fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Wojna o Boga

Propagatorzy kultu rozumu przejęli wiele kościołów w całej Francji. Z ambon wygłaszali obrazoburcze kazania, jednocześnie katowali duchownych i wiernych, którzy nie wyrzekli się swojej religii
Wikipedia
W historii świata nie brakuje absurdalnych procesów Stwórcy. Pierwszy sięga panowania faraona Echnatona, a ostatni miał miejsce niespełna 12 lat temu.

We wrześniu 2007 r. senator stanowy z Nebraski Ernie Chambers pozwał do sądu samego Boga. Zarzucił Stwórcy największą masową zbrodnię w dziejach świata – śmierć wszystkich ludzi i dopuszczenie do niezliczonej liczby wojen, chorób i kataklizmów. „Skoro jest wszechmogący, to jak może pozwalać na takie potworności" – pytał Chambers. W opinii tego czarnoskórego senatora Bóg ponosi odpowiedzialność za „przerażające powodzie, skandaliczne trzęsienia ziemi, straszliwe huragany, potworne tornada, okrutne klęski głodu, dewastujące susze i ludobójcze wojny". Skoro Bóg jest wszechobecny – tłumaczył Chambers – może stawić się na proces w dowolnym miejscu na świecie. Nie ma więc powodów, aby nie mógł odpowiadać przed sądem w hrabstwie Douglas w stanie Nebraska. Nie trzeba mu też wysyłać zawiadomienia o rozprawie, ponieważ jest także wszechwiedzący.

Kontrrewolucja w Egipcie

Bóg był zawsze wielką nadzieją, ale u zawiedzionych wzbudzał niepohamowaną nienawiść. Przykładem tego jest reforma amarneńska z XIV w. p.n.e., znana też jako rewolucja amarneńska bądź herezja amarneńska faraona Amenhotepa IV, który zmienił imię na Echnaton. Uznał on, że jest tylko jeden prawdziwy Bóg i jest nim Aton, przedstawiany na malowidłach i płaskorzeźbach jako tarcza słoneczna – emanacja wszechmocnego boga słońca Ra.

Kult Atona nie był jedynie zjawiskiem o ściśle religijnym charakterze. To była rewolucja o charakterze ustrojowym zmieniająca niemal wszystko w polityce, gospodarce i sposobie administrowania państwem. I jak każda rewolucja musiała się skończyć brutalną kontrrewolucją, która wyznaczyła sobie za zadanie wymazanie krótkich rządów Echnatona z historii. Zniknąć też miał ślad po Atonie. Kontrrewolucjoniści nie przyłożyli się jednak do realizacji tego zadania. W wyniku złożonych i w znacznej mierze zapomnianych procesów kult jedynego Boga wyszedł z Egiptu i powędrował ze swoimi wyznawcami na Bliski Wschód. Ale to już inna historia.

Kult rozumu czy głupoty?

Zburzenie wielkiej świątyni Atona w Amarnie, niszczenie kamiennych wizerunków tarczy słonecznej Atona i faraona-heretyka Echnatona było przejawem tego, co będzie się działo w przyszłości, a co swoje apogeum osiągnie 32 wieki później, pod koniec epoki oświecenia we Francji. I znowu rewolucja wybrała sobie samego Boga za wroga. Jakobini, gdyby tylko mogli to zrobić, najchętniej poprowadziliby na gilotynę samego Stwórcę. Ale wobec jego absencji śmierć mieli ponieść jego przedstawiciele na ziemi, w tym sam król Ludwik XVI, który legitymował swoją władzę „bożą wolą". Ale nie tylko pomazaniec stracił życie, ku uciesze wiwatującej tłuszczy. Zamordowano około 100 tysięcy ludzi, z czego większość to byli ludzie niechcący odrzucić swoich zasad wiary. Ginęli księża i biskupi, zakonnicy i zakonnice. Zakazano jakiejkolwiek adoracji Boga, zastępując ją kultem rozumu – nową, oficjalną pseudoreligią gloryfikującą ludzki umysł i obyczajowy hedonizm. Chrześcijaństwo miało zostać wymazane z pamięci i obyczajowości Francuzów. Wymownym wprowadzeniem do tej rewolucyjnej „wiary" była masakra wrześniowa 1792 r. Paryski tłum zaatakował i zmasakrował konwój przewożący 24 tzw. niekonstytucyjnych księży – duchownych, którzy odmówili współpracy z nową władzą. Na wieść o tym ataku rozwścieczona tłuszcza ruszyła na inne więzienia, w których trzymano szlachtę i księży. Więźniowie byli mordowani w niewyobrażalnych męczarniach: nabijano ich na pale lub dosłownie siekano w plastry. Przyjaciółce królowej Marii Antoniny, księżnej Marii de Savoie-Carignan, obcięto głowę i obnoszono ją po mieście nabitą na kij.

Rozszalały tłum wpadał także do świątyń, gdzie rozbijano figury świętych i defekowano na święte obrazy. Propagatorzy kultu rozumu przejęli wiele kościołów w całej Francji. Na swoją centralną siedzibę wybrali katedrę Notre-Dame w Paryżu. Działy się tam iście dantejskie sceny. Z ambon wygłaszano obrazoburcze, antychrześcijańskie kazania, w czasie których w nawach kościoła katowano duchownych i świeckich chrześcijan, którzy nie wyrzekli się swojej religii. Szczególnie fanatycznym krzewicielem kultu rozumu był Joseph Fouché, późniejszy minister policji w czasach panowania Napoleona I Bonaparte. Być może dokonałby on jeszcze więcej zniszczeń kościołów w całej Francji, gdyby nie konflikt z Robespierre'em, który jako zadeklarowany deista krytycznie oceniał poczynania ateistów propagujących kult rozumu.

Napoleońska apokalipsa

Wielu wyznawców kultu rozumu trafiło po latach do armii napoleońskiej. I to oni odpowiadali za niszczenie bezcennych dzieł sztuki sakralnej w całej Europie. Dość wspomnieć, że latem 1792 r. wojska napoleońskie dokonały największej w historii grabieży i zniszczeń w papieskim Rzymie. Papież Pius VI wraz z wieloma kardynałami został uwięziony i osadzony we francuskiej twierdzy w Valence. 29 sierpnia 1799 r. zmarł otoczony kilkoma obojętnymi na jego cierpienia drabami w zatęchłej celi więziennej. Dozorca więzienia wysłał oświadczenie do rewolucyjnego rządu w Paryżu: „Ja, niżej podpisany obywatel, stwierdzam zgon niejakiego Braschi Giovanni Angelo, który pełnił zawód Papieża i nosił artystyczne imię Piusa VI i ostatniego". Przed śmiercią papież Pius VI miał powiedzieć: „Polećcie mojemu następcy wybaczyć Francuzom, tak jak ja im wybaczyłem".

My, Polacy, mamy bałwochwalczy stosunek do Napoleona Bonapartego, zapominając przy tym o rzeczywistej skali zbrodni dokonywanych przez wielką armię cesarza. Przypomina nam o tym nawet tak fanatyczny bonapartysta jak Adam Mickiewicz, który ustami Maćka Różeczki mówi w XII księdze „Pana Tadeusza": „Sam widziałem, kobiety w wioskach napastują, przechodniów odzierają, kościoły rabują! Cesarz idzie do Moskwy! Daleka to droga, jeśli Cesarz Jegomość wybrał się bez Boga!". Ktoś, kto sam czuł się bogiem wojny, nie potrzebował transcendentalnej konkurencji. W 1807 r. jego wojska ruszyły ku probrytyjskiej Portugalii, depcząc prawa obowiązujące w Hiszpanii. Przez kolejne pięć lat Hiszpanię dotknęła straszna wojna, w czasie której Francuzi niszczyli klasztory, kościoły i sanktuaria. Znowu Bóg stał się wrogiem numer jeden.

Hiszpańska groza

Wraz z wojskami napoleońskimi przyszła na Półwysep Iberyjski ideologia, którą jedni nazywali zarazą, a inni postępem, który dał przerażający plon 12 dekad później, kiedy Hiszpanię rozszarpała na strzępy wojna domowa między monarchistami a republikańskim lewactwem.

13 października 2013 r. papież Franciszek beatyfikował 512 hiszpańskich męczenników zamordowanych przez komunistów w latach 1936–1939. Wśród ofiar republikańskiej pożogi znalazło się trzech biskupów: Manuel Basulto z Jaén, Silvio Huix Mirapleix z Léridy i Manuel Borras z Tarragony, a także 82 księży diecezjalnych, 412 zakonników i zakonnic z 24 zakonów oraz 3 seminarzystów.

2 czerwca 1933 r. prezydent II Republiki Hiszpanii Niceto Alcalá-Zamora podpisał ustawę o wyznaniach i zgromadzeniach religijnych. Oznaczała ona likwidację katolickich zakonów w całym kraju. Oczywiście wiązało się to z zabijaniem tych duchownych, którzy stawiali opór. Niszczono kościoły, zabytkowe klasztory, bezcenne zabytki sztuki sakralnej. Gwałcono i mordowano zakonnice. Najdobitniej politykę tę podsumował minister Manuel Azana y Diaz, który stwierdził, że „wszystkie kościoły Hiszpanii razem wzięte nie są warte życia nawet jednego republikanina". I znowu tak jak blisko półtora wieku wcześniej fanatyzm ateistów zaczął przybierać absurdalną postać. Najbardziej wymownym tego przykładem była decyzja baskijskiego magistratu z Bilbao, który uchwalił zburzenie pomnika ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Oburzony prymas Hiszpanii, arcybiskup Toledo, kardynał Pedro Segura y Saenz, napisał w liście pasterskim z 6 maja 1931 r.: „Jeśli pozostaniemy »cisi i bezczynni«, jeśli pozwolimy poddać się »apatii i strachowi«..., to nie będziemy mieli prawa lamentować, gdy gorzka rzeczywistość pokaże nam, że zwycięstwo należało do nas, lecz nie wiedzieliśmy, co to znaczy walczyć jak dzielni rycerze gotowi na śmierć w chwale".

Pięć lat później okazało się, że prymas miał rację. Rozpoczęta w 1936 r. trzyletnia wojna domowa pokazała, do czego są zdolni ludzie – zarówno ci wierzący, jak i ci, którzy deklarują rewolucyjną wiarę w rozum. 9 lutego 1936 r. gazeta „El Socialista" pisała: „Jesteśmy zdecydowani zrobić w Hiszpanii to, co dokonało się w Rosji. Plan hiszpańskiego socjalizmu i rosyjskiego komunizmu jest taki sam". Rzeczywiście, komuniści hiszpańscy pokazali takie samo oblicze jak ich rosyjscy współtowarzysze.

Już 8 marca 1936 r. spalono w Kadyksie pięć kościołów, klasztor i szkołę katolicką. W ciągu zaledwie kilku tygodni zniszczono 170 kościołów i zabito 330 osób konsekrowanych. Łącznie tzw. strona rządowa zniszczyła ponad 22 tys. kościołów, czyli niemal połowę wszystkich hiszpańskich świątyń. Tzw. republikanie zabili ok. 7 tys. księży, zakonników i zakonnic, co stanowiło ok. 12 procent kleru całego kraju. Wymownym aktem barbarzyństwa były tzw. procesy Boga, kończące się rozstrzeliwaniem figur Chrystusa lub paleniem obrazów z jego wizerunkiem. Upiorną puentą hiszpańskiej rewolucji było wyciągnięcie z grobów w mieście Huesca zwłok zakonnic i księży i ułożenie ich w pozycjach kopulacyjnych. To z tamtych czasów pozostało w języku hiszpańskim określenie „trupi taniec", oznaczające wyciąganie z grobów trupów i tańczenie z nimi.

  

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA