Historia

Zimna wojna się nie skończyła

Studenci teologii z USA w studiu rozgłośni RWE w Monachium, 1957 r. Po prawej: Tadeusz Nowakowski.
EAST NEWS
„Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem opuściła się żelazna kurtyna w poprzek kontynentu" – mówił brytyjski premier Winston Churchill w przemówieniu wygłoszonym 5 marca 1946 r. w Fulton. To był początek zimnej wojny.

TVP Historia prezentuje nowy cykl Andrzeja Mietkowskiego i Jana Sosińskiego, oparty m.in. na mało znanych nagraniach i archiwach z drugiej połowy XX wieku. Seria dokumentalna powstaje we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej.

Rz: Warto wracać do tematu zimnej wojny? W kontekście współczesnych ważnych wydarzeń to, co działo się kilkadziesiąt lat temu, to zamierzchła przeszłość.

Andrzej Mietkowski: Właśnie w kontekście współczesnych zdarzeń można zaryzykować stwierdzenie, że zimna wojna wciąż trwa. Po prostu się nie skończyła. W ostatnich kilku tygodniach określenie to jest wszechobecne. Sprawa Skripala, sprawa Litwinienki, wojna hybrydowa, ingerencja, infiltracja, dezinformacja... Nasz cykl pokazuje początki tych politycznych zjawisk. Ale nie określamy końca zimnej wojny, ponieważ postawienie kropki, wyznaczenie wyraźnej cezury, jest niemożliwe.

Na początku cyklu przypominamy podstawowe pojęcia i zdarzenia, jak przemówienie Winstona Churchilla o żelaznej kurtynie, przemówienie Stalina w Moskwie o toczącej się walce z imperializmem, po to właśnie, aby na osi czasu umiejscowić to zjawisko, które wcale się nie skończyło. Moim zdaniem widzom łatwiej oceniać kontekst współczesnych zjawisk, które nabierają ważniejszego znaczenia, jeśli zobaczy się je jako konsekwencję lub skutek zdarzeń z przeszłości.

Na przykład?

Na przykład cały polityczny wymiar Nord Stream paradoksalnie można postrzegać jako kontynuację wizjonerskich projektów przemysłowca Armanda Hammera, amerykańskiego milionera, który już w latach 20. ub. wieku prowadził duże interesy z Leninem i wspomagał władzę sowiecką w jej próbach przerzucania mostów do globalnego rynku gospodarczego. Był lobbystą w interesie Moskwy, a także agentem Kominternu.

Kiedy w 1917 r. bolszewicy przejęli władzę w Petersburgu, celem nowej siły politycznej było – jak głosił Lenin – powieszenie kapitalistów na sznurku, który sami wyprodukują. A zatem: ekspansja terytorialna, zdominowanie polityczne, militarne i ekonomiczne świata zachodniego. To, co wtedy komuniści zaplanowali, realizują – w mojej ocenie – do dziś. Ale w cyklu „Archiwum zimnej wojny" nie cofamy się tak daleko w przeszłość, zaczynamy opowieść po II wojnie światowej.

Czyli w roku 1945, kiedy Armia Czerwona stoi na Łabie i w Austrii...

Stoi na Łabie, zajmuje pół Europy. Dokąd doszła, tam postanowiła pozostać. Do dziś jest dla mnie zagadką, dlaczego wycofała się z Austrii w 1955 r., dlaczego odpuściła Bałkany... Rosjanie sami później tego żałowali. W każdym razie zachodni mężowie stanu, zwłaszcza Churchill, zrozumieli, że albo spróbują powstrzymać tę rozlewającą się falę komunizmu, albo walka będzie przegrana na wszystkich frontach. A świat miał świeżo w pamięci hekatombę wojny światowej i nie chciał kolejnej. Dlatego w starciu z niedawnym sojusznikiem – Stalin był w koalicji antyhitlerowskiej – odwołano się do innych metod. W środowisku wojskowego wywiadu amerykańskiego pojawiły się rozmaite projekty z obszaru wojny psychologicznej i za pomocą tych środków postanowiono kontrować sowiecką ofensywę ideologiczną.

Byli też nieliczni dyplomaci w zachodnich placówkach dyplomatycznych w Moskwie, którzy potrafili przewidywać i właściwie interpretować poczynania sowieckie. Na przykład amerykański chargé d'affairs George Kennan, który w 1946 r. przesłał z Moskwy tzw. długą depeszę: najdłuższą w historii amerykańskiej dyplomacji. Był to wyczerpujący raport, m.in. na temat fundamentów sowieckiej dyplomacji. Na podstawie analiz tego raportu prezydent Harry Truman postanowił dokonać zwrotu w polityce amerykańskiej, przechodząc do działań powstrzymujących Sowietów, które później nazwano zimną wojną. Właśnie od tego przypomnienia rozpoczynamy nasz program. Nie jest to cykl ułożony chronologicznie, raczej tematycznie. Wybraliśmy materiały, które – naszym zdaniem – warto pokazać, a które zgromadziliśmy kilka lat temu do cyklu dokumentalnego o Radiu Wolna Europa. Nagraliśmy, a także dotarliśmy do już nagranych wywiadów z ówczesnymi graczami politycznymi, również amerykańskimi, i teraz chcemy je wykorzystać, pokazując wycinki tamtej rzeczywistości.

Brzmi tak, jakby panowie zamierzali w każdym odcinku odsłonić jakąś wielką zagadkę historii. Jakie postaci będzie można zobaczyć?

Tak, będą rzeczy zaskakujące, bo i nagrania dotyczą postaci z tzw. wielkiej historii. Część naszych ówczesnych rozmówców już nie żyje, zostali sfilmowani kilka lub kilkanaście lat temu przez nas (Andrzeja Mietkowskiego i Jana Sosińskiego – przyp. AK), przez zaprzyjaźnionych z nami producentów, przez pracowników TVP, niektóre materiały mamy zza oceanu. Dotykamy na przykład tematu infiltracji RWE przez peerelowskie służby i tu przydatne są archiwa Telewizji Polskiej. Ale też mamy wypowiedzi wysokich rangą urzędników amerykańskich, którzy byli obecni przy powstawaniu RWE, np. Paula B. Henze, jednego z ważnych urzędników CIA, później współpracownika Zbigniewa Brzezińskiego w Narodowej Radzie Bezpieczeństwa USA. Mamy nagrania z Richardem Cummingsem, dyrektorem ds. bezpieczeństwa w Wolnej Europie, za którego kadencji doszło do zamachu bombowego na radio w 1981 r. Po latach wyszło na jaw, że zamach był zlecony przez lidera komunistycznej Rumunii Ceausescu, a wykonany przez terrorystyczną grupę Carlosa, zwanego też Szakalem. To, co Cummings ma do powiedzenia, naprawdę jest warte posłuchania.

Proszę też pamiętać, że w archiwach RWE, TVP i naszych własnych (Andrzeja Mietkowskiego i Jana Sosińskiego – przyp. AK) są materiały związane z wielkimi postaciami polskiej kultury, ludźmi, którzy po wojnie pozostali na Zachodzie albo musieli z Polski emigrować. Mam na myśli Józefa Czapskiego, Witolda Gombrowicza, Jerzego Giedroycia, Czesława Miłosza, Kazimierza Wierzyńskiego, Mariana Hemara, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Leopolda Tyrmanda, Marka Hłaskę i wielu innych. Skoro mamy ich głosy, ich nagrania – grzechem byłoby ich nie użyć i nie przypomnieć. Również takie materiały będziemy więc raz w tygodniu przez pół godziny prezentować i omawiać z zaproszonymi do studia ekspertami.

A konkretnie?

Jest m.in. odcinek o narodzinach zimnej wojny, o pewnych szczególnych aspektach rewolucji węgierskiej 1956 r., o kulturze na wygnaniu, to znaczy o twórczości polskich autorów i artystów emigracyjnych, będzie odcinek o tym, jak za czasów komuny międzynarodowi terroryści urzędowali i balowali sobie w Warszawie pod parasolem peerelowskich służb.

Czasem na wyciągnięcie ręki mamy niezwykłe tematy. Dziś na dźwięk słynnego przemówienia Johna F. Kennedy'ego „Ich bin ein Berliner!" (Jestem berlińczykiem) czuję ciarki na plecach. To najbardziej fundamentalne, prowolnościowe, antykomunistyczne wystąpienie, jakie kiedykolwiek słyszałem z ust zachodniego męża stanu! Przemawiał pod Bramą Brandenburską trzy lata po wybudowaniu muru berlińskiego. Wiele osób o tym wystąpieniu Kennedy'ego wie, ale ilu zadało sobie trud poszukania go i posłuchania?

Pokazanie roli ludzi, którzy wtedy przez swą stanowczość, właściwe rozumienie zagrożenia sowieckiego uratowali świat przed nawałnicą i wszechobecną dominacją komunizmu, wydaje mi się ważne.

Dla pana historia RWE to sprawa osobista. Był pan z tą rozgłośnią przez wiele lat blisko związany.

Dlatego z tym większą przykrością myślę, że zapominamy albo zwyczajnie nie zdajemy sobie sprawy, że żyjemy dziś w wolnym kraju m.in. dzięki tym wszystkim instytucjom i ludziom, którzy przez dziesięciolecia, często w beznadziejnych okolicznościach i bez widoków na zwycięstwo, poświęcali się walce z totalitaryzmem, walce o wolną, suwerenną Polskę. Myślę o takich ludziach jak Jerzy Giedroyć – założyciel i redaktor paryskiej „Kultury" oraz wydawnictwa Instytut Literacki, takich jak Jan Nowak-Jeziorański – pierwszy dyrektor RWE, jak zespoły obu wymienionych redakcji, a także wielu, wielu innych. Myślę też o amerykańskich strategach zimnej wojny, którzy od końca lat 40. projektowali sposoby powstrzymywania Sowietów w ich ekspansjonistycznych zapędach. Zwłaszcza projekt Wolnej Europy, na której falach w 1954 r. uciekinier z PRL płk Józef Światło opowiadał o wydarzeniach za kulisami bezpieki i partii, co wywołało istne trzęsienie ziemi w szeregach PZPR i zapoczątkowało w Polsce destalinizację.

Nie wyobrażam sobie skutecznego działania opozycji demokratycznej w Polsce w latach 70. ani samej Solidarności bez Radia Wolna Europa. Bez wsparcia, jakie to radio, stworzone przez Amerykanów 30 lat wcześniej, dawało podczas strajków w Gdańsku w roku 1980, przy pełnej blokadzie informacji. Oczywiście były jeszcze BBC, Radio France Internationale, a wcześniej Radio Madryt, nadające po polsku... Te rozgłośnie wniosły nieoceniony wkład w budowę świata, w jakim dziś żyjemy. I m.in. o ludziach związanych z tymi rozgłośniami będziemy mówić w cyklu „Archiwum zimnej wojny".

Andrzej Mietkowski – publicysta, działacz opozycji w PRL, w latach 1981–1989 na emigracji; korespondent Radia Wolna Europa, BBC i Deutsche Welle, zagraniczny przedstawiciel Solidarności Walczącej; reprezentant Polski w założonej przez Władimira Bukowskiego antykomunistycznej Międzynarodówce Oporu; współpracownik Instytutu Literackiego w Paryżu.

Jan Sosiński – reżyser telewizyjny, dokumentalista; wspólnie z Andrzejem Mietkowskim zrealizował m.in. pięcioczęściowy cykl „Radio Wolności. Tu Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa" (2012).

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL