fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Problem z butami po więźniach obozu Stutthof

Brama muzeum w Sztutowie
Wikimedia
Pracownicy Muzeum Stutthof zebrali kilkaset kilogramów zniszczonych butów, które znajdowały się poza terenem byłego obozu. Kierownictwo tej placówki zaprzecza, jakoby nie dbało o pamięć po żydowskich ofiarach.

2 maja w kanadyjskim radio CBC Radio opublikowana została audycja w której opisana została historia odnalezienia znajdujących się poza terenem muzeum w Sztutowie (Pomorskie) zniszczonych butów, które być może w przeszłości należały do żydowskich więźniów. Autorzy audycji potwierdzili, że w okolicach tej placówki - w pobliskim lesie, znaleźli „głównie zgniłe paski skóry" po obuwiu. Stwierdzili też, że nikt nie interesuje się tymi artefaktami, a temat ten jest „wyciszany". Sugerowali, że być może zostaną one zakopane, albo zarośnięte (wchłonięte przez naturę). Dziwią się też, że ich zdaniem nikt z pracowników muzeum nie dostrzegł przez 2015 r. tych butów, skoro znaleziono je zaledwie kilkaset metrów od placówki.

„Dla nas buty, które są nietknięte, są metaforą sposobu, w jaki kraj taki, jak Polska (...) zajmuje się własną historią" - powiedział w tej audycji historyk Holokaustu Otto Dov Kulka. I dodał, że te buty „zostały wysłane do Stutthof z Auschwitz, należały do tysięcy zamordowanych Żydów w komorach gazowych".

Piotr Tarnowski dyrektor Muzeum Stutthof w Sztutowie Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady (1939-1945) w wydanym oświadczeniu, które otrzymaliśmy nie chce komentować „aluzji, że Polacy niekoniecznie chcą dbać o pamięć o żydowskich ofiarach". Przypomniał jednak, że współczesne Muzeum Stutthof, to ok. 1/6 terenu byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Stutthof (20 ze 120 hektarów). „Poszukiwania w latach 2015-2018 ukrytych lub porzuconych zabytków poza terenem Muzeum odbyło się z naszej inicjatywy po kilkumiesięcznej gorszącej opinię publiczną przepychance między gospodarzem terenu a innymi urzędami" – czytamy w przesłanym do „Rzeczpospolitej" oświadczeniu.

„Decydując się na poszukiwania na terenie należącym do Lasów Państwowych postawiliśmy jako ich cel zapobieżenie przed znajdowaniem przedmiotów związanych z byłym obozem koncentracyjnym przez osoby postronne, wszystkie działania prowadząc pod nadzorem archeologicznym. Nie chcieliśmy bowiem, by przejęli je handlarze lub ludzie o chorych skłonnościach" – dodał dyrektor Piotr Tarnowski. Stwierdził też, że „kilkaset kilogramów wydobytych destruktów obuwia zostało złożonych w Pomniku Walki i Męczeństwa, w którym od roku 1968 znajdują się szczątki ofiar KL Stutthof spalonych w obozowym krematorium". Prace te zostały zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu ministerstwa kultury oraz Instytutu Pamięci Narodowej.

Ciekawe aspekty dotyczące wielkich ilości butów znajdowanych na terenie muzeum oraz w jego okolicach zostały opisane na portalu prowadzonym przez Muzeum (stuthoff.org). Autorzy przypomnieli, że zaraz po zajęciu obozu przez Armię Czerwoną znaleziono tam porzuconych na stosach około 490 tys. par obuwia.

Autorzy publikacji przypomnieli, że przez KL Stutthof przeszło ok. 110 000 więźniów, „możemy więc przyjąć, że ok. 1/5 z tego obuwia mogło należeć do więźniów obozu Stutthof". „Z zachowanych dokumentów i ze wspomnień więźniów wynika, że w latach 1943-1944 do KL Stutthof dostarczano przesyłki liczące nieraz po kilkadziesiąt tysięcy par sznurowanego obuwia z całej Europy. Tylko niewielka część przesyłanego obuwia przeznaczona była dla więźniów. Część mogła być poddawana reperacji w istniejących warsztatach szewskich" – opisują autorzy publikacji na stronie Muzeum. Dodają też, że nie wykluczone, iż część obuwia pochodziła od ewakuowanej z Prus Wschodnich niemieckiej ludności cywilnej, która została umieszczona w barakach Nowego Obozu w KL Stutthof na początku 1945 roku. Od lutego do kwietnia 1945 r. w KL Stutthof przebywało łącznie ok. 40 tys. ewakuowanych osób.

Autorzy publikacji dodają też, że „prawdopodobnie w latach 1962-1965 usunięto do lasu część zalegających teren Nowego Obozu pozostałości po obuwiu". „Nie istnieją dokumenty, które to wyjaśniają. Pozostawiona jego część została zakonserwowana i w obecnej chwili znajduje się w jednym z baraków dostępnym dla zwiedzających" – dodają autorzy publikacji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA