodników miejskich, w której to dziedzinie najpopularniejsze są platformy Vayable i Trip4real, a w Polsce podobne funkcje spełnia założony niedawno przez Jarosława Kuźniara GoForGuide (czytaj: "Jarosław Kuźniar stworzył Ubera dla przewodników miejskich").

Potrzebna analiza zjawiska

Ministerstwo Sportu i Turystyki widzi w tym trendzie korzyści i zagrożenia dla turystyki. Do tych pierwszych minister Dawid Lasek zalicza: pobudzenie rozwoju produktów turystycznych i wzbogacenie oferty turystycznej, umożliwienie podróżowania ludziom mniej zamożnym, lepsze wykorzystanie „zasobów" (mieszkań, samochodów itp.), stworzenie turystom szansy przeżycia wyjątkowych doświadczeń, zawarcia znajomości i lepszego poznania odwiedzanych miejsc, a także zwiększenie liczby miejsc pracy.

Są też ciemne strony gospodarki dzielenia się. Tu Lasek wymienia: niską jakość usług, brak gwarancji otrzymania oczekiwanych dóbr, trudność ewentualnego dochodzenia roszczeń, brak gwarancji ochrony praw pracowników zatrudnionych w gospodarce współdzielenia, niepłacenie podatków przez dzielących się swoimi zasobami, brak odpowiedzialności w razie zagrożenia zdrowia lub życia konsumentów.

Jak mówił Lasek, Unia Europejska dostrzegła już wszystkie te zalety i wady nowego trendu i przygotowała „Europejski program na rzecz gospodarki dzielenia się" ze wskazówkami prawnymi i propozycjami działań władz. Samo ministerstwo zamierza natomiast „przyglądać się" czy „nie jest konieczna nowelizacja prawa w tym zakresie". Ale „ewentualne zmiany legislacyjne powinny być poprzedzone badaniami i szczegółową analizą zjawiska".

Sprzedają usługi, nie płacą podatków

Licznie przybyli na posiedzenie komisji przedstawiciele branży turystycznej byli bardzo krytyczni wobec zjawiska ekonomii współdzielenia.

- Trzeba ludziom wyraźnie mówić: Kliencie, jeśli korzystasz z usługi biura podróży, jesteś chroniony, ale jeśli korzystasz z usług turystycznych takich portali jak Uber, robisz to na własne ryzyko, bo one nie podpadają pod ustawę o usługach turystycznych i nie są objęte ochrona Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego – podkreślał wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych Marek Kamieński.

Krzysztof Szadurski, wiceprezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, zwrócił uwagę, że to o czym była mowa, nie ma nic wspólnego z ekonomią współdzielenia, która polega w istocie na dzieleniu się bezpłatnym lub ze zwrotem kosztów. - Tu chodzi o sprzedaż usług i to na wielką skalę i trzeba to uregulować prawnie - mówił. – Nasza branża padła jako pierwsza ofiarą tego zjawiska.

- To jest potężny biznes, w który Arabia Saudyjska ("Saudyjczycy inwestują w Ubera") czy Volkswagen ("VW inwestuje 300 mln dolarów w aplikację Gett, bezpośredniego rywala Ubera") inwestują miliardy dolarów, i w którym kierowcy, czy właściciele mieszkań są jedynie podwykonawcami wielkich firm. Nasza branża jest zaniepokojona, bo część klientów rezygnuje z wynajmowania pokojów w hotelach na rzecz wynajmowania tańszych mieszkań. Branża hotelarska jest zobowiązana do przestrzegania szeregu surowych przepisów regulujących jej działalność, począwszy od wymogów przeciwpożarowych jak ogniotrwałość drzwi, poprzez przepisy sanitarne, aż po obowiązek rejestrowania gości i sprawdzania ich tożsamości. To rodzi koszty, dlatego nie ma równej konkurencji, bo wynajmujący mieszkania nie muszą spełniać tych samych warunków, chociaż prowadzą podobną działalność. Czy nie powinni więc płacić podatków, czy nie powinni rejestrować działalności gospodarczej, czy nie powinni podlegać restrykcjom ustawy o usługach turystycznych? – to moim zdaniem pytania retoryczne – zakończył.

Szara strefa to też "współdzielenie"

Prezes Polskiej Izby Turystyki Paweł Niewiadomski zgodził się z przedstawicielem IGHP i domagał się prawnych rozwiązań - albo zliberalizowania wszystkich usług turystycznych, jak na rynku amerykańskim, albo stworzenia jasnych zasad, takich samych dla wszystkich uczestników rynku. - Władze unijne i władze państw członkowskich raczej idą w stronę zwiększenia ochrony konsumentów, dlatego należy jak najszybciej rozpocząć prace nad objęciem taką ochroną klientów nowych form usług - mówił Niewiadomski.

- Trzeba przy tej okazji powiedzieć o jeszcze jednej formie „gospodarki współdzielenia", chodzi o szarą strefę. W tej sprawie organy państwa nie robią nic – podkreślał Niewiadomski. Jak wyjaśniał chodzi o sytuacje, kiedy nauczycielka w szkole „dogaduje się z rodzicami, że zorganizuje wycieczkę dla dzieci i z tego tytułu bierze dla siebie pieniądze".

Państwo chętnie i często kontroluje zarejestrowanych przedsiębiorców, a nie ściga tych, którzy działają w szarej strefie. – Proszę pana ministra o odpowiedź, ile państwo skontrolowało podmiotów prowadzących zarejestrowaną działalność, a ile takich kontroli przeprowadziło wobec przedsiębiorców działających nieformalnie? Bo zdaje się ta różnica jest ogromna – mówił Niewiadomski.

Jego zdaniem przedsiębiorcy działający legalnie w turystyce są wręcz represjonowani przez państwo.

Czas to uregulować

- To zjawisko jest na pewno dla nas wyzwaniem – przyznał przewodniczący komisji (PO) Ireneusz Raś. – Powinniśmy się zastanowić, jak wprowadzać do je systemu prawnego.

Zaproponował, by organizacje branży turystycznej składały w komisji swoje uwagi na ten temat. – Postaramy się z ministrem Laskiem ułożyć z tego propozycję [regulacji prawnej]. Może nie tak ostrą, ale żeby i odbiorcy czuli się bezpieczni i, żeby warunki gry rynkowej były mniej więcej takie same – zadeklarował.

Bardziej zdecydowanie zabrzmiał głos wiceprzewodniczącego Jakuba Rutnickiego (PO): - Musimy bardzo szybko i mocno pochylić się nad tym tematem, bo rynek usług, o których mówimy, rośnie niezwykle dynamicznie. Mam nadzieję, że ministerstwo zrobiło już jakieś przymiarki.

O konieczności uregulowania działalności współdzielenia mówili też Małgorzata Niemczyk (PO) i Marek Ruciński (Nowoczesna). – Musi być jakiś system kontroli i kar. Brak odpowiedzialności za ewentualne zagrożenie dla zdrowie lub życia jest przerażający, tak być nie może – podkreślał ten ostatni.

Podsumowując, wiceminister Dawid Lasek zgodził się, że należy uregulować nowy biznes. Zadeklarował, że ministerstwo jest gotowe przygotować "pewne rozwiązania", a na razie będzie zbierać propozycje środowiska turystycznego.

Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA