Historia

Eisler: Plotki o nowych obozach koncentracyjnych

Jerzy Eisler, historyk, dyrektor warszawskiego oddziału IPN
Fotorzepa, Robert Gardziński
Jerzy Eisler, historyk, dyrektor warszawskiego oddziału IPN.

Rzeczpospolita: Dokładnie 50 lat temu podczas VI Kongresu Związków Zawodowych Władysław Gomułka odniósł się do Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia w następujący sposób: „Nie chcemy, by w Polsce powstała piąta kolumna".

Prof. Jerzy Eisler: Do końca nie wiadomo, co Gomułka miał na myśli. Na pewno tego określenia użył świadomie. Zresztą użył go również kilka dni wcześniej w Moskwie, podczas rozmowy z Leonidem Breżniewem. Nie wiem natomiast, czy rozumiał niezręczność tych słów. Po II wojnie światowej określenie „piąta kolumna" powszechnie odnosiło się do rozmaitych kolaborantów, zdrajców czekających na niemieckiego najeźdźcę. Nazwanie w ten sposób Żydów i osób żydowskiego podchodzenia 20 lat po Zagładzie było nie tyle niezręcznością, co skandalem. Słowa zostały źle odebrane przez część działaczy partyjnych, Gomułkę krytykowali m.in. Edward Ochab i Stefan Jędrychowski.

Słowa o piątej kolumnie są ściśle związane z wojną sześciodniową.

Była to wojna między wspieranymi przez ZSRR i kraje układu warszawskiego państwami arabskimi a Izraelem, wspieranym przez USA i Zachód. Wówczas w Polsce popularne było powiedzenie: „Nasi Żydzi pobili ich Arabów". Gomułka oczywiście znał to powiedzenie; doprowadzało go do wściekłości.

Jakie były następstwa słów Gomułki?

Dla części aktywistów partyjnych były one oznaką przyzwolenia, że wolno uderzać w towarzyszy żydowskiego pochodzenia. Był to początek kampanii antysemickiej, wówczas jeszcze mało widocznej, której apogeum przypadło na marzec i kwiecień 1968 r. Jej następstwem była fala emigracji, która do końca 1972 r. objęła łącznie ponad 15 tys. ludzi. Mówimy o ludziach, którzy z autopsji pamiętali Holokaust. Wśród Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia wiosną 1968 r. pojawiły się nawet plotki, że będą budowane obozy koncentracyjne. Dziś możemy się uśmiechać, że było to nieprawdopodobne. Ale wierze w te opowieści nie ma się co dziwić...

Na czym w praktyce polegała fala emigracji 1968 r.?

Wszyscy ubiegający się o zgodę na stały wyjazd musieli jako państwo docelowe zadeklarować Izrael. Nawet jeżeli wiedzieli, że nigdy tam nie dojadą, że będą mieszkać na Zachodzie. Był to dokument podróży, ale nie paszport, stwierdzający, że osoba legitymująca się nim, nie jest polskim obywatelem; dokument upoważniający do jednokrotnego przekroczenia granicy polskiej - bez prawa powrotu. Niemała część emigrantów dotarła do Izraela, spora grupa osiedliła się w Szwecji, Danii, we Francji i innych europejskich krajach.

I rzeczywiście preludium do tych wydarzeń była wojna sześciodniowa?

Wojna, a także pewne stereotypy, które są żywe do dziś, np. że za stalinizm w Polsce odpowiadają Żydzi. A odpowiadają zarówno towarzysze żydowskiego, jak i polskiego pochodzenia. Nie można powiedzieć, że aparat bezpieczeństwa był żydowską bezpieką. Choć rzeczywiście, zwłaszcza na kierowniczych stanowiskach, znajdowali się funkcjonariusze żydowskiego pochodzenia. Na przykład: płk Józef Różański, płk Józef Światło czy płk Anatol Fejgin. Warto też pamiętać, że w 1968 roku - w atmosferze presji, nacisku na wyjazd z kraju– wyjechało z Polski także niemałe grono byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej itd.

W tym Helena Wolińska, współodpowiedzialna za mord sądowy na gen. Fieldorfie.

To jeden z przykładów. Byli to ludzie, którzy niejednokrotnie mieli krew na rekach i powinni odpowiedzieć za zbrodnie z okresu stalinowskiego. Ale wyjeżdżali i za granicą z jednej strony tworzyli, wzniecali, rozdmuchiwali obraz polskiego antysemityzmu, z drugiej zaś sami kreowali się na jego ofiary. I wtedy nikt już nie widział w tych ludziach oprawców...

—rozmawiał Łukasz Lubański

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL