fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Rok 1989: Nie dogadywać się z komuną

W 1989 r. SW demonstrowała w stolicy pod hasłem „Jaruzelski musi odejść”. Manifestanci zablokowali rondo w centrum miasta (na zdjęciu), doszło do starć z policją, która użyła armatek wodnych.
Reporter, Andrzej Iwanczuk
Idziemy więc dalej różnymi drogami, ale przecież do tej samej wolnej Polski – pisał Morawiecki.

W rok 1989 Solidarność Walcząca wchodziła z ukrywającym się, po nielegalnym powrocie do Polski w sierpniu 1988 r., Kornelem Morawieckim, kilkunastoma oddziałami w całym kraju i za granicą oraz tysiącami członków i sympatyków organizacji. Dwa przełomowe wydarzenia tego roku, czyli rozmowy Okrągłego Stołu (luty–kwiecień) oraz wybory z 4 i 18 czerwca, nie wpłynęły na zmianę stanowiska i postrzegania celu, do jakiego dążyła organizacja. Był on jasno i wyraźnie artykułowany przez Kornela Morawieckiego i całe środowisko SW, a składały się na niego przede wszystkim: walka z komunistami, bez prób porozumienia, dogadania się, dążenie do całkowitego upadku systemu; stworzenie Rzeczypospolitej Solidarnej, której podstawą byłyby wolne wybory i powstanie silnych samorządów ograniczających władze parlamentokracji, czynny opór i samoobrona, lecz z wyrzeknięciem się terroryzmu i zasady, że cel uświęca środki, zgodna współpraca ze wszystkimi siłami mającymi na celu wolność, solidarność, niepodległość Polski.

Równolegle władze traktowały organizację jako „skrajnie wrogą, deklarująca prowadzenie walki politycznej z zastosowaniem wszelkich dostępnych środków, z metodami terroru włącznie". Z punktu widzenia władz SW miała być synonimem najbardziej ekstremalnego nurtu opozycji, który należało zmarginalizować, zohydzić w społeczeństwie i całkowicie wyeliminować z życia publiczno-politycznego.

Muszą oddać władzę nad gospodarką

Aby zrozumieć postawę SW w 1989 r., trzeba się cofnąć do połowy 1988 r. i sytuacji po wygaszonych przez Lecha Wałęsę strajkach, które wybuchły w sierpniu tamtego roku. SW krytykowała w tym czasie koncepcję rozmów z władzami i dostrzegała rodzące się niebezpieczeństwo zbratania reżimu z umiarkowaną opozycją i reformowania (a nie obalenia) systemu na zasadach władz. We wrześniu 1988 r. Kornel Morawiecki w artykule „Solidarność – tak, wypaczenia – nie" jednoznacznie stwierdzał, że podjęcie rozmów przez Lecha Wałęsę z szefem MSW gen. Czesławem Kiszczakiem było błędem. „»Solidarność Walcząca« zawsze postulowała relegalizację »S« także wtedy, gdy przywódcy związkowi mówili jedynie o pluralizmie lub »pakiecie antykryzysowym«. Dziś jednak ten postulat – to mało. By powstrzymać upadek kraju i zapobiec katastrofie trzeba nie tylko legalnej »S« i zasadniczej liberalizacji ustawy o stowarzyszeniach. Trzeba więcej – komuniści muszą oddać władzę nad gospodarką". Czy komuniści byli gotowi na taki krok, Morawiecki wątpił i dlatego, według niego, próby dogadywania się Wałęsy z Kiszczakiem były grą na przerzucenie na „S", a dalej na społeczeństwo, odpowiedzialności za stan państwa.

W październiku Morawiecki poszedł dalej i w artykule „Nie grać z szulerami" napisał: „Wszystko wskazuje na to, że stara ekipa generała znowu, jak w 1981 r., gra nieuczciwie. Co chcecie osiągnąć? Parę lat względnej stabilizacji murszejącego systemu. Jakim sposobem? Popuszczając nieco gospodarkę i zaciągając nowe kredyty przy jednoczesnym zaciskaniu pasa ogółowi i rozmyciu odpowiedzialności za efekty swych rządów. Nie można też wykluczyć prób powtórki 13 grudnia. Wydaje się więc, że dalsze rozmowy wokół okrągłego stołu i przy nim byłyby tylko łudzeniem siebie, polskiego społeczeństwa i Zachodu".

W styczniu 1989 r. działacz SW Zbigniew Jagiełło w artykule pod wymownym tytułem „Reformować system czy obalać" napisał jednoznacznie: „Aby życie w Polsce toczyło się zgodnie z wolą społeczeństwa i z korzyścią dla niego, muszą rządzić nim wybrani przez niego przedstawiciele. Komuniści nigdy się na to nie zgodzą. To oznaczałoby dla nich utratę władzy i znalezienie się na śmietniku historii. W tym jednym trzeba im dopomóc. Należy więc organizować społeczeństwo, aby obalić rządy komunistów. Pogląd ten trzeba artykułować otwarcie i głośno, aby przeciwdziałać zarazie zgody na stan obecny, jaką niesie za sobą ugodowa polityka, polityka błąkania się po klatce, która do niczego nas nie doprowadzi, zawsze natkniemy się na kraty".

Te jasne i klarowne wywody członków Solidarności Walczącej (Morawiecki nie uprawiał politykierstwa i modnego dziś PR) określały na następne miesiące postępowanie SW wobec rozmów Okrągłego Stołu oraz późniejszych, koncesjonowanych wyborów. Warto jednak zaznaczyć, że jakkolwiek swoimi działaniami SW kontestowała rozmowy części strony solidarnościowej z władzami, to nie atakowała związku jako całości, jako ruchu, przez cały czas podkreślając swoje korzenie oraz chęć podtrzymania idei, z której ten ruch społeczny wyrósł. Inaczej było z drugiej strony. Działacze „S" oraz Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie nie ustawali w atakach na wizję przyszłości prezentowaną przez SW oraz oczerniali Kornela Morawieckiego i inne osoby związane z jego organizacją, obwiniając ich o rozbicie jedności podziemnego związku, nierealistyczne myślenie, radykalizm oraz powiązania z SB.

Giedroyc na prezydenta

Od kwietnia 1989 r. SW zaczęła wybijać na sztandary jeden postulat, mianowicie wolnych wyborów. Choć z radością i uznaniem witała ona legalizację Solidarności (17 kwietnia) i deklaracje władz o pójściu w stronę gospodarki rynkowej, to kontrakt wynegocjowany przy Okrągłym Stole był dla organizacji nie do zaakceptowania. Choćby dlatego już od 30 maja stanowczo protestowała przeciwko kandydaturze Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta. Hasło „Generał musi odejść" było od tej pory jednym z warunków sine qua non realizacji drogi do obalenia komunizmu.

Wybory czerwcowe SW zbojkotowała. 5 czerwca ukazało się oświadczenie Kornela Morawieckiego dotyczące nieoficjalnych wyników (według nich tylko dwóch z 35 kandydatów z tzw. listy krajowej, z której startowała partyjno-państwowa czołówka działaczy reżimu, zdołało wejść do Sejmu). Przewodniczący SW napisał: „Okazała się dojrzałość Polaków. Ludzie nie ulegli oficjalnej propagandzie. I tylko można pożałować Lecha Wałęsy, który nie wiadomo po co swym autorytetem ratował listę krajową. Ale znaczna część społeczeństwa nie uległa również agitacji komitetów obywatelskich, rozgłośni zachodnich i niektórych księży odmawiających racji bojkotowi. Idziemy więc dalej różnymi drogami, ale przecież do tej samej wolnej Polski". Za sukces uznał 38-proc. absencję wyborczą, a jeszcze wyższą wśród młodzieży, co odczytał jako totalną niezgodę młodych Polaków na komunizm.

Po wyborach SW szukała swojego miejsca na mapie politycznej Polski. Nie zamierzała składać broni w walce o ideały. Jednocześnie była zaciekle atakowana i inwigilowana przez SB. Nadal próbowała zdezawuować kandydaturę gen. Jaruzelskiego na prezydenta Polski. 8 czerwca 1989 r. Morawiecki, w liście do senatorów i posłów z list Komitetu Obywatelskiego „S", nazwał ją „policzkiem zniewagi dla narodu". Namawiał do protestu przeciwko Jaruzelskiemu, w zamian podsuwając zaskakującą kandydaturę Jerzego Giedroycia, który według niego „jak żaden z żyjących Polaków, łączył [...] czyn i myśl, prawość i politykę, Kraj i Emigrację". Giedroyc nie zgodził się kandydować.

Pozostając w ciągłym sprzeciwie

Morawiecki nie krył rozczarowania postawą Wałęsy i jego obozu po 4 czerwca 1989 r. Polityczny zwrot dopuszczający zmianę ordynacji wyborczej pomiędzy pierwszą i drugą turą wyborów, możliwość ponownego głosowania na listę krajową, potęga umów okrągłostołowych spowodowały, jak pisał, „gorycz i złość".

Następne tygodnie wypełniła SW walka o wywarcie presji na parlamentarzystów, aby nie dopuścić do głosowania nad kandydaturą Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta. 22 czerwca 1989 r. w całym kraju odbyły się manifestacje pod hasłem „Jaruzelski musi odejść". 19 sierpnia premierem został Tadeusz Mazowiecki. Nadal ukrywający się Kornel Morawiecki (kilku działaczy SW już się wcześniej ujawniło) wysłał do niego list, pisząc: „Życzę Panu, żeby za Pańskiej kadencji rozkład komunizmu następował szybciej niż jego dopasowywanie się do nowej sytuacji. Życzę żeby z punktu i zdecydowanie rozszerzyła się przestrzeń wolności. Pod tym kątem nasza organizacja, pozostając w ciągłym sprzeciwie wobec systemu i w opozycji wobec rządu ciągle nie odzwierciedlającego woli narodu, będzie obserwować i publicznie oceniać Pańskie prace na stanowisku Premiera".

Kolejne miesiące zaangażowania SW to między innymi udział w manifestacjach z okazji dziewiątej rocznicy strajków sierpniowych oraz ósmej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. SW nie poddawała się i zamierzała dalej walczyć o demokratyzację państwa, całkowite obalenie komunizmu, wyprowadzenie wojsk sowieckich z Polski i ponowne zaszczepienie w Polakach idei solidaryzmu społecznego. Na pytanie, dlaczego walczyć, Kornel Morawiecki zawsze odpowiadał niezmiennie: „Aby żyć. Wolni i solidarni".

Na koniec warto wspomnieć, że ostatnie rozpracowanie operacyjne (kryptonim „Ośmiornica") prowadzone przez Służbę Bezpieczeństwa wobec Solidarności Walczącej zamknięto dopiero w maju 1990 r., już po przyjęciu przez Sejm ustawy o likwidacji SB. Organizacja należała do najdłużej i najzacieklej tropionych przez służby specjalne PRL. Ale to już inna historia.

Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA