fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Berek zapoznany – los kapitana Notkiewicza

Zbiory Andrzeja Nieuważnego
Autor tego tekstu kupił kiedyś wydany w 1858 r. tom „Cmentarza Powązkowskiego” Kazimierza Wójcickiego, kopalnię opowieści o Polakach pierwszej połowy XIX w.

Tom okazał się bogaty nie tylko tekstem czy litografiami. Jego cztery ostatnie (białe) strony wypełniają bowiem zapiski właściciela, Cypriana Pomaskiego, który w 1866 r. utrwalił wspomnienia swego przyjaciela, byłego oficera Legionów – Karpińskiego. Wśród uwag o ludziach i rzeczach jest i ta:

„Notkiewicz rzeczywiście nazywał się Notkie, a zapewne zdrobniale – Nuta i był wyznania mojżeszowego. Za odznaczenie w boju dostąpił stopnia officerskiego. Skromny, a przy tem oszczędny, często brany był na fundusz i wyzywany przez officerów na pojedynek, który zwykle kończył się poczęstunkiem z kieszeni Notkiewicza. Sprzykrzyło mu się to nareszcie. Wyzwany za jakąś bagatelną sprzeczkę przez kolegę, odpowiedział śmiało: „No kiedy chcesz, to ci i stanę”. Pojedynek miał się odbyć na pałasze. Karpiński sekundował Notkiewiczowi. Przyszło wreszcie do rozprawy. Przeciwnik wyzywający, twardo nacierany, począł ustępować tyłem coraz prędszym krokiem. Wówczas Notkiewicz zawołał: „No co ty sobie myślisz? Czy ja mam pocztę najmować, by za tobą gonić?”. Śmiech ogólny zakończył pojedynek, a wesoła biesiada – tą razą kosztem wyzywającego wyprawiona, długo w noc się przeciągnęła. Odtąd Notkiewicz wolny był od żarcików, bo poznano, że nie da sobie w kaszę dmuchać.

Notkiewicz rzeczywiście nazywał się Notkie, a zapewne zdrobniale – Nuta i był wyznania mojżeszowego. Za odznaczenie w boju dostąpił stopnia oficerskiego

Nie pamiętam, w jakim mieście we Włoszech, zdaje mi się w Mediolanie, w czasie parady niedzielnej jakiś Żyd starowina z sakwami przewieszonymi przez plecy podchodzi, gdzie generał Dąbrowski stał ze świtą i przemawia: „Z przeproszeniem WW Państwo, jestem z Polski”. Ucieszeni, że na obcej ziemi spotykają rodaka i mowę polską słyszą, mile go witają i pytają – co tu robi? „No przecież ja tu mam syna przy wojsku, Notkie”. Natychmiast wołają Notkiewicza, który ze łzami całował ręce Ojcowskie. Generał Dąbrowski na przyjęcie rodaka wyprawił świetną ucztę i sprosił wszystkich officerów. Podczas obiadu gość na pierwszym miejscu był posadzony – opowiadał wiadomości o Ojczyźnie, jak je widział i pojmował. W końcu generał Dąbrowski zaproponował składkę na wygodniejszy powrót do kraju starego Notki i ten za chwilę miał kilka tysięcy złotych w swoich sakwach”.

W tym, zapewne upiększonym, wspomnieniu (tysiące złotych w legionowych kieszeniach!) uderza braterski stosunek do oficera – Izraelity (jednak – tak jak Berek – prowokowanego często przez kolegów) oraz przyjęcie ojca przez legionistów jako rodaka. Dziesiątki lat dzielące wypadki od zapisanej już po powstaniu styczniowym opowieści weterana zrobiły swoje.Czy opowieści te mijają się jednak z prawdą? Nie, Notkiewicz istniał naprawdę. Według dokumentów Maciej (franc. Mathieu), syn Szymona i Marii-Anny, urodził się w 1776 r. w Warszawie. Tak jak Berek, w 1798 r. wstąpił jako podporucznik do Legionów, a kapitanem został już w stacjonującej na Śląsku Legii Polsko-Włoskiej (lato 1807 r.). Kawalerem Legii Honorowej zaś w grudniu 1809 r., służąc w Hiszpanii pod Chłopickim wraz z wyłonioną z poprzedniej formacji Legią Nadwiślańską. Gdy po upadku Napoleona potwierdzi swe zasługi, przeliczając odpowiednio kampanie, wpisze w stan służby 31 lat (efektywnie 14), cztery miesiące i 20 dni.

Za Pirenejami urwało się jednak szczęście świetnego oficera, dowodzącego przejściowo batalionem 1. Pułku Legii. Jak pisze Stanisław Kirkor, gdy „w 1811 r. był [on] komendantem we Flix nad Ebro, został oskarżony o zdzierstwa w stosunku do ludności i aresztowany. Komisja badawcza [...] rozpatrywała tę sprawę i 22 stycznia uznała go winnym. [...]. Nie był jednak postawiony przed sądem wojennym, odszedł z Legią do Francji i po przybyciu do Paryża został 22 marca 1812 r. zwolniony ze służby z przyznaniem mu pensji płatnej we Francji”.

Legia Honorowa i wciągnięcie przez Napoleona na listę szlachty Cesarstwa (chevalier de l’Empire) sprawiły, że nie miał kłopotów z naturalizacją

Badająca genealogię Żydów paryskich Stéphane Toublanc dopowiedziała ostatni rozdział historii Notkiewicza. Legia Honorowa i wciągnięcie przez Napoleona na listę szlachty Cesarstwa (chevalier de l’Empire) sprawiły, że nie miał kłopotów z naturalizacją. Małżeństwo z Rosette Gins (1815) wprowadziło 40-letniego weterana (w akcie ślubu wpisano mu zawód kramarza) w rozgałęzione i zaradne rodziny Polaków i Hamburgów. Choć w dokumentach francuskich nie ma słowa o wyznaniu Notkiewicza, związki małżeńskie jego i następnego pokolenia zawierane będą wciąż tylko wśród Żydów. Jednak dzieci Macieja (umrze w Paryżu w 1850 r.): Armand, Louis i Émile oraz ich potomstwo wchodzić będą coraz szerzej pomiędzy chrześcijan, robiąc kariery, których warszawski kupiec Szymon nie mógłby nawet dla wnuków wymarzyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA