Historia

„Swoi” i „obcy”

Ataman Matwiej Płatow, wódz kozaków dońskich , rycina rosyjska, 1815 r.
Zbiory Andrzeja Nieuważnego
Wobec słabnącego morale wojska Kutuzow nie mógł dłużej zwlekać z wydaniem bitwy

Inteligentny car zdawał sobie sprawę z braku talentów wojskowych (próbował wpływać na decyzje Kutuzowa przed Austerlitz, z wiadomym skutkiem), oddał więc komendę dowódcy 1. Armii – Barclayowi. Nie ułatwiała zadania niejasność kompetencji głównodowodzącego oraz brak sztabu głównego (kontrastujący z rozbudowaną francuską machiną sztabową), którego rolę pełnił obciążony już, niewielki sztab Barclaya. Komplikowały też dowodzenie ambicje kwatery głównej cara (kierował nią generał Piotr Wołkoński), pełnej generał-adiutantów i generałów bez przydziału. Wśród nich byli i zaufani sztabowcy niemieccy – generał Karol Ludwig Phull i płk Ludwig Wolzogen. Planami kampanii, zaopatrzeniem i kwaterunkiem, wywiadem i kartografią zajmowała się Świta Jego Cesarskiej Mości do spraw Kwatermistrzowskich. Przy kwaterze głównej cara działała też „typografia polowa”, przemieszczający się z nią zespół publicystów i drukarzy szybko wypuszczający w świat odezwy, ulotki i antynapoleońskie pamflety.

Wśród 550 generałów (całej armii) prawosławni Rosjanie i nie-Rosjanie stanowili 66,5 procent. Pozostali byli cudzoziemcami lub pochodzili z rodzin osiadłych w Rosji od czasów Piotra Wielkiego. Na przykład ojciec urodzonego w 1757 r. w należących jeszcze do Rzeczypospolitej Szawlach Barclaya był z pochodzenia Szkotem. Aż 72 (często ważnych) generałów wywodziło się z Inflant, Estonii i Kurlandii, znajdując wspólny język z czterdziestką urodzoną w różnych księstwach niemieckich (np. Bennigsenem czy Winzingerodem). Kilkunastu generałów (jak oblegający w 1813 r. Toruń Langeron) to emigranci-rojaliści z Francji, Piemontu i Włoch. Znajdziemy też Polaków (Jefim Czaplic, który rozbił w 1812 w Słonimie litewskich szwoleżerów Konopki), Greków i Słowian bałkańskich.

Otwartość armii dla wypełniających braki kadrowe „obcych” rodziła konflikty z często gorzej przygotowanymi „prawdziwymi” Rosjanami oraz częścią opinii publicznej. Wśród generalicji i w armii istniała silna grupa „patriotyczna” – czy inaczej „staroruska” – rywalizująca z „obcymi” o stanowiska i awanse. Przewodził jej wsławiony w wojnach lat 1805 – 1807 potomek gruzińskiego rodu panującego, 43-letni ks. Bagration. Narzekał on, że cała kwatera główna jest tak napełniona Niemcami, że dla Rosjanina nie ma tam miejsca. Inna gwiazda „patriotów”, świetny artylerzysta i przyszły gubernator Kaukazu Aleksandr Jermołow, zapytany przez cara o nagrodę, po- prosić miał ponoć o mianowanie go... Niemcem.

To pod naciskiem tej grupy cofającego się wciąż Barclaya zastąpił pod koniec sierpnia doświadczony w bojach z Polakami (1764 i 1792), a zwłaszcza Turkami (1770 – 1774 oraz, z przerwami, 1808 – 1812), 65-letni nieszczęsny wódz spod Austerlitz Michaił Iłłarionowicz Goleniszczew-Kutuzow, mianowany w lipcu 1812 r. najjaśniejszym kniaziem. Po objęciu dowodzenia skrytykował miejsce wybrane na walną bitwę przez Barclaya i... nakazał dalszy odwrót w poszukiwaniu lepszej pozycji, Znalazł ją ok. 125 km na zachód od Moskwy, w pobliżu Możajska.

Polski V korpus ks. Józefa Poniatowskiego otrzymał od cesarza zadanie obejścia lewej flanki rosyjskiej starą drogą smoleńską i wyjścia na jej tyły. Polska piechota przez pół dnia krwawo biła się o Kurhan Uticki. Wśród obrońców byli grenadierzy pułku pawłowskiego, od pochodzących jeszcze z XVIII wieku grenadierskich czapek zwani Goliatami z blaszanymi łbami. Polski piechur Marcin Smarzewski zapamiętał „lud rosły, doborny, w spiczastych jak głowa cukru, a żółtą blachą od czoła całkiem pokrytych czapkach. Twardsza też była z nimi, jak onegdaj z jegrami, sprawa (...).

Sięgaliśmy się jakiś czas kulkami, wzajem siebie żołnierskie przycinki w krótkim odstępie dosyłając. Bywalce to widać byli nasi przeciwnicy, bo naganiali nas na wyborowe bułeczki do Warszawy skądeśmy przyszli”.

Przyczyną kłopotów V korpusu był – poza męstwem rosyjskich piechurów – zaporowy ogień artylerii z pobliskich wzniesień. Poniatowski odpowiedział tym samym: Pelletier ustawił działa na zajętym wzgórzu i otworzył ogień na baterie przeciwnika. Józef Jaszowski pisał, że polska artyleria była górą w tym pojedynku: „bośmy im kilka wozów amunicyjnych wysadzili w powietrze, a oni nam żadnego; stratę nawet w ludziach mieliśmy nadzwyczaj małą, bo i im musiało już zabraknąć doświadczonych oficerów i żołnierzy”. Atakującej piechocie gen. Józefa Zajączka i Karola Kniaziewicza towarzyszyli artylerzyści pułkowi. Zajęli oni pozycję na kurhanie po spędzeniu zeń przez piechotę resztek obrońców i zdobyciu 12 ciężkich dział.

Możajska rzeź wstrząsnęła Polakami. Roman Wybranowski wspominał, że „trudno sobie wyobrazić tyle ludzi razem na tak długiej linii poległych i rannych z obu stron; z daleka można było widzieć dwie linie leżące, jedną granatową, to jest naszą, drugą zieloną, to jest nieprzyjacielską”. Po bitwie Napoleon zarzucał zbytnią ostrożność Poniatowskiemu, który oszczędzał korpus, ale też trafił na nadspodziewanie silny opór. Z 12 778 zdolnych do walki oficerów i żołnierzy korpusu ujętych w wykazach 1 września 26 dni później pozostało 7700.

a.n.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL