fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

David Berkowitz: Sługa Szatana

David Berkowitz przyznał się nie tylko do morderstw i napaści, ale też wzniecenia 1488 pożarów
Getty Images
David Berkowitz kochał swój rewolwer kaliber 44 – pięciostrzałowy The Bulldog. Zwykle atakował błyskawicznie i uciekał. Tłumaczył, że pies kazał mu mordować i że robił to z nienawiści do kobiet.

Jego ofiary różniły się od siebie wyglądem, rasą i statusem społeczno-ekonomicznym. Zazwyczaj były to pary nastolatków flirtujące w samochodach. Berkowitz polował w weekendy późną nocą lub wczesnym rankiem. Po atakach masturbował się w miejscach zbrodni.

W okresie gdy napadał na zakochane pary, został sprofilowany jako schizofreniczny paranoik, który uważał się za ofiarę demonicznego opętania. Zapytany o powód swoich czynów odpowiedział: „Bardzo mi przykro, ale nie wiem. Nie rozumiem tego, co się stało. To był koszmar. Moja dusza i umysł były udręczone. Myślałem, że jestem żołnierzem szatana. Wszystkie szalone myśli i pomysły brałem z satanistycznej biblii, którą czytałem. Nie staram się wyrzec winy. Biorę odpowiedzialność za wszystko, co się stało, ale w tamtym czasie wszystko było takie pokręcone". Jego modus operandi wskazywał jednak na coś innego – był bardzo pragmatyczny i świetnie zorganizowany.

Czytaj także:

Iceman: Płatny zabójca z powołania

Richard David Falco urodził się 1 czerwca 1953 r. Nie był pierwszym dzieckiem Betty Broder. W 1939 r. kobieta zakochała się w Tonym Falco, ale ortodoksyjni żydowscy rodzice nie zaakceptowali tego związku. Para uciekła i zamieszkała razem, układając sobie początkowo całkiem przyzwoite życie. Urodziła im się córka Roslyn i wtedy sielanka się skończyła. Tony odszedł z kochanką.

Po kilku latach samotności Betty nawiązała romans z żonatym mężczyzną i zaszła z nim w ciążę. Joseph Kleinman przestraszył się komplikacji i uciekł, a Betty postanowiła oddać syna do adopcji zaraz po urodzeniu. Dziecko trafiło do bezdzietnego żydowskiego małżeństwa z klasy średniej – Nathana i Pearl Berkowitzów. Przestawili imiona chłopca i w ten sposób narodził się David Richard Berkowitz.

?Sam Carr i jego labrador, przez którego rzekomo demon przemawiał do Berkowitza
Getty Images

Przybrani rodzice kochali go jak własne dziecko, ale była to trudna miłość. Dzieciak był istnym demonem. Agresywny, o zmiennych nastrojach, często atakował inne dzieci. Jednak przybrani rodzice traktowali go z miłością. Czuli, że wymaga wyjątkowej troski. Bardzo długo moczył się w nocy, co wywoływało w nim jeszcze większą frustrację i potrzebę rozładowania negatywnych emocji.

Stał się sadystyczny wobec zwierząt i fascynował go ogień, a upodobanie to przerodziło się w końcu w piromanię – hobby, od którego zaczynało wielu seryjnych morderców. I podobnie jak oni był inteligentny, ale nie miał zapału do nauki. Największe sukcesy odnosił w bejsbolu, w czym pomagał mu ponadprzeciętny wzrost. Sylwetka była jego utrapieniem. Rówieśnicy wyśmiewali się z niego, co pogłębiało poczucie wyizolowania. Nie miał kolegów ani dziewczyny, a jego nieszczęśliwa miłość do koleżanki ze szkoły prawdopodobnie wpłynęła na jego późniejszy stosunek do kobiet. Iris Gerhardt nie zrobiła mu nic złego. Po prostu traktowała go jak kumpla i nigdy nie odwzajemniła uczuć.

Jedyne światło

Jedyną osobą, z którą Berkowitz związał się emocjonalnie, była przybrana matka. Gdy chłopak miał 12 lat, Pearl zaatakował uśpiony wcześniej nowotwór piersi. Po długiej i wyniszczającej terapii zmarła w 1969 r. Wtedy David uznał, że Bóg go opuścił. Śmierć przybranej matki była największą traumą w jego życiu. Nie wybaczył też Nathanowi, że „zdradził" Pearl, żeniąc się ponownie po dwóch latach.

David nie znosił nowej partnerki ojca. Ich wspólna egzystencja stała się w końcu niemożliwa. Nathan postanowił pozostawić synowi mieszkanie i przeprowadził się z żoną na Florydę. Młody Berkowitz został sam ze swoją wściekłością i bólem. Wtedy pojawiły się pierwsze objawy szaleństwa. Zaczął słyszeć głosy i mieć halucynacje. W końcu wziął się w garść i postanowił zostać zawodowym żołnierzem. Wstąpił do armii i wyjechał do Korei Południowej. Zapamiętano go jako dobrego i odpornego żołnierza. Doskonale strzelał. W wojsku spędził trzy lata. O ile zawód żołnierza mógł utrzymać w ryzach jego umysł, o tyle wyjazd do Korei dał pożywkę dla obłędu. Łatwy dostęp do narkotyków i moralna degradacja środowiska sprawiły, że niestabilna psychika Davida zaczęła się powoli rozpadać. W Korei przeżył wreszcie inicjację seksualną z miejscową prostytutką. Zamiast przyjemnych wspomnień pozostała mu po tej przygodzie jedynie choroba weneryczna.

Getty Images

Po powrocie z wojska chłopak poszukiwał bliskości i stabilizacji. Odnalazł swoją biologiczną matkę i poznał starszą siostrę. Okazało się, że Betty po oddaniu dziecka do adopcji ponownie zaczęła się spotykać z Kleinmanem i zamieszkali razem. Mimo urazów David wprowadził się do nich i przez kilka miesięcy pomagał im w sklepie. W końcu zaczął skarżyć się na silne bóle głowy i pewnego dnia zniknął bez pożegnania.

Wrócił do Nowego Jorku i tam powróciły jego demony. Któregoś dnia jego ojczym otrzymał list: „W Nowym Jorku jest zimno, ale to dobrze, bo taka pogoda pasuje do mojego nastroju. Tato, ten świat staje się coraz ciemniejszy. Czuję to coraz bardziej i bardziej. Są osoby, które zaczynają czuć do mnie niechęć. Nie uwierzyłbyś, ilu ludzi mnie teraz nienawidzi. Wielu z nich chce mnie zabić. Ja ich nawet nie znam, ale oni wciąż mnie nienawidzą. Wielu z nich jest bardzo młodych. Idę w dół ulicy, a oni kopią mnie i opluwają. Dziewczyny nazywają mnie brzydalem i to najbardziej mnie martwi. Chłopcy śmieją się ze mnie. Niezależnie od tego już wkrótce wszystko zmieni się na lepsze".

Otchłań

Berkowitz zanurkował w obłęd. Całymi tygodniami nie wychodził z mieszkania. Zaczął słyszeć głosy i zainteresował się satanizmem. Zgłębiał „biblię szatana". Wówczas ktoś w jego głowie zaczął go nakłaniać do składania ofiar z ludzi. Nie wytrzymał. W Wigilię 1975 r. wyszedł z domu uzbrojony w nóż myśliwski i dźgnął nim w plecy przypadkową dziewczynę. „Jej reakcja mnie zaskoczyła – opowiadał później podczas śledztwa. – Odwróciła się tylko i spojrzała na mnie... Dopiero potem zaczęła krzyczeć". Przestraszył się i uciekł. Wałęsał się po ulicach, poszukując kolejnej okazji. Ofiarą okazała się 15-letnia Michelle Forman, której wbił nóż w głowę. Dziewczyna wrzasnęła i zaczęła się bronić. Tego David również nie przewidział. Uciekł i tym razem wrócił do domu. Ku jego zaskoczeniu poczuł się wreszcie spokojny. Zrobił sobie kolację i zasnął dobrym snem bez koszmarów.

Ponownie podjął pracę i wynajął mieszkanie należące do Jacka i Nann Cassarów. Wydawało się, że wszystko zmierza ku dobremu, jednak rzeczywistość była inna. Właściciele mieszkania mieli owczarka niemieckiego, który często ujadał. Berkowitz źle znosił ten hałas. Stawał się coraz bardziej nerwowy i powróciły halucynacje. Tym razem zaczęło mu się wydawać, że pies namawia go do zabijania młodych i ładnych kobiet. Cassarowie stali się demonami.

„Kiedy się do nich wprowadziłem, wydawało mi się, że są mili i spokojni – opowiadał później. – Oszukali mnie. Okłamali. Myślałem, że są ludźmi, ale oni nimi nie byli. Nagle w Cassarach zaczął pojawiać się demon. Zaczął wyć i wołać: Krwi i śmierci! Mówił mi imiona Mistrzów: Mistrz Krwi, John Wheaties, Generał Jack Cosmo. (...) Demony nigdy nie przestawały. Nie mogłem spać. Nie miałem siły, żeby walczyć. Potrzebowałem snu, ale demony nie dawały mi spokoju".

W końcu David wynajął nowe mieszkanie. Nie zabrał ze sobą wiele, ale demony podążyły za nim. Wcieliły się w nowego gospodarza, emerytowanego Sama Carra. Labrador w nowym domu również szczekał i przemawiał przez niego sam szatan. Ciągle kazał mu zabijać. David przestraszył się kolejnego gadającego psa i szybko stamtąd uciekł, a upiory pognały za nim.

Napięcia stały się tak silne, że w końcu późną nocą w 1976 r. strzelił do pary siedzącej w samochodzie. Na szczęście Judy Placido i Sal Lupo zostali tylko lekko ranni. Miesiąc później kolejne ofiary miały mniej szczęścia. Snując się po Bronksie, zobaczył dwie roześmiane dziewczyny w zaparkowanym samochodzie. Były to 18-letnia Donna Lauria i o rok starsza Jody Valenti. Auto stało przed domem Donny i było już po północy, więc ojciec dziewczyny poprosił, żeby przestały hałasować i poszły spać. Później zobaczył mężczyznę, który stanął przy aucie i przyglądał się jego córce z zaciekawieniem. „Kto to jest? Czego on może od nas chcieć?" – zapytała Donna. Odpowiedź przyszła nagle. Człowiek wyjął pistolet z papierowej torby i zabił ją strzałem w szyję. Potem przyszła kolej na Jody. Najpierw trafił ją w udo, a później wystrzelał resztę magazynku. Dziewczyna wyczołgała się z auta i zaczęła krzyczeć. To spłoszyło napastnika. Ojciec Donny wybiegł z domu boso, w piżamie i zawiózł dziewczęta do szpitala. Jego córka niestety nie przeżyła, a Jody była w szoku i nie umiała przypomnieć sobie żadnych szczegółów napaści.

Podobnie jak po pierwszym ataku, David się uspokoił, ale tęsknił za euforią towarzyszącą zabijaniu. W październiku ponownie wyruszył na łowy. Tym razem dramat rozegrał się w Queens. Przed jednym z domów zauważył samochód z siedzącą w nim parą młodych ludzi. Byli to 18-letnia Rosemary Keenan i 20-letni Carl Denaro. Chłopak oblewał ostatnie dni w cywilu, ponieważ został przyjęty do sił powietrznych. Miał długie włosy, a za kierownicą siedziała Rosemary. Berkowitz podkradł się od strony pasażera i pomylił Carla z kobietą. Wystrzelał w jego stronę cały magazynek. Trafił chłopaka w głowę. Przerażona Rosemary ruszyła autem z powrotem do baru, z którego wcześniej wyszli. Tam dotarło pogotowie i zdołano uratować Carla Denaro.

Nieusatysfakcjonowany do końca Berkowitz odczekał miesiąc i w listopadzie zaatakował dwie wracające wieczorem z kina nastolatki – 16-letnią Donnę DeMasi i o dwa lata starszą Joanne Lomino. Tym razem akcja rozegrała się na ulicy. Przyjaciółki zobaczyły podejrzanie przyglądającego się im mężczyznę i przyspieszyły kroku. Gdy je dogonił, powiedział tylko: „Czy wiecie, gdzie...", i zaczął strzelać. Zranił obydwie. Donna wyszła z tego bez poważniejszych komplikacji, bo kule ominęły najważniejsze narządy. Joanne miała mniej szczęścia. Napastnik przestrzelił jej kręgosłup. Przeżyła, ale została sparaliżowana.

W styczniu 1977 r. Berkowitz wyruszył na kolejne nocne poszukiwania. Tego wieczoru 26-letnia Christine Freund i jej narzeczony, 30-letni John Diel, wracali po północy do domu. Nagle padły dwa strzały, obydwa trafiły kobietę. Mimo szybkiej reakcji sąsiadów i przyjazdu pogotowia Christine żyła jeszcze tylko kilka godzin.

Detektywi

Do sprawy dziwnych napaści przydzielono 43-letniego Josepha Coffeya, detektywa irlandzkiego pochodzenia. Pomagał mu kapitan Joseph Borrelli. Obydwaj zwrócili uwagę, że ataki zostały dokonane przy użyciu tej samej, rzadko stosowanej broni – rewolweru Charter Arms Bulldog kaliber 44. Nie był to do dowód przesądzający, że w okolicy grasuje seryjny morderca, ale z pewnością dało się skonstruować hipotetyczny modus operandi.

Berkowitz jeszcze nie podejrzewał, że policja zaczyna łączyć fakty. Polował nadal. 8 marca studentka Virginia Voskerichian wracała z wieczornych wykładów. Napastnik strzelił jej prosto w twarz. Zdążyła zasłonić się książkami, ale kula bez trudu zadała jej śmierć. Świadkiem wydarzenia był przechodzień. „Witam pana" – powiedział do niego napastnik i uciekł. Szybko okazało się, że Virginia została zamordowana z tej samej broni co poprzednie ofiary.

Wtedy nowojorska policja zdecydowała się zwołać konferencję prasową, na której poinformowano, że w Nowym Jorku grasuje niebezpieczny morderca. Podano też jego ogólny rysopis. Policja dysponowała również całkiem precyzyjnym profilem psychologicznym. Przypuszczano, że jest schizofrenikiem paranoidalnym, który uważa się za sługę piekieł lub samego demona. Na czele operacji „Omega" przy wsparciu Coffeya i 200 policjantów stanął kapitan Joe Borrelli. Jednym z czołowych detektywów w tej grupie był Redmond Keenan. Jego córka Rosemary była świadkiem napaści i jedną z niedoszłych ofiar mordercy.

Półtora miesiąca po śmierci Virginii niedaleko miejsca, gdzie zginęła Donna Lauria, siedziała w samochodzie para zakochanych – 18-letnia Valentina Suriani i jej o dwa lata starszy chłopak, Alexander Esau. W pewnej chwili podjechał do nich samochód. Była 3 nad ranem, a młodzi zajęci sobą. Berkowitz strzelił trzykrotnie. Valentina zginęła na miejscu, a Alexander zmarł w szpitalu. David potrzebował kolejnych wrażeń, więc w samochodzie zostawił list dla policji. Niestety, na papierze nie znaleziono żadnych odcisków palców. Zauważono jednak, że miał obsesję na punkcie pierwszej ofiary, Donny Laurii. Nazywał ją „księżniczką". Wyobrażał sobie, że jest jego narzeczoną i czeka w zaświatach, żeby wziąć z nim ślub.

Kolejny krok Berkowitza zbliżył go do więzienia. Napisał do byłego gospodarza, Sama Carra, list z pogróżkami. Ten oddał go policji, ale został zignorowany. Wkrótce jednak znalazł przed domem postrzelonego psa. Na szczęście weterynarze uratowali zwierzę. Kula wyjęta z labradora miała kaliber 44.

Niedługo potem inny dawny gospodarz Davida, Jack Cassara, otrzymał list napisany rzekomo przez Sama Carra: „Drogi Jacku. Byłem niezmiernie zmartwiony, gdy usłyszałem o twoim wypadku. Spadłeś z dachu swojego domu. Chciałem ci po prostu powiedzieć – bardzo mi przykro! Jestem pewien, że szybko poczujesz się lepiej, wrócisz do zdrowia i pełni sił. Proszę, następnym razem bądź ostrożniejszy. Ponieważ teraz jesteś unieruchomiony, daj nam znać, gdyby Nann czegoś potrzebowała. Sam i Francis". Cassara skontaktował się z nadawcą i dowiedział się, że Carr nie pisał do niego żadnego listu. Mężczyźni postanowili się spotkać. W trakcie rozmowy doszli do wniosku, że jedyne, co ich łączy, to dawny lokator, któremu przeszkadzały psy. Policji ich wnioski wydały się jednak nieistotne. Gdyby potraktowano je poważnie, 31 lipca Stacy Moskowitz zachowałaby życie, a jej chłopak Bobby Violante wzrok.

Atak nastąpił w pobliżu parku na Brooklynie. Berkowitz otworzył ogień do pary całującej się w samochodzie. Stacy zmarła w szpitalu, a Bobby jest prawie niewidomy. Kilka dni po ataku na policję zgłosiła się Cecilia Davis. Spacerując z psem, widziała mordercę. Śledził ją jakiś czas, chowając się za drzewem, po czym ruszył w jej kierunku z przerażającym uśmiechem. Dziewczyna przestraszyła się i uciekła do domu. Po jakimś czasie usłyszała huk petard. Dopiero z mediów dowiedziała się, co naprawdę wydarzyło się w parku.

Gorzka kropla sławy

Po tym wydarzeniu Berkowitz wysłał kolejny list. Tym razem do gazety „Daily News". A miesiąc później detektywi wreszcie połączyli fakty, daty i dziwne listy zgłaszane na policji. Idąc śladem znanego im już z imienia i nazwiska mordercy, znajdowali coraz więcej dowodów potwierdzających jego winę. W końcu sąsiad Berkowitza pokazał policjantom ostrzelane drzwi do swojego mieszkania. Tkwiły w nich pociski kalibru 44. Kropką nad i był jednak mandat za złe parkowanie wystawiony na Davida Berkowitza. Znaleziono go na miejscu zbrodni.

10 sierpnia 1977 r. otoczono dom przy Pine Street 35. Berkowitz wrócił dopiero późnym wieczorem. „Stój, policja! – zawołał detektyw John Falotico. – Teraz cię mam. Kto tam jest?". „Sam wiesz – odpowiedział pogodnie mężczyzna. – Jestem Sam. David Berkowitz". Przyznał się do wszystkich zarzutów – morderstw i napaści, ale dorzucił też kilka innych – 1488 pożarów wznieconych w mieście. Opowiadał o wszystkim spokojnie i pogodnie. Nie pominął żadnych szczegółów. Twierdził, że jest zadowolony z zatrzymania, bo demony już za bardzo mu dokuczały.

Został skazany łącznie na 365 lat więzienia. Uniknął kary śmierci, ponieważ sąd uznał, że jest chory psychicznie. Odsiaduje wyrok w więzieniu Sullivan w stanie Nowy Jork. Na początku sprawiał wiele kłopotów. Aż do 1979 r., gdy jeden ze współwięźniów próbował go zamordować. Berkowitz cudem przeżył napaść i od tego czasu całkowicie się zmienił. Ukończył studia, został wyświęcony na kapelana, napisał autobiografię i udziela wywiadów. Zażyczył sobie, żeby nazywać go Synem Nadziei, i przeistoczył się w gorliwego chrześcijanina. Jego strona internetowa zaczyna się od słów skruchy: „Jest mi bardzo przykro z powodu bólu, cierpienia i smutku, jakie przyniosłem ofiarom moich zbrodni. Opłakuję tych, którzy są zranieni, i członków rodziny tych, którzy stracili ukochanych z powodu moich egoistycznych działań. Żałuję tego, co zrobiłem i prześladuje mnie to".

Wydawało się, że nikogo nie jest już w stanie zaskoczyć – do momentu, gdy w jednym z wywiadów przyznał, że wymyślił całą historię z szatanem i demonami. Chciał jedynie uniknąć kary śmierci. Zabijanie i zemsta na kobietach sprawiały mu po prostu rozkosz. Nikt już nie wie, co w opowieściach Davida Barkowitza jest prawdą, a co kolejnym kłamstwem.

Cytaty pochodzą z książki Anny Poppek „Seryjni mordercy XX wieku"

LIST DO POLICJI

17 kwietnia 1977 r. kapitan Borrelli otrzymał od „44-kalibrowego mordercy" list o następującej treści: Drogi kapitanie Josephie Borrelli. Jestem głęboko zraniony, gdy określacie mnie jako nienawidzącego kobiet. Nie jestem taki. Jednak jestem potworem. Jestem „Synem Sama". Kiedy ojciec Sam napije się alkoholu, staje się okrutny. Bije swoją rodzinę. Czasem związuje mnie z tyłu domu. Innym razem zamyka w garażu. Sam uwielbia pić krew. „Idź i zabijaj" – rozkazuje ojciec Sam. Za naszym domem jest trochę szczątków. W większości młodych – zabite i zgwałcone, odsączone z krwi, teraz to już same kości. Tatuś Sam trzyma mnie też zamkniętego na strychu. Nie mogę wyjść, alepatrzę sobie wtedy przez okno na zmieniający się świat. Czuję się jak ktoś na zewnątrz. Jestem zupełnie inny niż wszyscy pozostali – zaprogramowany, by zabijać. Żeby mnie powstrzymać, musisz mnie zabić. Uwaga do wszystkich policjantów: strzelajcie do mnie pierwsi – strzelajcie, żeby zabić, albo trzymajcie się z daleka, nie wchodźcie mi w drogę, bo zginiecie. Tatuś Sam jest już stary. Potrzeba mu krwi, żeby zachować młodość. Miał już zbyt wiele ataków serca. UUUU!!! – ryczy – to tak boli, syneczku! Przede wszystkim tęsknię za moją małą księżniczką. Ona odpoczywa w panieńskim pokoju. Wkrótce ją zobaczę. Ja jestem – Potwór, Belzebub – pucołowaty Behemot. Uwielbiam polować. Chodzę po ulicach w poszukiwaniu uczciwej gry – smacznego mięsa. Kobiety z Queens są najpiękniejsze. To musi być przez wodę, którą piją. Żyję, by polować, to moje życie. Krew dla taty. Panie Borrelli, nie chcę już zabijać. Nie, już nie, ale muszę dla honoru mojego ojca. Chcę dawać światu miłość. Kocham ludzi. Nie należę do ziemi. Staję się człowiekiem bestią. Ludzie z Queens – kocham was. Chcę wam wszystkim życzyć wesołej Wielkanocy. Niech Bóg was błogosławi w tym i w następnym życiu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA