fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Stan wojenny. Blef generała: Mit „mniejszego zła”

Marszałek Kulikow i gen. Jaruzelski w świetnej komitywie.
Archiwum WAF/NAC
Kulisy wprowadzenia stanu wojennego. Nieprawdziwa narracja o uratowaniu Polski przez stan wojenny przekonała wielu Polaków.

Nad możliwością sowieckiej interwencji zbrojnej w Polsce zastanawiano się od chwili wybuchu latem 1980 r. strajków, których rezultatem były narodziny Solidarności. Już w sierpniu 1980 r. utworzona w trybie doraźnym przez sowieckie Politbiuro komisja ds. polskich (jej przewodniczącym został Michaił Susłow) podjęła decyzję o postawieniu w stan „pełnej gotowości bojowej" kilku dywizji z trzech graniczących z PRL okręgów wojskowych. Później pretekstem do działań o charakterze militarnym stały się kolejne ćwiczenia wojsk Układu Warszawskiego, które przeprowadzano na terenie Polski i sąsiadujących z nią krajów.

1 grudnia 1980 r. zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Tadeusz Hupałowski otrzymał w Moskwie plan manewrów Sojuz '80. Przewidywały one, że tydzień później do Polski wkroczy 18 dywizji wojsk Układu Warszawskiego. Wytypowane jednostki przygotowano i – co odnotowały amerykańskie satelity, powodując oficjalną reakcję Waszyngtonu – przesunięto na miejsca wymarszu.

Przygotowywanie tej operacji nie oznaczało wszakże, że nastąpi interwencja zbrojna. 5 grudnia 1980 r. I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania usłyszał na Kremlu od sowieckiego przywódcy Leonida Breżniewa zdanie: „Biez tiebia – nie wajdiom" („Bez ciebie nie wejdziemy"), co oznaczało, że ZSRR liczy się mimo wszystko ze zdaniem władz PRL.

Oczywiście, można się domyślać, że nie była to deklaracja obowiązująca w każdym przypadku i gdyby w Polsce doszło do próby obalenia reżimu komunistycznego przy użyciu siły (na wzór Budapesztu w 1956 r.), a zwłaszcza do przerwania linii komunikacyjnych łączących wojska sowieckie stacjonujące w Niemczech wschodnich z zapleczem w ZSRR, Rosjanie użyliby siły. Jednak nic takiego w latach 1980–1981 nie miało miejsca.

Czemu zatem miała służyć grudniowa koncentracja wojsk, a później manewry Sojuz '81, przeprowadzone na przełomie marca i kwietnia, i wreszcie największe w historii Układu Warszawskiego jesienne manewry Zapad '81? Po pierwsze, wytworzeniu w polskim społeczeństwie przekonania, że interwencja jest nieuchronna. Po drugie, ułatwieniu kierownictwu PZPR podjęcia ostatecznej decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, do którego przygotowania prowadzono od października 1980 r.

W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 r. gen. Wojciech Jaruzelski spotkał się z marszałkiem Wiktorem Kulikowem, naczelnym dowódcą wojsk Układu Warszawskiego. Wprost zażądał wsparcia militarnego po wprowadzeniu stanu wojennego, mówiąc: „Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady".

Kulikow, któremu myśl o dowodzeniu operacją stłumienia kontrrewolucji w Polsce nie była z pewnością obca, odpowiedział: „Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać »Tarczę-81«". Za tym kryptonimem krył się przypuszczalnie plan interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce. Równocześnie jednak dodał: „zapewne Wojsko Polskie samo poradzi sobie z tą garstką rewolucjonistów".

Jaruzelski nie był jednak co do tego przekonany i „zauważył, że na przykład Katowice liczą około 4 mln mieszkańców [chodzi o całą górnośląską aglomerację – A.D.]. To taka Finlandia, a wojska – jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej – nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady". Posunął się do stwierdzenia: „Byłoby gorzej, gdyby Polska wyszła z Układu Warszawskiego".

Kulikow jednak nie był skory do wyraźnej deklaracji i pod koniec rozmowy zapytał, czy może zameldować Breżniewowi, że „podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu?". W odpowiedzi Jaruzelski odparł: „Tak, pod warunkiem że udzielicie nam pomocy".

Wypowiedzi Kulikowa nie zawierały jednoznacznej obietnicy pomocy wojskowej, ale też jej nie wykluczały. Dopiero w kontekście zapisu z tej rozmowy staje się w pełni jasne, co miał na myśli partyjny dygnitarz Konstantin Rusakow, mówiąc 10 grudnia na posiedzeniu sowieckiego Politbiura zwołanym, by udzielić odpowiedzi generałowi: „Jaruzelski powołuje się na wystąpienie Kulikowa, który jakoby powiedział, że ZSRR i państwa sojusznicze udzielą Polsce pomocy wojskowej. Jednakże, o ile mi wiadomo, tow. Kulikow nie powiedział tego wprost".

Deklarację marszałka skomentował też Jurij Andropow, mówiąc: „Jeżeli tow. Kulikow rzeczywiście powiedział o wprowadzeniu wojsk, to ja uważam, że postąpił niesłusznie. Nie możemy ryzykować". Natomiast szef sowieckiej dyplomacji Andriej Gromyko dodawał: „Nie może być żadnego wprowadzenia wojsk do Polski. Sądzę, że możemy polecić naszemu ambasadorowi, aby odwiedził Jaruzelskiego i poinformował go o tym".

Dyskusję jasno podsumował Michaił Susłow: „Myślę więc, że wszyscy tutaj jesteśmy zgodni, iż w żadnym wypadku nie może być mowy o wprowadzaniu wojsk".

Gen. Jaruzelski napisał po 1989 r. kilka książek, w których obszernie wyjaśniał, dlaczego wprowadził stan wojenny. Powracał w nich motyw rzekomego „mniejszego zła", ratunku przed sowiecką interwencją. Jednak w 1981 r. generał zupełnie inaczej widział przyczyny swej decyzji. 22 grudnia na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR, a zatem w wąskim, zaufanym gronie, stwierdził: „Stanowczo przeciwstawiać się propagandzie, że wprowadzenie stanu wojennego zostało narzucone z zewnątrz. To nas obraża. Sami podjęliśmy decyzję, sami zrealizowaliśmy i sami za nią odpowiadamy".

To nie ta tajna przez lata wypowiedź, ale narracja o uratowaniu Polski przez stan wojenny okazała się jednak przekonująca dla bardzo wielu Polaków.

Autor jest politologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA