fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Uwaga: Bodo!

Bodo uwielbiał swego psa – ogromnego doga niemieckiego o imieniu Sambo.
Wikipedia
Życie i tragiczna śmierć Eugeniusza Bodo, jednego z najlepszych aktorów II Rzeczypospolitej, niczym w soczewce skupia w sobie los wielu polskich artystów, którzy padli ofiarą wojennej hekatomby.

Jeszcze w latach 80. XX w. obowiązywała jedyna słuszna wersja na temat śmierci Eugeniusza Bodo – miał zostać zastrzelony przez Niemców po ich wkroczeniu do Lwowa (29 czerwca 1941 r.). Prawda okazała się jednak zupełnie inna i o wiele bardziej dramatyczna. Ostatnie dwa lata życia artysta spędził w enkawudowskich więzieniach i łagrach. Zmarł schorowany i zagłodzony 7 października 1943 r. w sowieckim obozie w Kotłasie (obwód archangielski). Jak to możliwe? NKWD doskonale wiedziało, kto znalazł się w ich rękach: Bodo, wykorzystując swój szwajcarski paszport, złożył u nich podanie o wizę do Ameryki (był znany w tamtejszym środowisku filmowym, przed wybuchem wojny miał nawet podpisać bardzo korzystny kontrakt). Liczył na przychylność radzieckich władz, w końcu przez niemal dwa lata (1940–1941) jeździł po ZSRR wraz z zespołem Henryka Warsa, śpiewając, nawet po rosyjsku, swoje największe filmowo-kabaretowe szlagiery tamtych lat. Dlaczego więc go uwięziono? NKWD uznało go za szpiega! Obszernie pisał o tym Ryszard Wolański w biografii „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań" (Rebis 2012), a także Remigiusz Piotrowski w książce „Artyści w okupowanej Polsce" (PWN 2015). By jednak zrozumieć cały tragizm sytuacji, w jakiej wraz z wybuchem II wojny światowej znalazł się Eugeniusz Bodo, musimy choć pobieżnie zapoznać się z jego życiorysem.

Uroda życia

Ten śródtytuł (podobnie jak pozostałe) to tytuł jednego z filmów z udziałem Bodo – z 1930 r., na podstawie powieści Stefana Żeromskiego. Choć głównego bohatera, Piotra Rozłuckiego, zagrał w tym filmie Adam Brodzisz, to rolą Roszowa Eugeniusz Bodo potwierdził swoją pozycję wschodzącej gwiazdy X Muzy. Początek lat 30. XX w. to była wręcz eksplozja jego aktorskiego talentu, ważnych ról kinowych i występów w kabarecie, a także czas wytężonej pracy we własnym studio filmowym, gdzie został reżyserem i producentem.

To dziecko szczęścia – jak się wówczas wydawało – pojawiło się na świecie 28 grudnia 1899 r. w Genewie (aktor przez całe życie zachował szwajcarskie obywatelstwo). Właściwie nazywał się Bogdan Eugene Junod, a swój pseudonim sceniczny utworzył od pierwszych sylab imion: własnego pierwszego imienia (Bogdan) i trzeciego matki (Dorota) – polskiej szlachcianki – Jadwigi Anny Doroty Dylewskiej, która zmarła w 1944 r. Matka była katoliczką, ojciec – Théodore Junod – był Szwajcarem, ewangelikiem reformowanym. I w tym też wyznaniu wychowali swego syna. Na początku XX w. rodzina przybyła do Łodzi, gdzie senior rodu, z wykształcenia inżynier, zajął się działalnością kulturalną. Ludwik Sempoliński wspominał, że Junod był „specjalistą od prowadzenia kabaretów" na prowincji (od 1907 r. jego kinoteatr Urania mieścił się w drewnianym budynku na zapleczu domów u zbiegu obecnych ul. Piotrkowskiej i S. Jaracza). Tam też zadebiutował Junod junior, prawdopodobnie w numerze opisywanym we wspomnieniach Ludwika Starskiego jako „10-letni kowboj Bodo – cudowne dziecko XX wieku". W 1917 r. zaczął występować jako pieśniarz i tancerz na scenach rewiowych, początkowo w Poznaniu i Lublinie, a od 1919 r. w Warszawie (m.in. w kabaretach: Qui Pro Quo, Morskie Oko, Cyganeria i Cyrulik Warszawski).

W 1925 r. Bodo zadebiutował w filmie „Rywale", a jego kariera nabrała tempa. Mało kto wie, że aktor 27 maja 1929 r., prowadząc swojego chevroleta, którym podróżował z kolegami z kabaretu Morskie Oko, spowodował koło Łowicza wypadek – w ciemnościach wpadł samochodem na nieoznakowaną stertę kamieni. Na miejscu zginął aktor Witold Roland, a Bodo został skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu. Być może to zajście sprawiło, że do końca swych dni aktor pozostawał abstynentem, mimo że uwielbiał bankiety i dobrą zabawę. Kobiety za nim szalały (z wzajemnością). W sumie zagrał w ponad 30 filmach, wcielając się w role amantów, występując w tragikomediach i filmach muzycznych. Śpiewane przez niego w filmach piosenki stawały się w Polsce przebojami, by wymienić choćby: „Ach, śpij, kochanie", „Już taki jestem zimny drań", „Sex appeal" czy „Umówiłem się z nią na dziewiątą" – muzykę do nich napisał Henryk Wars, co okaże się istotne po wybuchu wojny.

Czarna perła

W latach 30. XX w. Bodo był królem życia. Gdy dorobił się w Warszawie mieszkania, sprowadził do siebie matkę, która wcześniej wyjechała za granicę po rozwodzie z Junodem seniorem. Powszechnie uważano aktora za mężczyznę dowcipnego, szarmanckiego i uwodzicielskiego, dzięki czemu grono jego wielbicielek nieustannie rosło. Reklamował krawaty od Chojnackiego, kapelusze Młodkowskiego i marynarki Old England. Przez kilka lat był związany z aktorką Norą Ney. Jak pisze we wspomnieniach Ludwik Starski, „Nie interesowały go panie z tzw. wyższych sfer, eleganckie i wytworne damy. Nie nawiązywał nigdy romansu z piękną aktorką, gustował za to w cichych, skromnych dziewczynach z ludu, w pannach sklepowych, w szwaczkach czy krawcowych. A już największą słabość miał do kobiet o kolorowej skórze". Planował nawet ślub z ekscentryczną aktorką amatorką, Tahitanką Reri (właśc. Anne Chevalier). Poznali się, gdy Reri przyjechała do Warszawy na jedyny w Polsce występ. Bodo namówił ją, by została na dłużej. W 1934 r. wspólnie zagrali główne role w filmie „Czarna perła". Para zamieszkała razem w mieszkaniu Bodo przy ul. Marszałkowskiej. Ostatecznie – z powodu różnic kulturowych, jawnej niechęci matki aktora i nadużywania alkoholu przez narzeczoną – do małżeństwa nie doszło. Tak to opisuje Arkady Fiedler: „a Bodo, jak to Bodo. Niestety gładysz, dzióbasowy letkiewicz, po kilku tygodniach sprzykrzył sobie egzotyczną aktorkę i tu zaczęła się mniej chwalebna część romansu. Bodo zaczął bezceremonialnie wpychać Reri w ramiona innych galopantów, swych koleżków, a im więcej ich było, tym lepiej dla niego; im rzęsiściej lała się gorzałka, tym skuteczniejsza woda na młyn szałaputa. Gdy Reri wyrwała się z birbancko-sprośnego bagienka i wyjechała z Polski, już było za późno, by się wyprostować; nie mogła wyzbyć się trunkowego nałogu". Tu dygresja: choć Bodo uwielbiał kobiety, to chyba najmocniej przywiązany był do swego doga niemieckiego – ogromnego arlekina o imieniu Sambo, z którym lubił paradować po mieście, wywołując popłoch wśród przechodniów.

W latach 30. zaczął pisać scenariusze, a tuż przed wybuchem II wojny światowej reżyserować filmy, w których grał główne role („Królowa przedmieścia", „Za winy niepopełnione"); występował u boku najlepszych polskich aktorów i aktorek, by wymienić tylko Władysława Grabowskiego, Mieczysławę Ćwiklińską i Jadwigę Smosarską („Czy Lucyna to dziewczyna", 1934 r.). Był producentem i jednym ze współwłaścicieli wytwórni filmowej B.W.B. (skrót od: Bodo, Waszyński, Brodzisz), która zrealizowała m.in. „Bezimiennych bohaterów" i „Głos pustyni", oraz właścicielem wytwórni „Urania-Film" (od 1933 r.; nazwał ją na cześć firmy nieżyjącego już ojca), w której powstały jego największe przeboje. W 1938 r. występował z programem estradowym z Mirą Zimińską. W tym samym roku premierę miała komedia „Paweł i Gaweł" – wielki przebój kinowy, gdzie Pawła zagrał Bodo, Gawła zaś Adolf Dymsza. I tak jak w filmie stworzyli diametralnie różne postaci, tak i ich wojenne losy były odmienne.

Paweł i Gaweł

Adolf Dymsza, właśc. Adolf Bagiński, w filmie znany jako Dodek, był niemal rówieśnikiem Bodo, urodził się bowiem 7 kwietnia 1900 r. w Warszawie. Był synem Adolfa i Matyldy z Połądkiewiczów. Kształcił się w Warszawie – najpierw w II Gimnazjum, a następnie w Szkole Handlowej Wawelberga. W latach 1918–1920 występował w teatrach Warszawy, Grodna i Mińska. Gdy wrócił do stolicy, początkowo był bez stałego angażu, grywał w warszawskich teatrzykach i uczył tańca. Po występach w latach 1925–1931 w kabarecie Qui Pro Quo zyskał popularność i stał się znanym aktorem rewiowym. Prawdziwy rozgłos przyniosły mu filmy dźwiękowe, które ujawniły jego nieprzeciętny talent komiczny, by wspomnieć tylko „Antka policmajstra" (1935 r.) czy „Dodka na froncie" (1936 r.). Lata okupacji spędził w Warszawie, grając w tzw. jawnych teatrach rewiowych (Komedia, Nowości, Niebieski Motyl, Jar), wbrew zakazowi konspiracyjnego ZASP.

W 1929 r. Dymsza poślubił Zofię Olechnowicz, baletnicę z zespołu Tacjanny Wysockiej, z którą miał cztery córki – jedną z nich była aktorka Anita Dymszówna. Wraz z wybuchem wojny aktor musiał więc zarobić na utrzymanie wieloosobowej rodziny. Początkowo zatrudnił się jako kelner w Kawiarni Artystów Filmowych przy ul. Złotej 7, gdzie „tryskał dowcipem i zabawiał gości". Ale warszawska ulica zapamiętała z tego okresu tylko to, że występował w jawnych teatrach rewiowych (m.in. w spektaklu „Kochanek to ja" w Teatrze Komedia we wrześniu 1942 r.), że „wydurniał się przed Niemcami" – jak pisze Remigiusz Piotrowski we wspomnianej wyżej książce. I dodaje: „Po wojnie Zimińska nie będzie mieć kłopotów z weryfikacją ZASP, zmagać się z nią będzie natomiast Adolf Dymsza, który pomógł wydostać się jej z Pawiaka. (...) Postawę Dymszy w czasie wojny trudno uznać za kryształową, niemniej oskarżenia o kolaborację są, zdaje się, wyssane z palca i zrodzone jedynie z plotek. (...) To właśnie Dymsza ratuje podczas wojny z rąk Gestapo Czesława Skoniecznego i Marię Chmurkowską"; bierze też udział w koncertach charytatywnych, pomaga Żydom w getcie, ukrywa we własnym mieszkaniu w Otwocku Tadeusza Sygietyńskiego. Wszystko w wielkiej tajemnicy. Z tego powodu po wojnie został ukarany przez sąd koleżeński ZASP zakazem grania w Warszawie, musiał przekazywać 15 proc. swych honorariów na Dom Aktora w Skolimowie i na pewien czas jego nazwisko znikło z afiszów. Przeniósł się do Łodzi, gdzie występował w tamtejszym Teatrze Syrena, a w latach 1948–1951 w Teatrze Powszechnym. W 1951 r. osiadł na stałe w Warszawie i aż do emerytury w roku 1973 był aktorem Teatru Syrena. W powojennym kinie zabłysnął w „Skarbie" (1948 r.; u boku Danuty Szaflarskiej i Jerzego Duszyńskiego) i tytułową rolą w „Nikodemie Dyzmie" (1956 r.). Pod koniec życia cierpiał na wadę słuchu oraz, prawdopodobnie, na chorobę Alzheimera. Ostatnie dwa lata spędził w Domu Opieki Społecznej w Górze Kalwarii, gdzie zmarł 20 sierpnia 1975 r.

Natomiast jego filmowy kolega nie doczekał końca wojny. Musiał się salwować ucieczką z Warszawy już w pierwszych dniach września, ponieważ w ostatnich miesiącach Eugeniusz Bodo przygotowywał swój nowy film „Uwaga: szpieg!", gdzie grał polskiego oficera kontrwywiadu, który zwalcza niemiecką agenturę. Był to wystarczający powód, by gestapo chciało go zatrzymać. Jak podaje Piotrowski, „Aktor, z początku niechętnie nastawiony do wyjazdu, ulega namowom ukochanej matki i prawdopodobnie pod koniec września opuszcza Warszawę, pozostawiając na pastwę losu własną wytwórnię filmową i Café Bodo. Swoje mieszkanie przy ul. Marszałkowskiej 132 przekazuje pod opiekę matce, a drugi apartament przy ul. Pierackiego 17, nad kawiarnią, oddaje współwłaścicielowi lokalu. Sam dociera najpierw do Białegostoku, a następnie do Lwowa".

Uwaga: szpieg!

Wybuch wojny uniemożliwił dokończenie nie tylko tego – ostatniego! – filmu Bodo. Ileż zerwanych przedstawień teatralnych, nieodbytych premier kinowych, złamanych karier... „Na Wschodzie po 6 września znajdzie się kilkuset polskich aktorów, literatów, muzyków, plastyków, dziennikarzy i krytyków. Część z nich wróci do Warszawy, ale krwawego września nie przeżyją m.in. Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Józef Gałuszka i Józef Czechowicz".

Wśród tych, którym udało się przedrzeć na Kresy, znalazł się Eugeniusz Bodo. Tam zatrudnił się u Henryka Warsa w jego lwowskim Tea-Jazz – Teatrze Miniatur i teatralno-jazzowym zespole: „w jego szeregach znajdzie się miejsce dla kilkudziesięciu znakomitych muzyków oraz gwiazd sceny. Wars przemierzy ze swoją orkiestrą ogromne obszary ZSRR (...) w tournée po Kijowie, Moskwie, Charkowie, Odessie i Kursku. Oczywiście, warunki pracy dalece już wtedy odbiegają od standardów, do jakich artyści przyzwyczaili się przed wojną, i tak jak Wars pełni funkcję członka orkiestry i dyrygenta jednocześnie, tak Bodo godzi role konferansjera, śpiewaka i aktora. (...) We Lwowie Wars cieszy się uznaniem i sympatią mieszkańców miasta – zresztą zjednał ją sobie długo przed wybuchem wojny, tworząc legendarny szlagier »Tylko we Lwowie« do słynnego filmu o lwowskich batiarach Szczepciu i Tońciu. Niestety, z czasem, jak zauważy Ryszard Wolański w książce poświęconej Warsowi, sowiecka cenzura zacznie wymuszać na polskich artystach, w tym i na Warsie, aby rezygnowali z używania języka polskiego. Wars komponuje więc dalej, ale Eugeniusz Bodo coraz częściej śpiewa napisane przez niego utwory po rosyjsku". Na przykład przedwojenny szlagier „Umówiłem się z nią na dziewiątą" za sprawą rosyjskojęzycznej wersji nagranej przez polskiego artystę na płytę gramofonową stał się wielkim przebojem w ZSRR.

Jednak status gwiazdy nie uchronił Bodo przed tragicznym losem. Przez dziesiątki lat nie było nawet jasne, jak i kiedy zmarł. Według obecnie dostępnych danych (m.in. przekazanych stronie polskiej po 1989 r. przez rosyjski Czerwony Krzyż) Eugeniusz Bodo został aresztowany przez NKWD 26 czerwca 1941 r. w jego lwowskim mieszkaniu. Aktor, przekonany, że Sowieci chcą go uchronić przed nadciągającymi Niemcami, zabiera jedynie swój płaszcz i wsiada z funkcjonariuszami do ich samochodu. Po wielogodzinnej podróży trafia do moskiewskiego więzienia Butyrki. Po dwóch tygodniach przetransportowano go 1700 km na wschód od Moskwy – do baszkirskiego więzienia w Ulfie. Przez pół roku nikt się nim nie interesuje, nikt nie wyjaśnia mu, dlaczego jest przetrzymywany. W czasie pierwszego przesłuchania, niczego nie podejrzewając, mówi otwarcie o swoim szwajcarskim obywatelstwie, chęci wyjazdu do Ameryki, swoich przedwojennych podróżach po Europie i obawach przed Niemcami z powodu filmu „Uwaga: szpieg!". Pod koniec maja 1942 r. trafia na przesłuchania do Moskwy. Tam zostaje oskarżony... o szpiegostwo. I choć niczego mu nie udowodniono, skazano go na pięć lat łagru. W czasie pobytu w Moskwie o jego uwolnienie starali się w imieniu ambasady polskiej Stanisław Kot i Tadeusz Romer. Jednak władze radzieckie nie wyraziły na to zgody ze względu na szwajcarskie obywatelstwo Bodo. Z tych samych przyczyn nie objęła go amnestia dla obywateli polskich w ramach tworzenia Armii Andersa. Z Moskwy odtransportowano go do łagru w Kotłasie, gdzie zmarł z wycieńczenia i głodu 7 października 1943 r. Po blisko 70 latach na cmentarzu Makaricha w Kotłasie odsłonięto pomnik, który jest jednocześnie symboliczną mogiłą artysty. A wiosną tego roku na antenie TVP 1 można było obejrzeć 13-odcinkowy serial „Bodo" poświęcony niezwykłemu życiu jednej z największych gwiazd kina II RP.

Cytaty, o ile nie zostały opisane inaczej, pochodzą z książki Remigiusza Piotrowskiego „Artyści w okupowanej Polsce" (PWN 2015)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA