fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

IPN przegrywa dekomunizację

Fotorzepa, Robert Gardziński
Instytut Pamięci Narodowej przegrywa walkę o dekomunizację ulic, bo proces ten został upolityczniony i spłycony.

W związku ze zmianą nazwy ulicy generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila" w Żyrardowie na Jedności Robotniczej – nawiązującej do strajku żyrardowskich szpularek z 1883 r., IPN wysłał do Rady Miasta Żyrardowa materiały edukacyjne dotyczące dowódcy Kedywu AK. Prezes Instytutu Jarosław Szarek w piśmie wysłanym do przewodniczącego Rady Żyrardowa Ryszarda Mirgosa stwierdził, że dzięki „wiedzy na temat (tego) Żołnierza Niezłomnego, w przyszłości tego typu decyzje nie zostaną przez Radę Miasta podjęte". Z kolei w liście skierowanym do Rady Miasta Białystok, która zmieniła nazwę ulicy mjr Zygmunt Szendzielarza „Łupaszki" na „Podlaską", Szarek wyraził nadzieję że „major Zygmunt Szendzielarz zasłużył na dobrą pamięć w przestrzeni publicznej Państwa Polskiego".

Casus Żyrardowa i Białegostoku jest tylko „szczytem góry lodowej" trwającej od wielu miesięcy dekomunizacja ulic, a w zasadzie cichej walka o pamięć pomiędzy IPN, a także politykami Zjednoczonej Prawicy i samorządami. Politycy wymianę patronów ulic i placów potraktowali jako widoczny – konkretny, element polityki historycznej państwa. Rychło okazało się jednak, że celem dekomunizacji jest też promowanie swoich bohaterów. Np. PiS w całej Polsce forsował na patrona byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a także działaczkę „Solidarności" Annę Walentynowicz. W Łodzi wojewoda przemianował zatem plac Zwycięstwa nad Niemcami na plac Lecha Kaczyńskiego, a w stolicy rozgrywka o ulicę Kaczyńskiego stała się elementem zemsty ze strony PO za zawłaszczenie przez PiS placu Piłsudskiego. Widoczny był też spór o spuściznę dąbrowszczaków.

Jednak dzisiejsza porażka dekomunizacji wynika też z tego, że IPN nie był w stanie w wiarygodny sposób przekonać społeczności lokalnych do proponowanych zmian.

Ponad rok temu jego pozycja osłabła po próbie nowelizacji ustawy o IPN, a jej efektem nie była tylko międzynarodowa awantura, ale można było też odnieść wrażenie, że spłycony został naukowy dyskurs o tematach trudnych, do poziomu propagandowych sloganów np. dotyczących relacji polsko – żydowskich, czy polsko – ukraińskich. IPN konsekwentnie neguje np. fakt wsparcia niektórych Polaków dla władz okupacyjnych w haniebnym zjawisku tzw. polowania na Żydów.

Warto też przypomnieć chociażby podejmowane przez IPN próby gloryfikowania Romualda Rajsa „Burego" – podwładnego „Łupaszki" (dla jasności nie uczestniczył on w zbrodniach przypisywanych „Buremu"), czy Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

Przypomnijmy, że publikację książki o Burym poprzedziła opublikowana na stronie IPN informacja – dodajmy anonimowa – o tym, że nie powinien być on oskarżony o ludobójstwo, wbrew ustaleniom śledztwa prokuratora IPN. W książce Michała Ostapiuka „Komendant Bury" wydanej przez IPN znalazło się m.in. kuriozalne sformułowanie, że komendant oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego mógł „puścić z dymem więcej wiosek, a puścił z dymem tylko pięć", a także stwierdzenie, jakoby w świetle prawa Rajs był niewinny.

Romuald Rajs „Bury" to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci powojennego podziemia niepodległościowego. Podlegli mu żołnierze w styczniu i lutym 1946 r. spacyfikowali kilka wsi w okolicach Bielska Podlaskiego. W sumie śmierć poniosło 79 osób, wśród ofiar znalazły się dzieci i kobiety.

Z podobnym sporem mieliśmy do czynienia przy okazji 75 rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Zaproszenie do udziału w tym wydarzeniu odesłał do organizatorów naczelny rabin Polski Michael Schudrich, a protest napisali też potomkowie żołnierzy AK ze Świętokrzyskiego. Ich zdaniem niezrozumiałe jest patronowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę „rocznicy powołania kolaboranckiej formacji zbrojnej, co oznacza aprobatę jej celów i metod walki".

„Jesteśmy dziećmi oficerów Armii Krajowej ze Zgrupowań Świętokrzyskich Armii Krajowej „Ponury" – „Nurt", którzy do partyzantki trafili z różnych stron, m. in. z ZWZ i z NOW. Nasi ojcowie walczyli z hitlerowcami, bo tak pojmowali swój obowiązek wobec Ojczyzny. Niewyobrażalna była dla nich jakakolwiek współpraca z okupantami. Rząd polski w Londynie był dla nich rządem Rzeczypospolitej. Odłam NSZ, który stworzył Brygadę Świętokrzyską, legalnego rządu nie uznawał" – napisali w liście udostępnionym PAP, który podpisali m.in. Maria Ciesielska, córka ppor. c. w. Bolesława Ciesielskiego „Farysa-II", Teresa Piwnik, córka Józefa Piwnika „Topoli", Rafał Świderski, syn mjr. Mariana Świderskiego „Dzika".

Na stronie IPN można było przeczytać m.in. że Brygada Świętokrzyska NSZ była jedną z największych formacji partyzanckich działających na ziemiach polskich. „Jej żołnierze walczyli równocześnie z okupantem niemieckim i z podziemiem komunistycznym, odrzucającym legalne polskie władze na wychodźstwie i stanowiącym awangardę nowej, sowieckiej okupacji. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i umiejętnej dyplomacji dowódców całej jednostce udało się przedostać na Zachód, unikając rozbicia i ze strony Wehrmachtu czy Waffen SS, i Armii Czerwonej".

IPN stwierdza, że „ dzięki lokalnym, doraźnym i taktycznym, porozumieniom z jednostkami niemieckimi Brygada rozpoczęła marsz ku zachodowi, ku jednostkom alianckim".

Pomimo tego uczestniczący w uroczystościach rocznicowych Brygady Świętokrzyskiej prezes IPN powiedział: – Brygada Świętokrzyska nigdy nie była w sporze z niepodległą Polską. Ona tej Polsce niepodległej służyła! Szarek mówił także o „czarnej legendzie" Narodowych Sił Zbrojnych, budowanej przez władze komunistyczne za czasów PRL. – Hańbą są te głosy powtarzane nadal, ich źródłem jest propaganda komunistyczna, która przez dziesięciolecia zatruwała umysły Polaków – podkreślił szef Instytutu, odnosząc się do przypisywania Brygadzie kolaboracji z Niemcami (cytat ze strony internetowej IPN). „Na tym przemyśle wyklinania zbudowano wiele karier – całe redakcje, literaci, poeci, ale również historycy. Trzeba wielkiej pracy, żeby to zmienić. To jest zobowiązanie dla Instytutu Pamięci Narodowej. Musimy udowadniać bezsens tych kłamstw" – dodał.

Nie ma nic złego w tym, że IPN wyciąga z mroków niepamięci historie żołnierzy wyklętych, którzy mieli odwagę kontynuować walkę o demokratyczną Polskę. Ale mogą być wątpliwości, czy powinno się wybielać partyzantów o tak niepewnej przeszłości. Czy zatem może dziwić, że niektóre samorządy nie zgadzały się z interpretacją historii prezentowaną przez Instytut?

Działania samorządów były różnorodne. Niektóre niewiele robiły, aby zmienić nazwy patronów. Inne robiły to najmniejszym kosztem, rozmywając sens proponowanych zmian. Część przedstawicieli lokalnej władzy walczyła wbrew dyspozycjom IPN o utrzymanie swoich lokalnych – komunistycznych patronów. Już dwa lata temu napisaliśmy, że efektem nachalnych działań IPN może stać się też zobojętnienie samorządów na promowanych przez Instytut patronów i ich odrzucanie, a w konsekwencji zastępowanie ich nazwami neutralnymi. Podawaliśmy przykłady jednej z gmin na Opolszczyzny przemianowała ulicę 40-lecia PRL na Klonową, Kuroczkina na Kresową, a Dąbrowszczaków na Ratuszową. W ten sposób samorządy kontestowały interpretacją historii prezentowaną przez pracowników IPN.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA