Historia

„Polskie obozy” w niemieckich podręcznikach historii

Fotorzepa, Piotr Guzik
Dotychczas termin ten pojawiał się w zagranicznych mediach, ale jego obecność w wydawnictwie szkolnym to rzecz stosunkowo nowa.

Firma Ernst Klett Verlag jest renomowanym wydawcą podręczników w Niemczech i tym większe było zdziwienie, gdy wyszło na jaw, że w podręcznikach do historii od 2009 roku funkcjonują terminy „polskie obozy" i „polskie getta". Chodzi o podręczniki do 11. i 12. klasy, które obowiązują w Bawarii i kilku innych landach. Mowa jest o deportacjach Żydów do „polskich obozów" w 1938 roku. Przez kilka lat nikt nie zwrócił uwagi na te skandaliczne sformułowania. Stało się to całkiem niedawno za sprawą rodziców jednego z uczniów. Wydawnictwo natychmiast przeprosiło i wyjaśniło, że nie było intencją autorów sugerowanie, że państwo polskie czy polscy obywatele mają coś wspólnego z zagładą milionów ludzi na polskiej ziemi dokonaną przez Niemców. — W nowych podręcznikach termin „polskie obozy" zniknie, a fałszywa data zostanie skorygowana — czytamy w oświadczeniu wydawnictwa.

Trudno uznać, że na tym sprawa mogłaby się zakończyć. Problem jest poważny, bo jeżeli okazuje się, że w znanym wydawnictwie szkolnym pojawiają się fałszywe informacje, to nie powinno dziwić, że potem powielają je niemieckie media. Co ciekawe, do tej pory nikomu nie wpadło do głowy sprawdzenie treści niemieckich podręczników historii. Jest z tym związana pewna trudność, gdyż w zdecentralizowanym kraju jest ich ponad 200. Dopiero teraz z inicjatywy polskich władz nastąpi dokładny przegląd około 70 najpopularniejszych podręczników w celu wyeliminowania z nich nieprawdziwych i obraźliwych dla Polaków i Polski treści. Praca potrwa co najmniej kilka miesięcy.

W prywatnych rozmowach nieraz słyszałem od niemieckich dziennikarzy, że termin „polskie obozy" jest wprawdzie nieprawdziwy, ale nie powinien budzić wielkich emocji, gdyż jest to określenie geograficzne i każdy dobrze o tym wie. Jak i to, że obozy zagłady to dzieło nazistowskiej III Rzeszy. Zresztą w 1944 roku Jan Karski mówił o „polish death camps", oczywiście mając na względzie geografię. Ale nikt w Niemczech na Karskiego się nie powołuje. Przy tym wiedza o hitlerowskich obozach była zapewne powszechna w pierwszym pokoleniu powojennym. W miarę upływu czasu utrwalenie się terminu „polskie obozy" grozi zafałszowaniem historii i w konsekwencji zdjęciem odpowiedzialności z Niemiec

Było podejrzenie, że w latach 50. zachodnioniemieckie służby (BND) miały zalecić mediom zachodnioniemieckim używanie fałszywego określenia „polskie obozy". Informacja ta pojawiła się także w polskiej wersji Wikipedii. Komórką, która miała się zajmować tego rodzaju celową dezinformacją, miał kierować niejaki Alfred Benzinger. Badania historyczne nie potwierdziły tej hipotezy i informacja na ten temat zniknęła z polskiej Wikipedii.

Termin ten pojawia się jednak w mediach na całym świecie. Nie brakuje go także w mediach niemieckich, co jest dla Polaków szczególnie bulwersujące. Polskie MSZ liczy skrupulatnie takie przypadki, określając je „wadliwymi kodami pamięci" . W ciągu pięciu miesięcy tego roku było ich 57, w tym terminu „polski obóz zagłady" użyto dziewięć razy w mediach niemieckich.

Brak podstawowej znajomości historii, niedbalstwo, bezmyślność, brak wyobraźni i oczytania oraz zwykła nierzetelność to są najczęstsze przyczyny używania obraźliwego dla Polaków terminu. Zdarza się i celowe fałszowanie historii w określonych środowiskach, którym ułatwia zadanie obecność „polskich obozów" w mediach.

— Uczestnicząc przez wiele lat w spotkaniach z uczniami, nauczycielami i środowiskami edukacyjnymi, nie spotkałem się z przypadkiem niewiedzy co do tego, kto stworzył obozy zagłady — mówi „Rzeczpospolitej" Robert Traba, szef Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL