fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Tajemnica śmierci prawej ręki Hitlera

Gen. H. Guderian uważał, że „obok Himmlera Bormann był najbardziej złowrogim członkiem świty Hitlera”. Na zdjęciu: Bormann (w pierwszym rzędzie, pierwszy z prawej) towarzyszy Hitlerowi i Göringowi
NAC
16 października 1946 r. dokonała się sprawiedliwość. Jedenastu zbrodniarzy nazistowskich zostało powieszonych w sali gimnastycznej Pałacu Sprawiedliwości w Norymberdze. Nie było wśród nich dwóch ludzi, których Międzynarodowy Trybunał Wojskowy także skazał na karę śmierci – marszałka Rzeszy Hermanna Wilhelma Göringa i szefa Kancelarii Partii NSDAP, reichsleitera Martina Bormanna.

Pierwszy zdołał popełnić samobójstwo zaledwie kilka godzin przed planowaną egzekucją, ale drugi był poszukiwany jeszcze przez wiele lat.

Wokół powojennych losów najbardziej zaufanego współpracownika Hitlera narosło wiele mitów. Chociaż ciała Martina Bormanna nie znaleziono, już 10 marca 1954 r. został on uznany za zmarłego przez Sąd Rejonowy w Berchtesgaden. Poszukiwacze sensacji uznali jednak, że bawarski system sprawiedliwości próbuje w ten sposób zamaskować ucieczkę byłego reichsleitera z Niemiec. W 1948 r. znany niemiecki wydawca muzyczny Robert Heinrich Lienau twierdził, że widział Bormanna na stacji kolejowej w Bremie. Trzy lata później jedna z południowoamerykańskich gazet opublikowała wywiad z mieszkającym w Chile byłym posłem do parlamentu stanowego Wolnego Państwa Saksonii Paulem Hessleinem. Twierdził, że zaledwie kilka tygodni wcześniej jadł z Bormannem obiad w restauracji.

W latach 60. ubiegłego wieku jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać mniej lub bardziej urojone opowieści o tym, jak sekretarz Hitlera przeżył wojnę. Niektórzy ich twórcy powoływali się na rzekomą wypowiedź Adolfa Eichmanna, że Bormann spokojnie żyje w Argentynie, inni poszukiwali tajemniczego „brata Martiniego", ukrywającego się ponoć w rzymskim klasztorze oo. franciszkanów. W 1968 r. bulwarowy dziennik brytyjski „Daily Mirror" opublikował wywiad z byłym scharführerem SS Erichem Karlem Wiedwaldem. Twierdził on, że widział Bormanna w tak zwanej kolonii Waldnera 555 na granicy brazylijsko-paragwajskiej. Wiedwald przekonywał dziennikarzy, że w 1947 r. lekarze z SS wykonali Bormannowi operację twarzy. Rzekomy zabieg miał się nie udać, co spowodowało, że twarz Bormanna miały szpecić liczne blizny. Niedługo po publikacji tego wywiadu do różnych redakcji na całym świecie zaczęli się zgłaszać inni „świadkowie" głoszący, że widzieli Bormanna w Argentynie, Syrii, a nawet w Moskwie. Legenda o ucieczce zbrodniarza nabrała takiej siły, że do dziś istnieje spora grupa zwolenników teorii spiskowej, że w brazylijskiej dżungli w pobliżu miasta San Ignacio znajduje się ponura fazenda, w której mieszkał Bormann strzeżony przez grupkę oddanych mu, fanatycznych SS-manów.

Jedyną osobą twierdzącą, że Bormann zginął w czasie próby wydostania się z oblężonego Berlina, był Arthur Axmann. Nikt nie chciał go jednak słuchać. Wszyscy byli przekonani, że skazany na 20 lat więzienia przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze były dowódca Hitlerjugend próbuje w ten sposób odciągnąć uwagę organów śledczych od ukrywającego się przyjaciela. Axmann twierdził, że widział zwłoki Bormanna i lekarza SS obersturmbannführera Ludwiga Stumpfeggera na berlińskiej Invalidenstrasse.

Być może powojenny los Bormanna pozostałby na zawsze tajemnicą, gdyby nie pewien przypadek. W grudniu 1972 r. urząd pocztowy w pobliżu berlińskiej stacji Lehrter zlecił naprawę podziemnych kabli telefonicznych. W czasie robót odkryto w ziemi dwa szkielety mężczyzn mających 190 i 186 cm wzrostu. Miejsce pochówku znajdowało się niedaleko dawnego narodowego parku wystawowego, czyli w miejscu, gdzie Axmann rzeczywiście mógł widzieć zwłoki Bormanna. Szkielety zostały poddane badaniom prowadzonym przez sądowych anatomopatologów, dentystów i antropologów. W obu znalezionych czaszkach między zębami znajdowały się fragmenty szklanych ampułek cyjanowodorowych. 1 kwietnia 1973 r. prokurator generalny RFN Horst Gauf ogłosił, że kości bez wątpienia należały do Martina Bormanna i towarzyszącego mu obersturmbannführera SS Ludwiga Stumpfeggera.

Nie wszyscy ufali niemieckiemu systemowi sprawiedliwości. Dopiero w 1998 r. przeprowadzono analizę genetyczną odnalezionego materiału kostnego. Nie było wątpliwości, że były to szczątki człowieka, o którym sam Hitler mawiał: „Aby wygrać wojnę, potrzebuję Bormanna!". Decyzją prokuratora generalnego RFN kości Bormanna zostały spalone, a popioły rozsypane nad Morzem Bałtyckim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA