fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Joffre albo siła spokoju

Żołnierze belgijscy usilują powstrzymać Niemców w sierpniu 1914 r.
Archiwum „Mówią wieki”
Gdy w lipcu 1911 roku Joseph-Jacques Césaire Joffre został szefem Sztabu Głównego i zarazem wodzem armii francuskiej, znało go niewielu.

A przecież młodzieńczy uczestnik obrony Paryża przed Prusakami (1870 – 1871) należał do najbardziej doświadczonych wojskowych Republiki. Urodzony w podpirenejskim Rivesaltes w wielodzietnej rodzinie zamożnego bednarza, spokojny i milkliwy Joffre był zaprzeczeniem stereotypu południowca.

Za to jego kariera układała się typowo: wstąpiwszy w wieku 17 lat (prawda, że z wysoką lokatą) na zmilitaryzowaną przez Napoleona I paryską Politechnikę, został inżynierem wojskowym. Po śmierci rodzącej żony (1874) rozpoczął 13-letni okres wędrówki po pułkach i budowach zakończony prośbą o wysłanie do kolonii. Zwiedziwszy z bronią w ręku Tonkin (północny Wietnam) i Chiny oraz (bez broni) Japonię i USA, wrócił do kraju, by od 1891 roku wykładać w artyleryjsko-inżynieryjnej szkole w Fontainebleau.

Po roku (jak to bywało z oficerami po sercowych kryzysach) ruszył jednak znów do francuskiego Sudanu (dziś Mali). Budował tam linie kolejowe, ale też odznaczył się w walkach z Tuaregami. Zastąpiwszy poległego dowódcę, 12 lutego 1894 roku zajął Timbuktu, które następnie utrzymał i ufortyfikował. Obsypany pochwałami awansował na podpułkownika i wrócił do metropolii, gdzie trafił do sztabu swej broni i komisji wynalazków.

Romans z zamężną już dawną sympatią Henriette Penon zaowocował córką… i wyjazdem Joffre’a na Madagaskar, gdzie pod okiem generała Josepha Gallieniego budował umocnienia portu Diego-Suarez. W 1901 roku wrócił do metropolii jako 49-letni generał brygady, aby w efekcie intryg ministerialnych trafić jeszcze raz na wyspę u południowo-zachodnich wybrzeży Afryki.

Kariera Joffre’a przyspieszyła w 1904 roku, gdy objął Departament Inżynierii w Ministerstwie Wojny. Rok później (już jako mąż owdowiałej Henriette) został generałem dywizji, a po kolejnym roku dowódcą 6. (paryskiej) Dywizji Piechoty. Funkcje inspektora szkół wojskowych (1906) i dowódcy II Korpusu Armijnego w Amiens to szczeble na drodze do członkostwa w Wyższej Radzie Wojennej (1910) i prac nad wojennymi planami.

Niezadowolenie ministra wojny Messimy’ego z defensywnej postawy szefa Sztabu Głównego gen. Michela skończyło się jego odwołaniem w lipcu 1911 roku. Reformujący dowodzenie armią Messimy połączył funkcję szefa sztabu i naczelnego wodza. A że ubiegania się o nią odmówili z różnych przyczyn 62-letni generałowie Gallieni i Pau, wybór padł na młodszego o trzy lata i mniej znanego Joffre’a. Ten zaś wybrał sobie na głównego sztabowca temperamentnego i popularnego w wojsku gen. Édouarda de Castelneau.

Wywyższenie Joffre’a przyjmowano jako uznanie dla jego kolonialnej kariery i rzadkich w armii francuskiej międzynarodowych doświadczeń. Na jego korzyść przemawiała również solidność, umiejętność komenderowania i pracowitość. Historycy wspominają też o jego głębokim republikanizmie, masońskich kontaktach i demonstracyjnej laickości (w Wielki Piątek 1915 roku głośno odmówił postnego dania). Nawiasem mówiąc, pochodzący ze starej szlachty de Castelneau znany był z głębokiego katolicyzmu (zwano go „kapucynem w oficerkach”) i konserwatywnych poglądów.

Przeciwnicy wypominali jednak Joffre’owi, że nie ukończył Wyższej Szkoły Wojennej, nie znał pracy sztabowej, mało czytał, a jeszcze mniej pisał. Trudno było też z nim dyskutować o ideach. Nominację tę postrzegali więc głównie w kontekście sporu rozpychających się u progu wojny zwolenników ofensywy do ostatka z wyznawcami doktryny obronnej, której Joffre był entuzjastą tak w wymiarze strategicznym, jak i operacyjnym. Dowiedzie tego nawet po krwawych niepowodzeniach z lata i jesieni 1914 roku.

Niedostatkiem naczelnego wodza był emocjonalny chłód i brak „ludzkiego” kontaktu. Dyskusji i różnic zdań nie znosił (także z generałami, a już zwłaszcza z Lanrezakiem), a jego małe doświadczenie dowódcze wzmacniało pozycję sztabowców. Przy czym ów chłód – ta słynna „flegma” introwertyka Joffre’a, w połączeniu z jego solidną posturą i poczuciem władzy dawała Francuzom złudzenie bezpieczeństwa w najtrudniejszych chwilach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA