Historia

Józef Zawadzki: Drukarz obojga narodów

W 1805 r. w Wilnie Józef Zawadzki został dzierżawcą uniwersyteckiej oficyny wydawniczej. Drukował m.in. podręczniki akademickie i literaturę piękną, prace Śniadeckich, Lelewela, Niemcewicza, a nawet „Ballady i romanse” Mickiewicza.
NAC
Przedsiębiorczość, rynek, książka, Wilno. Co łączy te motywy? Intrygująca biografia Józefa Zawadzkiego.

Historia literatury w postaci wiedzy przekazywanej na wczesnych etapach edukacji oraz w ujęciach popularnych koncentruje się przede wszystkim na biografiach twórców, walorach ich dzieł oraz charakterystyce estetycznej i ideowej specyfiki epok, które reprezentowali. W ten sposób służy budowaniu i utrwalaniu kanonu literatury narodowej, którego rangi w kształtowaniu się tożsamości narodowej – zwłaszcza w ostatnich dwóch stuleciach dziejów Polski – nie można przecenić. Zarazem jednak z tak wykrojonego pola zainteresowań wykluczony zostaje (lub przynajmniej zepchnięty na margines) wymiar materialny, instytucjonalny i ekonomiczny życia literackiego. A przecież utwór literacki nie istnieje w  próżni, trafia do czytelnika jako rezultat procesu wydawniczego i przedmiot obiegu handlowego; jest, choć określenie to wciąż może wydać się komuś zbyt prozaiczne, towarem wyprodukowanym w określonej formie i mającym swoją cenę.

Nawet w tych okresach historycznych, gdy literatura była wcieleniem i pokarmem postawy patriotycznej, instrumentem oporu wobec obcej, represyjnej władzy, książki musiały być drukowane i sprzedawane. Taki był polski wiek XIX, stulecie nieustannej walki z zaborcami, zwłaszcza z imperialną Rosją, bo to na zagarniętym przez nią obszarze dawnej Rzeczypospolitej narodził się nasycony ideą narodową polski, Mickiewiczowski romantyzm. Tutaj też, niejako w tle polskiej walki o przetrwanie i suwerenność, toczył się inny proces narodowotwórczy: kształtowało się poczucie odrębności narodowej Litwinów. Aktywnymi i niezbędnymi, chociaż nieco zapomnianymi uczestnikami i kreatorami tych nurtów zdarzeń byli ci, którzy idee, strofy i manifesty sformułowane przez pisarzy i myślicieli udostępniali ich adresatom, czyli wydawcy i księgarze. Warto podkreślić, że ich społeczna rola nie sprowadzała się tylko do pośrednictwa między autorami a czytelnikami. Prowadzone przez nich zakłady i punkty handlowe były na ziemiach polskich zwiastunami nowoczesnej struktury gospodarczej, budowanej na wzór zachodniej mieszczańskiej przedsiębiorczości w warunkach, które takiej ewolucji zdecydowanie nie sprzyjały.

Wśród pionierów w tej dziedzinie na szczególną uwagę zasługuje ród Zawadzkich, w pierwszym rzędzie prekursor rodzinnej profesji – Józef Zawadzki. Drukarz, założyciel prężnego wydawnictwa i sieci księgarskiej, innowator i śmiały w swych przedsięwzięciach kapitalista, świadek i po części „współsprawca" rozkwitu polskiego romantyzmu w jego wileńskiej kolebce, doczekał się, niezbyt obszernej co prawda, monografii oraz przywołań zarówno w pracach historyków rodzimych, jak i litewskich, bo zapisał się w annałach obu literatur. Niezależnie od jego zasług dla piśmiennictwa w dwóch językach Zawadzki jest też postacią reprezentatywną dla pierwszego bodajże pokolenia mieszczan inicjujących na ziemiach polskich długotrwałe przemiany modernizacyjne systemu ekonomicznego, wciąż jeszcze zdominowanego przez porządek feudalny, bardzo silnie zakorzeniony na obszarze byłego Wielkiego Księstwa. Co więcej, jego biografia wieloma więzami splata się z ważnym etapem w dziejach Uniwersytetu Wileńskiego, najważniejszego ośrodka naukowego i oświatowego w zaborze rosyjskim w pierwszych dekadach XIX w. To terytorialne uwikłanie Zawadzkiego także składa się na obraz formowania się polskiego kapitalizmu. Przyszły wydawca bowiem, którego nazwisko w opracowaniach litewskich pojawia się często w formie „Juozapas Zavadskis", nie pochodził z Wileńszczyzny ani w ogóle z obszarów, które określamy mianem Kresów. Przybył do Wilna już jako człowiek dorosły na zlecenie pracodawcy, cechowała go więc ruchliwość i elastyczność właściwa skupionej na kwestiach ekonomicznych kulturze mieszczańskiej. I przywiózł ze sobą doświadczenie i koncepcje, które przyczyniły się do ocalenia Wilna przed degradacją do roli prowincjonalnej miejscowości na mapie imperium rosyjskiego.

Kapitalista w Wilnie

Józef Zawadzki urodził się w Koźminie pod Poznaniem w 1781 r. Podstaw zawodu księgarskiego uczył się, asystując doświadczonym księgarzom w Poznaniu, we Wrocławiu, a przede wszystkim w Lipsku, jednej ze stolic europejskiego ruchu księgarskiego, siedzibie targów książki o międzynarodowym prestiżu. Przyjazd do Wilna był dla Wielkopolanina wyzwaniem: Zawadzki rychło się zorientował, że ma przed sobą ogromną pracę. Wezwał go tu kupiec wileński Jan Florian Bietsch, jego pierwszy miejscowy przełożony, oferujący klientom swoich sklepów m.in. książki. Rynek księgarski jednak w tym czasie w Wilnie praktycznie nie istniał, książki o niewielkiej wartości sprzedawano wśród towarów galanteryjnych. Zawadzki miał być subiektem doradzającym miejscowym damom w wyborze poszukiwanych przez nie francuskich romansów. Wkrótce jednak znalazł zajęcie znacznie lepiej odpowiadające jego kwalifikacjom i aspiracjom. Kiedy w 1803 r. istniejący tymczasowo jako Powszechna Szkoła Wileńska Uniwersytet Wileński odzyskał za przyzwoleniem cara swój status akademicki, władze uczelni przeprowadziły poważną reorganizację. Jednym z jej efektów była decyzja o zmianie sposobu funkcjonowania zaniedbanej od dawna drukarni uniwersyteckiej, a także nieprzynoszącej zysków księgarni. Zawadzki, który założył już wcześniej w Wilnie własną drukarnię, w 1805 r. został dzierżawcą uniwersyteckiej oficyny. Niebawem poprowadził również księgarnię.

Pozostając pod opieką księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, w tym czasie cieszącego się przychylnością cara Aleksandra I, Józef Zawadzki rozwinął w Wilnie prawdziwy przemysł wydawniczo-księgarski. Drukował podręczniki akademickie i inne pozycje naukowe, rzadziej dzieła literatury pięknej, ale za to w budzących podziw ówczesnej publiczności literackiej edycjach. Jako orędownik myśli oświeceniowej publikował prace Śniadeckich, Lelewela, Bernatowicza i Niemcewicza.

Zawadzki zmodernizował wyposażenie drukarni, aby typografię w swoim zakładzie podnieść do rangi sztuki, co zresztą udało mu się znakomicie – wydawnictwa sygnowane nazwą jego firmy zdobyły uznanie we wszystkich zaborach i za granicą. Staranności w przygotowaniu tekstu domagał się już od autorów, ale im nie dowierzał i dlatego jako pierwszy wileński wydawca (i jeden z pierwszych na ziemiach polskich) zatrudniał na etacie korektora. Udało mu się zgromadzić zestaw czcionek, dzięki którym drukarnia dysponowała składami do wydawania książek w najważniejszych językach europejskich, wszystkich językach regionu, a także po łacinie, grecku, hebrajsku i arabsku. Doceniał rangę wydawanych dzieł, ale potrafił też dokonać ich trafnej wyceny i przewidzieć popyt. W związku z tym, aby sfinansować publikację wartościową poznawczo, ale niekoniecznie oczekiwaną przez odbiorców, wprowadzał równocześnie do sprzedaży pozycje niebudzące zachwytu elit intelektualnych, ale popularne wśród czytelników. Krótko mówiąc, kierował się rachunkiem ekonomicznym i rozpoznaniem rynku, co w mieście z jednej strony szczycącym się bardzo prężnym ośrodkiem naukowym, z drugiej oddalonym od europejskich centrów kultury było zadaniem dosyć trudnym. Co warte podkreślenia, Zawadzki radził też sobie znakomicie jako księgarz. Jednym z jego największych osiągnięć było ogromne wzbogacenie oferty w prowadzonej księgarni oraz jej filiach (pierwszą była warszawska, powstała również kolejna w Kijowie) i nawiązanie kontaktów handlowych z księgarzami z innych miast polskich. Rzecz to z pozoru łatwa, ale przypomnijmy sobie, że dobrze prosperujące księgarnie były usytuowane w dużych miastach, a te zostały podzielone między trzech zaborców, tak więc relacje handlowe z Krakowem czy Poznaniem wymagały uwzględnienia wszystkich zabiegów administracyjnych i nakładów finansowych związanych z wymianą międzypaństwową i cłem. Dzięki tym staraniom drukarnia, a potem księgarnia przynosiły wreszcie zyski. Nic dziwnego zatem, że luminarze uniwersyteccy, którzy powierzyli Zawadzkiemu funkcję oficjalnego typografa uczelni, gdy przyszła pora, przedłużyli tę umowę.

Działalność wydawnicza nie była jedyną formą udziału Zawadzkiego w życiu kulturalnym Wilna. Środowiska związane z uniwersytetem z radością przyjęły wskrzeszenie przez niego „Dziennika Wileńskiego" w 1814 r. Wydawca włączał się też w działalność licznych zrzeszeń, z których część przynajmniej, poza aktywnością definiowaną przez nazwę i statut, pielęgnowała też myśl narodową. Grupy takie jak Towarzystwo Filomatów czy równie słynne Towarzystwo Szubrawców miały na celu przede wszystkim krzewienie wiedzy i czytelnictwa, zrozumiałe więc, że Zawadzki chętnie angażował się w ich przedsięwzięcia lub przynajmniej je wspierał, często z własnych funduszy. Przystąpił też, zapewne z podobnych przyczyn, do jednej z popularnych w owym czasie lóż masońskich. Księgarnia stała się miejscem spotkań wileńskiej elity, a przede wszystkim studentów. Z kręgami wykładowców i ich podopiecznych pozostawał więc Zawadzki w stałym kontakcie. Właśnie dzięki związkom z tym gronem miał wkroczyć do historii literatury polskiej, ale też z ich powodu doświadczyć najpoważniejszego kryzysu w swojej karierze zawodowej.

Wydawca i młodzież, czyli romantyzm

Oficyna uniwersytecka po osiągnięciu stabilności finansowej zatrudniała ponad 30 pracowników. Można przypuszczać, że byli to w większości ludzie młodzi, zdobywający umiejętności zawodowe pod kierunkiem swojego pracodawcy, bo doświadczonych specjalistów w tej branży po prostu w Wilnie ani na Litwie nie było. Towarzystwo to, wbrew potocznym wyobrażeniom, było obdarzone sporym temperamentem. Świadczą o tym zachowane w archiwach dokumenty sądowe – Zawadzkiemu nieraz przyszło wydobywać swoich podwładnych z poważnych przygód z policją.

Spotkania z ludźmi młodymi były więc dla wydawcy codziennością. Klientelę księgarni stanowili studenci, ich w znacznej mierze otaczały opieką wspomniane towarzystwa, oni sami je nierzadko współtworzyli. W drugiej dekadzie XIX w. relacje te owocowały wzrostem popularności firmy Zawadzkiego i przekładały się na żywe i życzliwe przyjęcie jego inicjatyw również przez ludzi młodszych od niego, aczkolwiek wychowanych jeszcze w duchu idei oświeceniowych. Lata te ugruntowały pozycję Zawadzkiego jako wydawcy i należały do najświetniejszych w dziejach całej kierowanej przez niego instytucji. Przedsiębiorca mógł więc poświęcać czas na tworzenie projektów reformowania rynku księgarskiego w Królestwie Polskim oraz w guberniach wileńskiego okręgu szkolnego.

Ale epoka względnej pomyślności nie trwała długo. Zbliżał się przełom romantyczny, dojrzało już pierwsze pokolenie twórców tego brzemiennego dla polskiej literatury i świadomości narodowej zjawiska. Romantyzm, paradoksalnie, przyniósł wydawcy wczesnych utworów Mickiewicza – w przyszłości pomnikowego symbolu polskiej poezji romantycznej – dwie dotkliwe porażki.

Przede wszystkim, Zawadzki nie potrafił znaleźć wspólnego języka z młodymi „buntownikami". Nie dostrzegł początkowo nic obiecującego w strofach Mickiewicza i jego przyjaciół, a że konsekwentnie kierował się twardymi regułami kapitalizmu, nie podjął ryzyka zainwestowania w tak niepewne przedsięwzięcie artystyczne. Najpierw w ogóle nie był zainteresowany publikowaniem ballad wieszcza i po prostu odmówił wydania jego młodzieńczych poezji własnym sumptem, potem bez entuzjazmu zgodził się na to na swoich warunkach, to znaczy zastrzegając, że podejmie się jedynie wydrukowania zamówionej i sfinansowanej z innych źródeł publikacji. Fundusze w końcu się znalazły: jedną ze skutecznych metod ich gromadzenia w owym czasie była prenumerata, czy też raczej przedpłaty na poczet mającej się ukazać książki. Pierwsze dwa tomy poezji ukazały się więc (trzeciego Mickiewicz nie zdążył przygotować, bo musiał opuścić Wilno), ale niesmak pozostał. Młodzi romantycy, oceniający Józefa Zawadzkiego już wcześniej bez życzliwości jako wyrachowanego kupca, dla którego najważniejsze jest powodzenie w interesach – faktem jest, że dla studentów z niezamożnych rodzin drobnoszlacheckich księgarnia Zawadzkiego była droga i przez to niedostępna – po chłodnym przyjęciu utwierdzili się tylko w swej niechęci do wydawcy.

Trzeba jednak pamiętać, że wówczas chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, czym dla Polaków stanie się w nieodległej przyszłości spuścizna romantyczna. Po drugie, gdy władze rosyjskie uderzyły w organizacje zrzeszające studentów i młodzież szkolną, gdy rozpoczęły się stanowiące istotny element nie tylko historii, ale wręcz mitologii narodowej śledztwa i procesy wileńskie, które zakończyły się wyrokami skazującymi, gehenną zesłań i wymuszoną emigracją najwybitniejszych twórców z tej generacji, Zawadzki niejako mimowolnie znalazł się wśród oskarżanych, choć nie postawiono go przed sądem. On bowiem publikował prace profesorów, którzy sprzyjali „spiskowcom" i podsycali płomień myśli niepodległościowej. On również dostarczał braci studenckiej niewłaściwych, jak się w toku śledztwa okazało, podręczników.

W rezultacie Zawadzki stracił stanowisko typografa uniwersyteckiego i głównego dostawcy lektur akademickich, przychylność administracji carskiej i, co ważniejsze, poparcie Uniwersytetu zarządzanego teraz przez nowego rektora i nowych decydentów, całkowicie lojalnych wobec zaborcy. Wydawnictwo przetrwało ten kryzys, a Zawadzki mógł poświęcić się w nawet większym stopniu swoim pasjom bibliograficznym, z których miała się zrodzić jedna z pierwszych bibliografii piśmiennictwa polskiego, przygotowana przez współpracownika Zawadzkiego, Adama Jochera, znana pod tytułem „Obraz bibliograficzno-historyczny literatury i nauk w Polsce". Rangi oficyny uniwersyteckiej przedsiębiorstwo już jednak nie odzyskało, zresztą wkrótce potem przetoczyło się przez ziemie zaboru powstanie, a po jego upadku Uniwersytet Wileński został na długie lata zlikwidowany. Zmieniła się sytuacja polityczna, rozwiały się wszelkie złudzenia, nastał czas represji. Zawadzki nie poddał się i czuwał nad swoją firmą aż do śmierci w 1838 r., dopilnował też, aby oficyna o tak znakomitej marce pozostała w rękach rodziny. Kontynuatorem jego dzieła był syn, Adam.

Zawadzcy i Litwini

Bardzo interesującym, a na ogół w polskich publikacjach pomijanym lub tylko wzmiankowanym wątkiem w dziejach zakładu Józefa Zawadzkiego – bo do kresu swego istnienia wydawnictwo funkcjonowało pod imieniem założyciela – jest udział oficyny w rozwoju piśmiennictwa litewskiego. Za życia Józefa Zawadzkiego publikacji w języku litewskim ukazało się niewiele, ponieważ niewiele ich powstawało bądź istniało wcześniej. Kwestia ta wymaga krótkiego wyjaśnienia. W czasach świetności firmy i młodości jej twórcy język litewski nie posiadał jeszcze właściwie swojej postaci literackiej, pisanej. Po litewsku mówiła przede wszystkim wieś na północy byłego Wielkiego Księstwa, a więc na obszarze Litwy etnicznej. Nie czytano jednak prawie i nie pisano po litewsku, jeśli nie liczyć rzadkich wyjątków w postaci tekstów o charakterze religijnym, wychowawczym, dokumentów prawnych i prac naukowych, głównie językoznawczych. Ich autorzy jednak sami ustalali reguły pisowni, a popyt na ich prace był niewielki, bo miejscowa społeczność czytelnicza, traktująca swą „litewskość" jako odrębność lokalną i kulturową, nie narodową, o czym świadczyć mogą największe dzieła Mickiewicza, jak „Pan Tadeusz", za jedyny język literatury uważała polski. Poczucie przynależności do narodu polskiego nie kolidowało z określaniem się mianem Litwina. Wyraźną zmianę tego stanu rzeczy wskazać można dopiero w drugiej połowie XIX stulecia, gdy język litewski stał się fundamentem dla budowania tożsamości litewskiej postulującej odrębność i suwerenność Litwinów jako osobnego, niepolskiego żywiołu etnicznego. Wtedy też wydawnictwo rodzinne Zawadzkich przysłużyło się najpełniej piśmiennictwu litewskiemu i procesowi nazywanemu w literaturze przedmiotu litewskim odrodzeniem narodowym. Wiązało się to w znacznym stopniu z losami firmy.

Rodzina Zawadzkich na dobre wrosła w ziemię litewską. Adam Zawadzki, bezpośredni spadkobierca Józefa, próbował przywrócić wydawnictwu dawną rangę, jednak bez powodzenia. Wilno, zagrożone wcześniej zepchnięciem w prowincjonalność przez Moskwę, w drugiej połowie wieku pozbawione oparcia w uczelni, zostało zdystansowane przez Warszawę. Konkurencja rosła, utrzymanie się w czołówce rynku wymagało wielkich nakładów, na które oficyna nie mogła się już zdobyć. W efekcie stawała się wydawnictwem lokalnym i w najbliższej okolicy szukała nowych klientów i obszarów działania. Kiedy filia warszawska chyliła się ku upadkowi i nie było już w końcu innego rozwiązania niż odsprzedanie jej zamożniejszemu konkurentowi, Adam Zawadzki skupił się na otwieraniu i rozwijaniu małych filii na prowincji litewskiej, m.in. w Worniach. Ograniczał więc zasięg prężnego wcześniej, renomowanego wydawnictwa specjalizującego się w publikacjach naukowych do skali regionalnej, ku własnemu zmartwieniu i ku zadowoleniu wstępującego właśnie na arenę kultury pokolenia Litwinów.

Wydawnictwo przyjmowało do druku broszury, modlitewniki i psałterze w języku litewskim, wznawiało pojedyncze, a wydawane już przed laty tytuły autorów deklarujących tożsamość litewską, zaskarbiło sobie sympatię i wdzięczność przyszłych inicjatorów litewskiego ruchu narodowego produkcją litewskojęzycznych kalendarzy redagowanych przez nauczyciela i społecznika Laurynasa Ivinskisa oraz publikacji finansowanych, czasami niejawnie, przez Motiejusa Valančiusa, biskupa żmudzkiego. Do 1864 r. w wydawnictwie Józefa Zawadzkiego ukazało się blisko 200 publikacji w języku litewskim, czyli jedna trzecia wszystkich w ogóle wydanych. Po 1865 r., kiedy na Litwie obowiązywał zakaz druku czcionką litewską, właściciel szukał sposobów, które pozwoliłyby obejść to rozporządzenie i wydać choćby kilka pozycji. W zasadzie aż do wybuchu I wojny światowej z zakładu Zawadzkich pochodziła znaczna część książek litewskich sygnowanych nazwiskami najwybitniejszych litewskich pisarzy. Otwarta staraniem Adama Zawadzkiego księgarnia w Worniach była przez wiele lat jedyną w zaborze rosyjskim oferującą przede wszystkim edycje przygotowane po litewsku. Dzięki wysiłkom firmy Litwini otrzymywali nie tylko własną literaturę, ale także praktyczną lekcję ekonomii i zasad działania rynku wydawniczego, którą wcześniej już mieli okazję przyswoić czytelnicy wileńscy. Działania litewskiego ruchu narodowego były bezpośrednią przyczyną trwającego do dzisiaj konfliktu między Polakami a Litwinami. Błędem byłoby jednak doszukiwanie się w tym sporze miejsca dla opisywanego wydawnictwa. Oficyna Zawadzkich odpowiadała na aktualne potrzeby czytelnicze, nie zaś na zbiorowe lub indywidualne rozstrzygnięcia w kwestii świadomości narodowej. Dlatego również w litewskiej pamięci historycznej jej kolejni właściciele zapisali się jako wydawcy, nie jako ideolodzy.

Z litewskimi dziejami rodu Zawadzkich wiąże się inna jeszcze opowieść, tym razem niedotycząca ani firmy, ani kwestii narodowościowych, tak jednak zaskakująca, że warto ją tu przytoczyć. Pozostanie familii na Litwie obrodziło mianowicie niezwykłymi koligacjami. Pierwszą żoną Feliksa Zawadzkiego, młodszego z synów Józefa (który po śmierci Adama przejął rodzinne interesy), była Emilia Januszewska. Z kolei jej młodsza siostra wyszła za mąż za posiadacza ziemskiego z okolic Oszmiany. Ich pierwsze dziecko zmarło. Gdy urodził się syn, przez szacunek dla krewnego dano mu na imię Feliks. Cała rodzina była proszona o modlitwy w jego intencji. Chłopiec nie tylko wyrósł na silnego mężczyznę, ale i zajął poczesne miejsce w historii. Jak wspomniano, po krewnym z rodu Zawadzkich odziedziczył imię Feliks, nazwisko zaś oczywiście po ojcu, ziemianinie spod Oszmiany – Dzierżyński. Zaiste, historia przedziwnymi podąża drogami.

Wydawnictwo założone na początku XIX w. przez Józefa Zawadzkiego przetrwało w Wilnie do II wojny światowej. Dzisiaj jego dawną siedzibę wskazuje dwujęzyczna tablica pamiątkowa. Nie po raz pierwszy w biografii jednego człowieka i losach jego dzieła splatają się tak pozornie odległe od siebie opowieści o literaturze, przedsiębiorczości oraz historii dwóch narodów.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL