fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

„Market Garden”. Zbrodnia Montgomery’ego

Marszałek polny sir Bernard Law Montgomery, 1. wicehrabia Montgomery of Alamein
Douglas Miller/Getty Images, Popperfoto/Getty Images
Skala błędów popełnionych przez brytyjskiego marszałka przy planowaniu wielkiej operacji powietrznodesantowej była tak szokująco duża, że aż wyglądała na celowy sabotaż.

Pełen entuzjazmu brytyjski marszałek Bernard Montgomery przekonywał, że jego plan pozwoli zakończyć wojnę przed Bożym Narodzeniem 1944 r. Plan ten przewidywał obejście od północy przez Holandię niemieckich umocnień Linii Zygfryda, przekroczenie Renu pod Arnhem i wyprowadzenie pancernego uderzenia na Zagłębie Ruhry – przemysłowe serce Niemiec. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że może się to udać. Armia niemiecka dopiero co poniosła wielką klęskę we Francji, a do Niemiec uciekały jej wykrwawione resztki. O ile na początku sierpnia oddziały alianckie walczyły o wyrwanie się z Normandii, o tyle na początku września były już w Antwerpii, Luksemburgu, Lotaryngii i przy granicy szwajcarskiej. Niemiecki feldmarszałek Walther Model, dowódca armii niemieckiej na froncie zachodnim, desperacko uzupełniał swoje oddziały marynarzami i personelem technicznym Luftwaffe.

Z kolei po stronie alianckiej Montgomery już od drugiej połowy sierpnia domagał się przyznania priorytetu w zaopatrzeniu dowodzonej przez siebie brytyjskiej 21. Grupie Armii nacierającej przez północną Francję i Belgię. „Pogromca Rommla" chciał, by spowolniono marsz do Renu amerykańskiej 12. Grupy Armii generała Omara Bradleya i 6. Grupy Armii generała Jacoba Deversa i skoncentrowano aliancki wysiłek logistyczny na uderzeniu 21. Grupy Armii. Pod koniec sierpnia zaczął nalegać na zrealizowanie Operacji „Comet" – desantu spadochronowego brytyjskiej 1. Dywizji Powietrznodesantowej („Czerwonych Diabłów") i polskiej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, mających zająć mosty w Nijmegen i Arnhem. Operacja ta miała zostać przeprowadzona 2 września, ale przesunięto ją na później, a w międzyczasie przekształcono w znacznie szerszą operację „Market Garden". Jej powietrznodesantowa część (o kryptonimie „Market") przewidywała desant amerykańskiej 101. Dywizji Powietrznodesantowej generała Maxwella Taylora w pobliżu Eindhoven i zajęcie przez nią mostów na Kanale Wilhelminy, lądowanie amerykańskiej 82. Dywizji Powietrznodesantowej pod Nijmegen i zajęcie przez nią mostów na rzece Waal oraz desant brytyjskiej 1. Dywizji Powietrznodesantowej gen. Roberta Urquharta pod Arnhem i zdobycie mostu na Dolnym Renie. Brytyjski desant miał być wspierany przez polską 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową gen. Stanisława Sosabowskiego. Mosty miały być utrzymane przez maksymalnie cztery dni, aż do nadejścia brytyjskiego XXX Korpusu gen. Briana Horrocksa realizującego „pancerną" część planu (Garden). Na papierze wszystko wyglądało łatwo i przyjemnie. Montgomery nie spodziewał się większego oporu Niemców. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie.

Zlekceważone ostrzeżenia

O ile desanty w Normandii, na Sycylii i w Afryce Północnej przygotowywano bardzo długo i starannie oraz uruchomiono wiele gier wywiadowczych, mających zmylić Niemców co do celów lądowań, to w przypadku operacji „Market Garden" postąpiono dokładnie odwrotnie. Plan tak skomplikowanej logistycznie bitwy był tworzony w pośpiechu i „na kolanie". Poważne wątpliwości co do sensowności tego projektu miał gen. Sosabowski. I nie tylko on. 10 września generał Miles Dempsey, dowódca brytyjskiej 2. Armii podzielił się swoimi wątpliwościami z Montgomerym i wskazał mu, że lepiej będzie przekroczyć Ren w pobliżu niemieckiego miasta Wessel (tam Brytyjczycy przeprawili się przez Ren w marcu 1945 r.). Nieprzekonany do planów brytyjskiego marszałka był również amerykański gen. Dwight Eisenhower, najwyższy dowódca alianckich sił ekspedycyjnych w Europie. Uważał, że pomysł Montgomery'ego, by uderzać na Niemcy po jednej osi był po prostu głupi.

„Jeśli dam ci wszystkie zasoby, których chcesz, to pójdziesz prosto na Berlin, prosto 500 mil na Berlin? Monty, jesteś szalony. Nie możesz tego zrobić. Do cholery... Jeśli spróbujesz nacierać w ten sposób jedną długą kolumną, to będziesz musiał odrzucać dywizję po dywizji atakujące twoje flanki" – mówił Montgomery'emu. Tym niemniej 10 września Eisenhower zatwierdził operację „Market Garden" i dał jej „ograniczony priorytet" w dostawach zaopatrzenia. To przekierowanie dostaw opóźniło natarcie amerykańskiej 3. Armii gen. George'a Pattona, która została nagle zatrzymana z braku paliwa tuż przed twierdzą Metz w Lotaryngii i straciła przez to szansę na szybkie dojście do Renu. „Ike" ugiął się pod naciskami szefa sztabu armii USA gen. George'a Marshalla, który nalegał, by przeprowadzono wielką, strategiczną operację spadochronową pokazującą przydatność nowo utworzonej 1. Alianckiej Armii Powietrznodesantowej.

Żołnierze brytyjscy dzielą się zapasami czekolady i papierosów. Zdjęcie wykonane w okolicach Arnhem we wrześniu 1944 r.
Douglas Miller/Getty Images, Popperfoto/Getty Images

Dowódcą wspomnianej formacji, w skład której wchodziły amerykańskie, brytyjskie i polskie siły, był amerykański gen. Lewis Brereton. Wcześniej dowodził on m.in. amerykańskim lotnictwem armijnym na Filipinach i dopuścił do tego, by zostało ono w większości zniszczone na lotniskach przez Japończyków. Gen. Douglas MacArthur nazwał go po tym „niekompetentnym idiotą". To nie przeszkodziło jednak Breretonowi robić dalszą karierę w europejskim teatrze działań wojennych. Planując desanty w Holandii, Bereton zdecydował, że odbędą się one w ciągu dnia, a nie w nocy, jak mówiła dotychczasowa praktyka. Z powodu braku odpowiedniej liczby szybowców, zrzuty miały zostać rozłożone na trzy dni, po jednym locie dziennie. To pozbawiało aliantów elementu zaskoczenia. Przy wykonaniu planu doszło do sporych niedoróbek logistycznych. Na przykład 1. Dywizja Powietrznodesantowa została zrzucona z wadliwym sprzętem radiowym. Zawodziło też wsparcie lotnicze. Amerykański historyk John Warren napisał, że „Market" była jedyną dużą operacją powietrznodesantową, przed którą lotnictwo USA „nie miało programu treningowego, nie miało powtórek, prawie żadnych ćwiczeń i szkolenia taktyczne na niskim poziomie". Przed desantem gen. Gavin, dowódca 82. Dywizji Powietrznodesantowej, napisał: „To wszystko wygląda na bardzo trudne. Jeśli z tego wyjdę, będę miał bardzo dużo szczęścia".

Początek operacji wyznaczono na 17 września 1944 r. Dwa dni przed tym do sztabu Montgomery'ego przybył gen. Walter Badell-Smith, szef sztabu gen. Eisenhowera, i poinformował, że w okolice Arnhem przybyły jednostki II Korpusu Pancernego SS. Takie informacje napływały od holenderskiego podziemia, a potwierdzał je zwiad lotniczy. II Korpus Pancerny SS dowodzony przez gen. Wilhelma Bittricha składał się z 9. i 10. Dywizji Pancernej SS. Miały one w swoich szeregach 20–30 proc. stanów wyjściowych i przybyły pod Arnhem na odpoczynek. Mimo to były przeciwnikiem, którego nie dałyby rady pokonać lekkozbrojne, rozproszone oddziały spadochroniarzy. Dywizje te stanowiłyby problem również dla XXX Korpusu Horrocksa. Teren, przez który miały nacierać brytyjskie czołgi (wąskie drogi prowadzące często groblami otoczonymi terenami podmokłymi), sprzyjał bowiem obronie. Montgomery wyśmiał jednak informacje wywiadowcze przedstawione przez Bedella-Smitha. 15 września mjr Brian Urquhart, oficer wywiadu 1. Korpusu Powietrznodesantowego, przedstawił brytyjskiemu generałowi Frederickowi Browningowi, dowódcy tegoż korpusu i zastępcy owego „niekompetentnego idioty" Breretona, zdjęcia lotnicze pokazujące niemieckie czołgi stacjonujące pod Arnhem. Browning stwierdził, że to mało ważna informacja, bo w całej Holandii jest rzekomo tylko 50–100 niemieckich czołgów w rozproszonych grupkach niestanowiących poważnej siły bojowej. Polecił też szefowi dywizyjnych służb medycznych, by zbadał majora Urquharta i odesłał go do na zwolnienie z powodu „załamania nerwowego i ogólnego wyczerpania".

O jeden most za daleko

Operacja „Market Garden" ruszyła 17 września i od początku napotkała problemy. 101. Dywizja Powietrznodesantowa nie zdołała zająć mostów w Son i Best pod Eindhoven. Zostały one wysadzone w powietrze przez Niemców. Może gdyby dywizja została zrzucona po obu stronach przeprawy, udałoby się tego uniknąć. Fiaskiem zakończył się też atak 82. Dywizji Powietrznodesantowej na most w Nijmegen. XXX Korpus pierwszego dnia dotarł tylko do Eindhoven, gdzie czekał na zbudowanie mostu pontonowego. 1. Dywizja Powietrznodesantowa wylądowała w Renkum, 10 km od Arnhem. Utknęła w walkach miejskich z zaskakująco silnymi oddziałami niemieckimi, ale 2. Batalionowi płk. Johna Frosta udało się utworzyć przyczółek u wylotu mostu drogowego w Arnhem. Będzie się on tam bohatersko bronił w następnych dniach.

18 września lądował pod Arnhem drugi aliancki rzut, w tym polski dywizjon przeciwpancerny. Następnego dnia trwały ciężkie walki w tym mieście (odwołano desant 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej), a XXX Korpus dotarł do Nijmegen. 20 września większość sił 1. Dywizji Powietrznodesantowej (poza batalionem Frosta, który nadal bronił się przed czołgami na przyczółku) została wycofana z Arnhem do Oosterbeek, w nadziei na odsiecz XXX Korpusu. Tymczasem pod Nijmegen amerykańska 82. Dywizja Powietrznodesantowa brawurowym natarciem zdobyła most na rzece Waal. Nie wiadomo, dlaczego Niemcy nie byli w stanie go wysadzić w powietrze. XXX Korpus miał otwartą drogę na Arnhem. Ale nie wykorzystał tej szansy. Po latach kpt. Moffat Burriss, dowódca kompanii I 504. Batalionu 82. Dywizji Powietrznodesantowej, opowiedział przed kamerami BBC, jak dowódca brytyjskiej szpicy pancernej wstrzymał wówczas natarcie, mówiąc, że „zbliża się noc, a Niemcy mają tam ukryte działo przeciwpancerne". Owym dowódcą czołowego brytyjskiego oddziału pancernego był mjr Peter Smith z elitarnego pułku Grenadierów Gwardii. Smith po wojnie był bardziej znany jako Lord Carrington, wywodzący się z wpływowej bankierskiej rodziny dyplomata, sekretarz generalny NATO w latach 1984–1988, przewodniczący elitarnej Grupy Bilderberg. W wyniku jego decyzji stracono najlepszą okazję na odsiecz dla 1. Dywizji Powietrznodesantowej.

Generał Dwight Eisenhower w rozmowie z marszałkiem Bernardem Montgomerym podczas inspekcji wojskowej
Bettmann Archive/Getty Images

„Było później wiele refleksji wśród wyższych alianckich dowódców na temat tego, dlaczego operacja »Market Garden« się nie udała. Generał Urquhart winił wolne tempo natarcia sił lądowych, mających wspomóc jego dywizję. Jego oddziały powietrznodesantowe zajęły północny kraniec mostu w Arnhem, czekały na obiecaną pomoc, która miała nadejść w ciągu dwóch–czterech dni, tak jak planowano, i czuły się zawiedzione przez XXX Korpus. Inni przejawiali podobną krytykę i stawiali setki pytań, które potrzebują odpowiedzi. Na przykład: dlaczego Dywizja Zmechanizowana Gwardii zatrzymała się pierwszej nocy podczas bitwy przed miastem Valkenswaard? Dlaczego Gwardia Irlandzka nie nacierała przez Eindhoven, by spotkać się tamtej nocy ze 101. Dywizją Powietrznodesantową? (...) Dlaczego brytyjska 1. Dywizja Powietrznodesantowa nie została zrzucona bliżej mostu w Arnhem? Dlaczego Horrocks uparł się, by Dywizja Zmechanizowana Gwardii nacierała prosto główną drogą z Nijmegen do Arnhem, gdy mógł wcześniej skierować 43. Dywizję Wessex naokoło z lewej strony?" – pytał brytyjski historyk Ken Ford.

Później brytyjscy dowódcy usprawiedliwiali się, że nie mogli przyjść Urquhartowi na czas z odsieczą z powodu trudnego terenu i niemieckich kontrataków. „Legendarne są już historie z zatarasowanymi drogami i niezliczonymi polderami na poboczach. Skąd zatem niemieckie czołgi i działa pancerne kontratakowały, przecież nie były przenoszone przez piechotę na plecach ani też nie pływały? Poza tym piechota brytyjska, gdyby tylko chciała, mogła zsiąść z ciężarówek i na własnych nogach w ciągu trzech, czterech dni dojść do Arnhem. (...) Improwizacja nie jest dobrą stroną wojsk brytyjskich, rzec by można, że była zakazana. Potwierdzeniem tej tezy jest działalność 2. Pułku Kawalerii Household na odcinku walk polskiej 1. SBS, kiedy to samochody pancerne opuściły swoje stanowiska i odjechały do Nijmegen, informując Polaków, że w zasadzie to nie przyjechały tu walczyć, a jedynie by stworzyć połączenie z 1. DPD" – pisze Wojciech Zalewski.

„Jedynym ratunkiem dla tej operacji było zrzucenie wokół Arnhem spadochroniarzy amerykańskich, a na szpicy uderzenia postawienie amerykańskiej dywizji pancernej. W takiej konfiguracji powodzenie byłoby murowane" – tak skomentował nieudolność brytyjskich dowódców gen. Patton.

Przehandlowana bitwa

21 września 1944 r. przeprowadzono desant polskiej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. W ostatniej chwili zmieniono jego miejsce. Początkowo nasi spadochroniarze mieli lądować blisko mostu w Arnhem, niemal na niemieckich czołgach. Zrzucono ich jednak pod Driel. Mieli za zadanie przebić się do brytyjskich spadochroniarzy za Renem. Wówczas skapitulował przyczółek mostowy płk. Frosta, a reszta „Czerwonych Diabłów" broniła się w Oosterbeek. Polacy nie mieli środków, by dokonać przeprawy wystarczająco dużymi siłami. Obiecanego promu nie było, a dysponowali jedynie niewielką liczbą pontonów. Mimo to 23 i 24 września udało się przeprawić na drugi brzeg ponad 200 polskich żołnierzy. 24 września podczas spotkania w sztabie XXX Korpusu gen. Sosabowski przedstawił alternatywny plan uratowania brytyjskich spadochroniarzy. Jak pisze Piotr Korczyński: „Szczegółowo przedstawił tragiczną sytuację 1. Dywizji Powietrznodesantowej i zaznaczył, że w rejonie przystani promowej w Heveadorp nie może być mowy o przeprawie, tylko o forsowaniu rzeki pod ciągłym ogniem nieprzyjaciela. Następnie poinformował Brytyjczyków o rozpoznaniu przez polskie patrole rejonu Heteren–Renkun, leżącego zaledwie kilka kilometrów od przystani promowej i prawie zupełnie wolnego od wojsk niemieckich! W ocenie generała, zorganizowanie w tym miejscu przeprawy całej dywizji i pozostałych oddziałów pozwoliłoby stworzyć silny przyczółek na północnym brzegu rzeki, uwolnić okrążone oddziały i zdobyć Arnhem, a tym samym uratować całą operację »Market Garden«. Jak podkreślił w swoich wspomnieniach mjr Dyrda: gen. Thomas całkowicie zignorował propozycję polskiego dowódcy i tonem wykluczającym dalszą dyskusję oświadczył, że zgodnie z wydanymi rozkazami przeprawy zostaną wykonane o 22.00 i w miejscach przez niego wyznaczonych. Tej impertynencji Sosabowski nie mógł już znieść. Wstał z krzesła i zaczął w bezpośrednich słowach replikować. Im bardziej był zdenerwowany, tym płynniej mówił po angielsku. Gdy ponownie chciał podkreślić oficerom XXX Korpusu sensowność swojego planu, gen. Thomas próbował przerwać jego przemówienie. To nietaktowne zachowanie znacznie młodszego od Sosabowskiego generała całkowicie wytrąciło polskiego dowódcę z równowagi. Polak z gniewem w głosie wytknął Brytyjczykom, że zapominają, iż nad Renem giną niepotrzebnie już od ośmiu dni nie tylko polscy spadochroniarze, ale również »najlepsi synowie Anglii« – ochotnicy z 1. Dywizji Powietrznodesantowej.

Przeprawy przeprowadzono tak jak życzyli sobie brytyjscy dowódcy. Skończyły się rzezią. Z 1. Dywizji Powietrznodesantowej zdołano ocalić jedynie 2827 żołnierzy. Ponad 6 tys. dostało się do niewoli, a 1,3 tys. zginęło. Polska brygada straciła 93 żołnierzy. 249 zostało rannych. Nasi żołnierze mieli poczucie, że zmarnowano ich wysiłek. Szkolili się, by lecieć do kraju, z pomocą dla powstania powszechnego, a kazano im walczyć w fatalnie zaplanowanej operacji z dala od Polski. I to w czasie, gdy Warszawa desperacko walczyła o wolność".

Po fiasku operacji „Market Garden" przyszedł czas na spisanie raportów. Gen. Browning jednym z winowajców klęski uczynił... generała Sosabowskiego. Po wojnie naciskano też na holenderski rząd, by wstrzymał się z odznaczeniami polskich spadochroniarzy. Za wszelką cenę chroniono reputację „militarnego geniuszu" Montgomery'ego.

Skutkiem klęski pod Arnhem było wyhamowanie natarcia aliantów na Niemcy. Zmarnowano siły, które można było lepiej wykorzystać, czyszcząc z Niemców wyspy blokujące podejście do portu w Antwerpii. Były one kluczowe dla alianckiej logistyki, ale aż do grudnia wykorzystywane w małym stopniu. W ten sposób bezmyślnie dano III Rzeszy czas na przygotowanie ofensywy w Ardenach i opóźniono operację forsowania Renu o kolejne kilka miesięcy. W tym czasie powstanie warszawskie zatrzymało aż do stycznia 1945 r. najważniejszy odcinek frontu wschodniego. Niemcy zyskali cenny czas na przerzut zrabowanych w całej Europie kapitałów do Ameryki Południowej. Kapitał, jak wiadomo, przechodzi przez wiele rąk i pozwala wielu ludziom zarobić. Akurat, gdy zaczął on wracać z Argentyny do odbudowujących się Niemiec Zachodnich, we wrześniu 1954 r. (niemal w dziesiątą rocznicę bitwy, która umożliwiła ten proces) w hotelu Bilderberg pod Oosterbeek odbyła się pierwsza konferencja przedstawicieli elit finansowo-politycznych z państw zachodnich, które w trakcie wojny stały po zwaśnionych stronach. Być może więc nazwanie desantów spadochronowych z września 1944 r. operacją „Market" („Rynek") było wyjątkowo trafne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA