fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Stan wojenny. Doktryna Kani, doktryna Jaruzelskiego

Stanisław Kania przemawia na nadzwyczajnym zjeździe partii komunistycznej w lipcu 1981 r. W tle m.in. gen. Jaruzelski (w mundurze i ciemnych okularach), który wkrótce wysunie się na pierwszy plan.
EAST NEWS, Wojtek Laski
Koncepcje rozwiązania „polskiego kryzysu”. Kto był zwolennikiem sowieckiej interwencji.

Dwaj I sekretarze KC PZPR, wspólny cel i dwie koncepcje działania. Tak najkrócej można scharakteryzować Stanisława Kanię i Wojciecha Jaruzelskiego.

Stanisław Kania co prawda w latach 1980–1981, a przynajmniej od września 1980 r. do października 1981 r., kiedy to był I sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, ściśle współpracował z Wojciechem Jaruzelskim. Łączył ich wspólny cel, nakreślony zresztą przez ich poprzednika na czele partii Edwarda Gierka, czyli odzyskanie utraconych w sierpniu 1980 r. pozycji. „Może trzeba wybierać mniejsze zło, a potem starać się z tego wybrnąć" – mówił on o zgodzie na istnienie niezależnych od władz związków zawodowych.

Jednak koncepcje rozwiązania „polskiego kryzysu" Kani i Jaruzelskiego były odmienne. Ten pierwszy nie był zwolennikiem sowieckiej interwencji. Mało tego, był również przeciwnikiem siłowej rozprawy z Solidarnością, czyli stanu wojennego. Kiedy stanął na czele partii, a de facto państwa, postawił na rozwiązanie „polityczne" (czyli przejęcie kontroli nad Solidarnością, wkomponowanie jej w system), a nie siłowe. Znalazło to również potwierdzenie w wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie w procesie autorów stanu wojennego – Stanisław Kania został w nim, zresztą całkiem słusznie, uniewinniony.

Wszystkim zainteresowanym „wojną polsko-jaruzelską" można zresztą śmiało polecić jego zeznania i wyjaśnienia składane podczas tego procesu. Przybliżają one nie tylko jego ówczesne stanowisko, ale również poważnie naruszają mit „mniejszego zła".

Kania twierdzi m.in., że był przeciwny interwencji, gdyż musiałaby ona mieć krwawy charakter. Jak dodaje, był przekonany, że w takiej sytuacji „pójdą młodzi chłopcy jak w Powstaniu Warszawskim, nawet bez broni, z butelkami na czołgi, popłynie morze krwi".

Co ważniejsze, przynajmniej w kontekście dyskusji o zasadności stanu wojennego, stwierdza, że „po wydarzeniach z grudnia 1980 r. i marca 1981 r. radziecka polityka wobec Polski uległa istotnej modyfikacji. Nie wróciły już propozycje manewrów z udziałem wojsk Układu Warszawskiego, stanowiących wstęp do interwencji. Niezmienna jednak została orientacja, że kryzys polski trzeba rozwiązać siłą, ale polskimi siłami – wprowadzając stan wojenny". W tym nowym stanowisku – jak dodaje – owszem, Sowieci przewidywali wkroczenie do Polski, ale dopiero w sytuacji, gdyby polscy towarzysze nie poradzili sobie sami, czyli kiedy siłowa rozprawa ze zbuntowaną częścią społeczeństwa zakończyłaby się fiaskiem...

Mało tego – według Kani – przywódcy PRL doskonale zdawali sobie sprawę, że takie właśnie jest sowieckie stanowisko. Jak stwierdzał przed sądem: „To było nowe podejście, odczuwaliśmy zmianę polegającą na nasilającej się presji na stan wojenny". I dodawał: „Nasi sąsiedzi wręcz demonstrowali stanowisko, że Polska, jej armia, siły bezpieczeństwa wewnętrznego i inne struktury są zdolne do samodzielnego wprowadzenia stanu wojennego".

Z kolei Wojciech Jaruzelski był w 1981 r. zwolennikiem sowieckiej interwencji, a dokładniej „bratniej pomocy" wojsk Układu Warszawskiego dla władz PRL w przypadku niepowodzenia operacji wprowadzenia stanu wojennego. Potwierdzają to chociażby zapiski Wiktora Anoszkina, adiutanta marszałka Wiktora Kulikowa, z grudnia 1981 r. Cóż, cel – w tym przypadku, cytując samego Jaruzelskiego, zniweczenie „planów kontrrewolucji odnoszących się nie tylko do naszego kraju, ale do całej wspólnoty socjalistycznej, planów ugodzenia w ZSRR" – uświęcał środki, nawet utopienie Polski we krwi.

Tak na marginesie to dzisiaj chyba największa tajemnica stanu wojennego. Do tej pory nie udało się odkryć, ile ofiar przewidywali planiści stanu wojennego (w zależności od rozwoju sytuacji po jego wprowadzeniu), w większości zresztą wyżsi oficerowi ludowego Wojska Polskiego.

„Bratnia pomoc" po 13 grudnia 1981 r. nie okazała się jednak niezbędna. Solidarność została zdławiona polskimi rękoma. Za co zresztą wdzięczni towarzysze radzieccy nagrodzili Jaruzelskiego – trafił do „elitarnego" grona dwukrotnie odznaczonych Orderem Lenina...

Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA