fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ludobójstwo. Namibia wciąż czeka na przeprosiny od Niemiec

Domena Publiczna
Stosunki polityczne ostatnio były napięte, lecz teraz niemieccy politycy odwiedzili Namibię, gdzie przyznali się do winy za niemieckie ludobójstwo w tej byłej kolonii. Dla wielu osób to jednak za mało.

Gerd Müller chciał uczynić symboliczny gest. Gdy minister współpracy gospodarczej i rozwoju poleciał w sierpniu do Namibii, w programie znalazło się spotkanie z przedstawicielami ludów Herero i Nama. Oba wydarzenia – wizyta państwowa oraz spotkanie – nie należą do oczywistości. Niemiecki polityk tak wysokiego szczebla ostatni raz przybył do Namibii w roku 1998; wówczas był to prezydent Roman Herzog.

A do omówienia jest wiele. Przede wszystkim z plemionami Herero i Nama. Dziesiątki tysięcy osób z obu tych grup etnicznych padły ofiarą ludobójstwa w ówczesnej kolonii „Afryka Południowo-Zachodnia”, gdy zbuntowały się przeciwko niemieckim kolonizatorom. Herero i Nama ponadto stracili podstawę utrzymania się przy życiu – bydło i ziemię. Do dziś wielu z nich żyje w skrajnej nędzy.

Dyplomacja i wizyty

Teraz z kolei następuje wizyta po wizycie: przed Müllerem do Namibii w lipcu udał się przewodniczący Bundesratu Daniel Günther. Podczas gdy rozmowy o kolonialnych zbrodniach z namibijskim rządem nie posuwają się do przodu od lat, „dyplomacja wizytowa” stanowi symbol: Niemcy chcą zlikwidować ciemny rozdział w swojej historii. Zwłaszcza, że obaj politycy podczas swoich wizyt często wymawiali słowo „ludobójstwo” – ze strachu przed reparacjami słowo to przez lata było w Berlinie tabu. Daniel Günther pokłonił się przed pomnikiem ofiar ludobójstwa w Swakopmund, gdzie niemieccy kolonizatorzy skazali niegdyś na pewną śmierć w obozach koncentracyjnych tysiące Herero i Nama.

"Niemcy w latach 1904-1908 popełnili straszne zbrodnie, szczególnie na ludach Herero i Nama i ponoszą za nie odpowiedzialność, także i dziś”, mówił minister współpracy gospodarczej i rozwoju Gerd Müller po spotkaniu z przedstawicielami plemion. Niemcy przeproszą w każdej formie za zbrodnie z czasów kolonizacji.

„Tajna misja w Afryce"

Pretensje jednak jeszcze długo będą żywe. Zamiast tego, spotkanie spowodowało kolejny konflikt. Oficjalnie nie wiadomo, kto był na nim obecny ze strony Namibii. Prosili o to uczestnicy oraz minister. Nie ma niczego poza jednym zdjęciem. „Tajna misja Müllera w Afryce“, tak skomentował wydarzenie berliński dziennik "Tagesspiegel".

Obecni byli tylko Herero i Nama, którzy współpracują z rządem Namibii, twierdzi niemiecko-namibijski analityk i autor książek, Henning Melber. "Ale nie czołowi przedstawiciele Herero i Nama, którzy słusznie protestują przeciwko temu, że nie ma ich przy negocjacjach. To pośrednio stanowi obrazę dla ogromnej części potomków byłych ofiar”, dodał Henning Melber w rozmowie z Deutsche Welle.

"Podczas spotkania nie było żadnego z wodzów Nama, reprezentującego interesy naszego narodu. Potraktowano nas po prostu przedmiotowo, poniżono”, krytykuje w wywiadzie dla Deutsche Welle Sima Luipert ze Stowarzyszenia Tradycyjnych Władz Nama (NTLA).

Stowarzyszenie – które uważa się za jedynych uprawnionych pełnomocników ludu Nama – to jedna z tych organizacji, które domagają się bezpośrednich rozmów na temat ludobójstwa z rządem Niemiec. NTLA usiłuje to osiągnąć także za pośrednictwem skargi złożonej przed amerykańskim sądem. Inne stowarzyszenia – które również uważają się za uprawnione do reprezentowania ludu Nama – z kolei popierają międzyrządowe negocjacje.

Długie oczekiwanie

Mimo pełnych współczucia słów ze strony niemieckiej, wśród wielu Herero i Nama narasta niecierpliwość. Na oficjalne niemieckie przeprosiny za zbrodnie wciąż trzeba czekać, choć RFN i Namibia od roku 2015 prowadzą na ten temat rozmowy.

"Doceniamy osobiste przeprosiny. Nieważne jednak, ile takich indywidualnych aktów jeszcze nastąpi, nie zrobi to żadnej różnicy, dopóki rząd federalny nie przeprosi w imieniu całego narodu niemieckiego”, podkreślił Sima Luipert.

Hołd w Warszawie to wzór

Analityk Henning Melber uważa: „Byłby to bardzo spóźniony, ale i symboliczny gest, gdyby wysoki rangą przedstawiciel strony niemieckiej – pani kanclerz, minister spraw zagranicznych – także przyjechał do Namibii i się tam odpowiednio zachował. Wiemy, jakie następstwa miało klęknięcie Willy'ego Brandta w Warszawie. Wielkie słowa są więc całkiem zbędne”. Szef niemieckiego MSZ Heiko Maas wprawdzie był w Afryce w tym samym czasie, co minister współpracy gospodarczej i rozwoju, ale zamiast do Namibii udał się do Sudanu i Demokratycznej Republiki Konga.

Przynajmniej wiadomo, że - według ministra współpracy gospodarczej i rozwoju Gerda Müllera – podczas negocjacji rządowych czynione są postępy. Strony miały uzgodnić wspólny tekst, który zostanie przedstawiony parlamentom obu państw. Sporną kwestią pozostają finanse. Minister ma nadzieję, że rozmowy będą mogły zostać zamknięte po następnych wyborach w Namibii. Czy tak się stanie, na to trzeba poczekać. Rząd Niemiec musiał w przeszłości wielokrotnie korygować swoje plany.

Nie wiadomo ponadto, jak wielu Herero i Nama zaakceptuje wyniki negocjacji. „Nie wiemy, o czym rozmawiają oba rządy. Nie informują przywódców Nama, o czym była mowa. Żaden z wodzów nie zna treści rozmów. Nie mamy pojęcia, co zostanie uzgodnione", z niezadowoleniem mówi Sima Luipert.

Źródło: Deutsche Welle
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA