Rzecz o historii

Zimna wojna: Zagadkowe zniknięcie szefa kontrwywiadu Niemiec

?W czerwcu 1953 r. w stolicy Niemiec Wschodnich wybuchł bunt robotników. Szybko został krwawo stłumiony przez służby NRD
EAST NEWS
W lipcu 1954 r. tajemnicze zniknięcie dyrektora Federalnego Biura Ochrony Konstytucji, czyli cywilnego kontrwywiadu, wywołało skandal na politycznej scenie RFN.

W historii służb specjalnych mnożą się przykłady agenturalnej gry na dwa fronty. Ale podobny manewr osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo państwa to doprawdy rzadkość. Tak niecodziennym przypadkiem był Otto John. Dyrektor zachodnioniemieckiego kontrwywiadu, który w tajemniczych okolicznościach znalazł się w Berlinie Wschodnim, aby po rocznym pobycie w NRD i ZSRR uciec ponownie do RFN. Casus Otto Johna do dziś budzi spory historyków, stanowiąc jakże aktualną przestrogę przed żałosnym losem „pożytecznego idioty".

Czytaj także: Tajemnice kremlowskiej kuchni

Ideowy antyfaszysta

Tajemnicze zniknięcie dyrektora Federalnego Biura Ochrony Konstytucji, czyli cywilnego kontrwywiadu, wywołało bodaj największy skandal na politycznej scenie Niemiec Zachodnich. Spowodowało także zrozumiałe zaniepokojenie w NATO. Nie codziennie człowiek mający dostęp do największych tajemnic własnego kraju i sojuszu znika bez śladu po to, aby pojawić się z medialnym hukiem po przeciwnej stronie frontu zimnej wojny. Aby wyjaśnić kulisy afery, trzeba przedstawić ówczesne uwarunkowania geopolityczne i biografię Otto Johna.

Otto John w maju 1955 r. uczestniczył w konferencji, która odbyła się w Berlinie Wschodnim
EAST NEWS

Różnice dotyczące przyszłości Niemiec, jakie wystąpiły w koalicji zwycięzców II wojny światowej, były jednym z głównych symptomów narastającej konfrontacji globalnej nazwanej zimną wojną. W 1945 r. terytorium pokonanego wroga zostało podzielone na strefy okupacyjne ZSRR, USA, W. Brytanii i Francji. Stalin naciskał niedawnych sojuszników na zjednoczenie Niemiec w nadziei na rozszerzenie sowieckiej dominacji o następny kawałek Europy. Rzecz jasna zachodni alianci nie byli naiwni i tak doszło do powstania dwóch państw niemieckich. Zachodnia część, czyli RFN, uległa nie bez problemów denazyfikacji i demokratyzacji, stając się z czasem filarem zjednoczonej Europy. Część wschodnia, pod nazwą NRD, nigdy nie wyszła poza rolę radzieckiego wasala. Dla ZSRR stanowiła wyłącznie militarny przyczółek planowanego ataku na państwa demokratyczne, od 1949 r. zjednoczone w obronnym sojuszu NATO. Z tego powodu wewnętrzna stabilność RFN, narażona na dywersyjne operacje Moskwy, miała dla Zachodu kapitalne znaczenie. Pod wpływem tzw. pierwszego kryzysu berlińskiego, czyli sowieckiej blokady transportowej zachodniej części miasta (1948 r.), Waszyngton, Londyn i Paryż zgodziły się na odbudowę armii i służb bezpieczeństwa RFN.

Kluczową instytucją zostało BfV – Federalne Biuro Ochrony Konstytucji, którego pierwszym dyrektorem w 1950 r. mianowano Otto Johna. Do objęcia urzędu predestynowała go chlubna przeszłość antyfaszystowska. Z wykształcenia prawnik, w III Rzeszy pracował w liniach lotniczych Lufthansa. Po rozpoczęciu II wojny światowej był jednym z naprawdę nielicznych Niemców, którzy działali w antynazistowskim ruchu oporu. Czynił tak z pobudek ideowych, jako przekonany demokrata z lewicowymi sympatiami. Z racji czynności zawodowych wiele podróżował, co stanowiło dogodny parawan przy nawiązywaniu kontaktów z brytyjskim wywiadem i królewskim rządem. W lipcu 1944 r. Otto John współorganizował nieudany zamach na Adolfa Hitlera. Zdołał uciec przed Gestapo do neutralnej Portugalii, a następnie do Londynu. W Wielkiej Brytanii został spikerem dywersyjnej rozgłośni radiowej nadającej dla niemieckich sił okupujących Francję.

Po zakończeniu wojny pomagał w przesłuchaniach niemieckich jeńców oraz w przygotowaniu aktów oskarżenia zbrodniarzy wojennych. Cieszył się zaufaniem MI6, czyli brytyjskiego wywiadu, oraz świeżo powołanej CIA, które rekomendowały Johna kanclerzowi Niemiec Konradowi Adenauerowi. A mówiąc wprost, mimo oporu narzuciły go konserwatywnemu rządowi RFN, obawiającemu się antynazistowskich przekonań kandydata. John publicznie nie ukrywał obaw z powodu polityki kadrowej Adenauera, która mimo denazyfikacji bazowała na byłych urzędnikach III Rzeszy. Jeszcze gorzej oceniał sytuację w armii i służbach specjalnych, gdzie kluczowe stanowiska objęli hitlerowscy generałowie oraz funkcjonariusze Gestapo i Abwehry.

Niespodziewana ucieczka

Jeśli chodzi o przebieg fatalnego zdarzenia, to trzeba zaznaczyć, że polityczną stolicą RFN była wówczas Kolonia. Gdy 20 lipca 1954 r. w Berlinie Zachodnim świętowano obchody 10. rocznicy zamachu na Hitlera, John z zadowoleniem pojawił się na uroczystościach. Jednak po zwyczajowym raucie nasz bohater zniknął, aby po trzech dniach odnaleźć się w Berlinie Wschodnim, o czym zszokowana RFN i cały świat zachodni dowiedziały się z triumfalnego komunikatu radiowego. Władze wschodnioniemieckie poinformowały o dobrowolnym przejściu tak znaczącej osobistości na stronę „obozu światowego postępu", co wkrótce potwierdził sam John. Na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej w obecności zachodnich korespondentów przyznał, że zmienił strony, aby okazać swój sprzeciw wobec polityki „grubej kreski" Adenauera. Zbiegły dyrektor BfV ogłosił, że będzie pracował na rzecz zjednoczenia Niemiec, czemu władze zachodnioniemieckie oraz NATO aktywnie przeciwdziałają.

W sierpniu 1954 r. John został przewieziony do Moskwy, gdzie do końca grudnia był przesłuchiwany przez KGB. Po powrocie do NRD włączył się w działalność tamtejszych „organizacji społecznych", których zadaniem była antywojenna propaganda, czyli dywersja ideologiczna. Na tej niwie spotkał się w świetle kamer z pechowym dowódcą 6. Armii, byłym marszałkiem Friedrichem Paulusem, który po zwolnieniu z sowieckiej niewoli również wybrał życie w NRD. Komunistyczne władze stworzyły Johnowi ekskluzywne warunki pobytu i działalności publicznej. Miał do dyspozycji dwa apartamenty i biuro wraz z personelem, tym niemniej policja polityczna śledziła każdy jego krok. Został przysłowiowym cennym ptakiem w złotej klatce, a mimo to 12 grudnia 1955 r. udało mu się zmylić „ochronę" i przy pomocy zaprzyjaźnionego duńskiego dziennikarza zbiec do Berlina Zachodniego.

Po przylocie do RFN został natychmiast aresztowany i oskarżony o zdradę stanu. W 1956 r. otrzymał wyrok czterech lat pozbawienia wolności, ale w 1958 r. skorzystał z dobrodziejstwa amnestii. Wraz z żoną wyjechał do Austrii i resztę długiego życia poświęcił próbom rehabilitacji. Złożył cztery apelacje, w których przekonywał, że nie był zdrajcą, ale ofiarą prowokacji sowieckich i enerdowskich służb specjalnych. Odmówił współpracy z KGB i nie zdradził żadnych tajemnic. Bez skutku. Zachodnioniemiecki, a po zjednoczeniu obu państw już niemiecki wymiar sprawiedliwości, odmawiały Johnowi racji. Tym niemniej walka o dobre imię miała racjonalne uzasadnienie, skoro w 1985 r. prezydent RFN przyznał mu 4 tys. marek specjalnej emerytury jako moralną rekompensatę za zniesławienie. Otto John zmarł w Innsbrucku w 1997 r. Jakie zagadki kryły jego peregrynacje?

Geopolityczna rozgrywka Berii

Po wielu latach, jakie upłynęły od skandalu, na podstawie wyjaśnień samego Johna oraz byłych oficerów KGB, wyłania się smętna, a może żałosna historia. Tragifarsa o wykorzystaniu przez sowieckie służby specjalne naiwności i słabości dyrektora BfV. Po co? Do klasycznej gry agenturalnej, a co gorsza, do ratowania własnej skóry. Niewątpliwą okolicznością łagodzącą jest splot wewnętrznych wydarzeń w ówczesnym ZSRR, o których z powodu istnienia żelaznej kurtyny politycy RFN mieli blade pojęcie. Tym bardziej że europejscy intelektualiści, do których John niewątpliwie należał, żyli nadal złudzeniami co do komunizmu, podtrzymywanymi mitem wspólnego zwycięstwa nad hitleryzmem.

Tymczasem lata 1953–1954 były okresem bezwzględnej wojny sowieckiej wierchuszki o spuściznę po Stalinie. Krwawy tyran zmarł w marcu 1953 r., a jego rolę w państwie przejęło tzw. kolektywne kierownictwo złożone z najbliższych akolitów. Właściwe nici władzy nad imperium przechwycili jednak: Ławrentij Beria, który opanował aparat represji, oraz Nikita Chruszczow mianowany szefem partii komunistycznej. To między nimi rozgorzała najpierw ukryta, a potem otwarta rozgrywka o ZSRR, a także, jak się okazało, o życie przegranego. Przyszłość Niemiec była zaś jedną z najmocniejszych kart tego rozdania.

Wbrew krwawej przeszłości kata z NKWD Beria był nader pragmatycznym politykiem, przerastającym o kilka poziomów resztę czerwonych watażków. Zaplanował poważne reformy wewnętrzne imperium polegające na kontrolowanej liberalizacji systemu stalinowskiego i podniesieniu poziomu życia mieszkańców. Ale do ich wdrożenia potrzebny był spokój na arenie międzynarodowej, czyli złagodzenie zimnej wojny. Tymczasem gdy w 1950 r. rozpoczęła się wojna w Korei, globalna konfrontacja z USA pochłaniała coraz większe środki finansowe, co uniemożliwiało polepszenie sytuacji socjalnej w ZSRR. Beria rozpoczął więc kroki odprężeniowe, których integralną częścią miała być propozycja zjednoczenia Niemiec. Nawet za cenę częściowej utraty wpływów w tym kraju, na co zanosiło się po planowanym wymazaniu NRD z mapy Europy. O tym, że Beria był zdeterminowany, świadczył polityczny apel do zachodnich aliantów o rozpoczęcie odpowiednich negocjacji, który wiosną 1953 r. opublikował prasowy organ Kremla, dziennik „Prawda". Ponadto Beria dosłownie rozgonił sowiecki aparat bezpieczeństwa kontrolujący NRD. Z 2600 oficerów operacyjnych MGB we Niemczech Wschodnich ostało się 700 osób.

Rekonstrukcja zdarzeń

Jak się ma do tego afera Otto Johna? Otóż były dyrektor BfV bronił się przed zarzutami zdrady państwa własną wersją wydarzeń. Zgodnie z nią wszedł świadomie w kontakt z sowieckim wywiadem za pośrednictwem jego agentów uplasowanych w towarzyskich elitach RFN. To oni przekazali mu zaproszenie do Berlina Wschodniego, aby rozpocząć kuluarowe negocjacje zjednoczeniowe. Johnowi zagwarantowano ni mniej, ni więcej, tylko spotkanie z prominentnymi emisariuszami Moskwy. Z kolei jako dyrektor kontrwywiadu miał informacje o planach Berii, nie przewidział jednak skutków politycznego przesilenia, jakie w międzyczasie nastąpiło na Kremlu.

Latem 1953 r. Beria został aresztowany, a potem zlikwidowany. Ster władzy przejął Chruszczow, który stanowisko w sprawie Niemiec zmienił o 180 stopni. Nowy gensek był świadomy, że zjednoczenie tego kraju narusza kastowe interesy armii radzieckiej i kompleksu zbrojeniowego, zainteresowanych wspólnie kontynuacją zimnej wojny. A to przecież dzięki ich poparciu wygrał starcie o władzę. Z drugiej strony Chruszczow uważał, że chwilowe rozluźnienie kontroli nad NRD wywołane fanaberiami Berii doprowadziło do tzw. powstania berlińskiego.

W czerwcu 1953 r. w stolicy Niemiec Wschodnich wybuchł robotniczy bunt, a początkowe hasła ekonomiczne przeszły szybko w polityczne żądania demokratyzacji oraz zjednoczenia kraju. Właśnie dlatego protesty zostały bezwzględnie stłumione przez sowiecką armię. Ale zdziesiątkowane wschodnioniemieckie rezydentury MGB dały plamę, ponieważ nie wykryły zawczasu i nie zlikwidowały ognisk zapalnych. W takiej sytuacji policja polityczna zreorganizowana w KGB chciała się wykazać przed Chruszczowem lepszymi wynikami niż armia. A to przesądziło o kontynuacji gry operacyjnej z Johnem. Zmieniły się tylko jej cele. Faktycznie zwabiono go do Berlina Wschodniego pod pretekstem politycznych rozmów, ale już z planem bezczelnego werbunku agenturalnego dyrektora kontrwywiadu.

Zresztą, jak okazało się po fragmentarycznym odtajnieniu archiwów KGB, sowieckie służby miały Johna na celowniku już od czasów przedwojennych. NKWD wiedziało o jego antynazistowskich i lewicujących poglądach oraz działalności w ruchu oporu. John był również kontrolowany po ucieczce do Londynu w 1944 r., w czym zasłużyli się agenci tzw. piątki z Cambridge, tyle że akurat wówczas Moskwa podejrzewała, że jest wtyczką Gestapo, bo nie chciała uwierzyć w szczęśliwą ucieczkę po nieudanym zamachu na Hitlera. Ponadto NKWD doskonale wiedziało o jego konflikcie politycznym z Adenauerem, a nawet o osobistych słabościach, takich jak topienie problemów w alkoholu.

W 1954 r. KGB wykorzystało wszystkie informacje przy próbie werbunku, choć John miał zdecydowanie odmówić współpracy, czym wydał na siebie wyrok. Ze wspomnień oficerów uczestniczących w tej operacji wynika, że po odmowie pracy agenturalnej pozostawał im tylko jeden wariant gry. Dyrektor BfV został spojony mieszanką wódki i środków nasennych, a gdy obudził się po trzydziestu godzinach, dowiedział się z radia o własnej zdradzie. W tym czasie komunistyczne radio i prasa ujawniły jego pobyt w NRD, odcinając wszelkie drogi odwrotu. Na tym polegała perfidia KGB, które zagrało wówczas w otwarte karty.

John został przewieziony do Moskwy, gdzie poddano go regularnym przesłuchaniom, których celem było poznanie tajemnic RFN i NATO. Śledczych interesowały struktura organizacyjna BfV, metody pracy i dane agentów. Jednak John odmawiał informacji, udanie zasłaniając się statusem politycznego zwierzchnictwa nad kontrwywiadem. A to sprowadzało jego wiedzę do ogólników potwierdzających w najlepszym razie informacje z innych źródeł sowieckiego wywiadu. Ten etap gry operacyjnej udowodnił sowieckim politykom nieprzydatność Johna do zamierzonych celów. Zresztą wówczas Chruszczow podejmował już oficjalny dialog z rządem Konrada Adenauera, stawiając na dyplomatyczne uznanie RFN i odprężenie w relacjach dwustronnych. O jakimkolwiek zjednoczeniu Niemiec nie było więcej mowy i John nie tylko stawał się niepotrzebny, ale był wręcz balastem. Dlatego został „oddany" do dyspozycji NRD. Istnieją nawet przesłanki, że to KGB stało za jego „ucieczką" z powrotem do RFN. Jak się okazało po latach, duński dziennikarz, który uczestniczył w jej przygotowaniu, najprawdopodobniej wszedł w kontakt z NKWD, gdy działał w antyhitlerowskim podziemiu.

Podsumowując skandal Otto Johna, trudno oprzeć się wrażeniu, że został wykorzystany przez ZSRR w roli „pożytecznego idioty". Od początku do końca i z pełną premedytacją. Bez oglądania się na osobiste koszty i szlachetne intencje, z jakimi John podejmował dialog w imię lepszej przyszłości Niemiec. A to przestroga dla wszystkich, którzy dają się omamić obecnej propagandzie Rosji. To także ostrzeżenie dla potencjalnych kandydatów na rosyjskich agentów. Służby specjalne Putina wręcz się chełpią kontynuacją metod KGB.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL