fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Władysław Anders, ostatni hetman Polski

Generał Władysław Anders wymienia uścisk dłoni z jednym z polskich spadochroniarzy (żołnierze na głowach mają ćwiczebne hełmy kauczukowe).
NAC
Generał Władysław Anders – „ostatni hetman jagiellońskiej Polski" do dzisiaj nie doczekał godnego monumentu w Warszawie, co zapowiadał przesłuchujący go w Związku Sowieckim enkawudzista: „myślisz, że będziesz miał pomnik w Warszawie?", jednak na trwałe zapisał się w naszej pamięci.

Materiał powstał we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej

Droga na narodowy panteon prowadziła go przez ziemię włoską i Monte Cassino, ale wcześniej były: I Korpus Polski w Rosji, powstanie wielkopolskie, wojna z bolszewikami, wrześniowe boje 1939 roku. Znaczyły ją Krzyże Walecznych, Virtuti Militari i liczne rany odniesione w walce.

Dodatek Specjalny „Rzeczpospolitej”

Wielu jego zwycięstwom nie towarzyszył bitewny zgiełk, ale ich waga była nie mniejsza od tych orężnych. Ich listę otwiera uczynienie z łagierników, zesłańców – skazanych na powolną śmierć – żołnierzy Wojska Polskiego i wyprowadzenie ich z nieludzkiej ziemi wraz z tysiącami dzieci i kobiet.

Jeszcze w ZSRS generał rozpoczął poszukiwania zamordowanych oficerów, aby do końca swych dni pozostać strażnikiem pamięci ofiar zbrodni katyńskiej. Ostatni raz wystąpił publicznie w 1970 roku, w 30. rocznicę mordu popełnionego przez NKWD.

Po 1945 roku przyszło mu jeszcze przez ćwierć wieku toczyć zmagania na emigracji, bowiem wojna rozpoczęta niemiecko-sowiecką napaścią trwała dla niego nadal. Jak sam pisał – była to teraz „wojna o ciało i duszę Narodu". W zmaganiach tych głos generała brzmiał donośnie, a on sam stał się jednym z symboli walki i natchnieniem do niezłomnego trwania wbrew realiom politycznym przy idei suwerenności i całości Polski.

W obronie gwałtu na Niepodległej protestował przeciwko jałtańskiej zdradzie Zachodu. Po wybuchu wojny w Korei nie zawahał się tworzyć zalążków polskiej armii do walki z komunizmem.

Wiedział, że droga ku wolnej ojczyźnie wiedzie poprzez przekazanie niepodległościowego depozytu kolejnym pokoleniom. Stąd na całym szlaku Armii Polskiej w ZSRS i 2. Korpusu tworzył gimnazja, licea, szkoły zawodowe, wydawnictwa – m.in. w Rzymie wsparł powstanie Instytutu Literackiego, a w Wielkiej Brytanii stanął na czele Polskiej Macierzy Szkolnej.

Upominał się o prawa rodaków w kraju i tych, co pozostali za nową wschodnią granicą PRL. Zawsze w pierwszym szeregu, choć już nie w mundurze, w największej manifestacji emigracji niepodległościowej przeciwko wizycie Nikity Chruszczowa i Nikołaja Bułganina, w Londynie w 1956 roku czy podczas uroczystości milenijnych na stadionie White City z udziałem ponad 40 tysięcy zebranych.

Wolni Polacy nigdy nie zapomnieli generała. Kilka dni po jego śmierci w maju 1970 roku do warszawskiego kościoła pw. Świętego Krzyża przybyły tysiące rodaków, aby stanąć wokół pustego katafalku przepasanego biało-czerwoną flagą. W iluż świątyniach całej Polski odbyły się wtedy tłumne nabożeństwa żałobne...

Nie było mu dane wrócić do niepodległej ojczyzny, ale jak zauważyła Stefania Kossowska, „już dawno wjechał do Polski na swym białym koniu i zostanie w niej na zawsze, dokąd będzie trwała nasza historia".

Artykuł pochodzi z dodatku specjalnego „Rzeczpospolitej” pt.: „Generał Anders”. Partnerem dodatku jest IPN

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA