fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Narutowicz – prezydent, który chciał jednoczyć

Prof. Włodzimierz Suleja, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego i IPN.
Rzeczpospolita, Robert Gardziński
Rozmowa z prof. Włodzimierzem Suleją, historykiem z Uniwersytetu Wrocławskiego i IPN.

Rzeczpospolita: W sobotę przypadła 95. rocznica wybrania Gabriela Narutowicza na pierwszego prezydenta II RP. Urząd ten sprawował tylko kilka dni, 16 grudnia został zastrzelony przez malarza Eligiusza Niewiadomskiego. Jakie były losy Narutowicza, zanim został prezydentem?

Prof. Włodzimierz Suleja: Reprezentował on tzw. pokolenie niepokornych, do którego zaliczali się zresztą w tamtym czasie przywódcy praktycznie wszystkich ruchów politycznych. Narutowicz, który pochodził z odległych Kresów, w młodości angażował się w niepodległościową konspirację, działalność, która zazwyczaj skutkowała zesłaniem albo koniecznością ucieczki z kraju. Tym sposobem Narutowicz znalazł się w Szwajcarii, gdzie wkroczył na ścieżkę kariery naukowej – specjalizował się w budowie elektrowni wodnych.

Narutowiczowi nie dawano większych szans na sukces wyborczy. Jak to się zatem stało, że został prezydentem?

Było pięciu kandydatów: Narutowicz, popierany przez PSL „Wyzwolenie", Stanisław Wojciechowski (PSL „Piast"), Maurycy hr. Zamoyski (endecja), Ignacy Daszyński (PPS) i zgłoszony przez mniejszości narodowe Jan Baudouin de Courtenay. Liczyło się dwóch: Wojciechowski i Zamoyski; endecja „zagrała" na wyeliminowanie najgroźniejszego kontrkandydata – w rezultacie, w przedostatnim głosowaniu, Wojciechowski miał mniej głosów niż Narutowicz. Endecy jednak się przeliczyli, albowiem ludowcy, w tym ich sojusznik, PSL „Piast", nie mogli w decydującej turze zagłosować na największego posiadacza ziemskiego tamtych czasów, jakim był Zamoyski.

Wygrana Narutowicza wywołała falę powszechnej nagonki na jego osobę.

Endecja, stanowiąca wówczas największy obóz polityczny, próbowała odreagować porażkę. A do tego wykazać, że oddane na Narutowicza głosy mniejszości narodowych miały niską wagę, że tak naprawdę nie były to „polskie głosy". Dochodziło do ataków na prezydenta ze strony prasy, Narutowicz dostawał listy z pogróżkami, a gdy jechał otwartym powozem, został obrzucony grudami śniegu. To pokazuje atmosferę tamtego czasu. Atmosferę, która popchnęła Niewiadomskiego do zabójstwa. Józef Piłsudski miał świadomość, dla kogo tak naprawdę przeznaczony był pocisk z broni zabójcy. Wiedział, że Narutowicz zginął za niego.

Jak Piłsudski postrzegał Narutowicza?

Marszałek nie miał wątpliwości, że Gabriel Narutowicz nie ma politycznego talentu. Natomiast cenił go jako człowieka. Trzeba dodać, że Narutowicz był politykiem wybitnie koncyliacyjnym. Został wybrany przez część elektorskiego zgromadzenia, ale chciał reprezentować całość – po prostu łączyć. Świadczy o tym fakt, że tekę ministra spraw zagranicznych planował powierzyć Maurycemu Zamoyskiemu, reprezentującemu zwalczającą go endecję.   —rozmawiał Łukasz Lubański

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA