fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

„Łupaszka”, śmiały kresowy zagończyk

IPN
„Łupaszka" wszędzie, gdzie walczył, cieszył się popularnością Piotr - mówi Piotr Łapiński, historyk z oddziału IPN w Białymstoku

Rz: W czwartek w Łodzi rozpoczynają się uroczystości pogrzebowe Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki", jednego z najsłynniejszych Żołnierzy Wyklętych. Co go wyróżniało spośród innych bohaterów?

Piotr Łapiński: Przede wszystkim niesamowita wręcz konsekwencja dokonywanych wyborów, czego dowodem jest trzykrotne podjęcie walki partyzanckiej. Brygady wileńskie majora „Łupaszki" cechowała nie tylko bojowa postawa, ale i wysoka świadomość patriotyczna czy poczucie obowiązku, które nie pozwalało tym żołnierzom zaprzestać walki z kolejnymi okupantami. Jako dowódca potrafił dostosować się do zmieniających się warunków, zarówno terenu, jak i sytuacji, do której zawsze potrafił dobrać odpowiednią taktykę i formę walki.

Na ile skutecznym był dowódcą?

Wystarczy wspomnieć, że dowodzone przez niego oddziały praktycznie nie poniosły ani jednej porażki, czy to na Wileńszczyźnie, Białostocczyźnie, czy to później na Pomorzu. Był typem kresowego zagończyka, śmiało i zdecydowanie atakującego przeciwnika. A przy tym potrafił tworzyć silne więzi z miejscową ludnością. „Łupaszka" wszędzie, gdzie walczył, cieszył się popularnością.

W jego biografii wielu historyków znajduje także ciemne karty. Akcja jego brygady we wsi Dubinki przeszła do historii jako „zbrodnia w Dubinkach"...

To była akcja odwetowa za mord popełniony przez współpracującą z Niemcami litewską policję we wsi Glinciszki, gdzie zamordowano 39 Polaków. Akcja w Dubinkach miała swoje uzasadnienie, nie była to żadna bezzasadna zbrodnia, jak choćby niektóre działania UPA, czy niejasny, mglisty odwet, jak w przypadku późniejszych akcji kpt. Romualda Rajsa „Burego".

W Dubinkach zastrzelono 27 osób. Wśród nich były kobiety i dzieci.

W walkę partyzancką zawsze wplątana jest ludność cywilna, która opowiadając się po jednej albo po drugiej stronie konfliktu, nierzadko ponosi tragiczne tego konsekwencje. Wiem, że to brzmi brutalnie, ale dzięki zdecydowanej postawie dowództwa AK wiosną 1944 r. udało się powstrzymać eskalację terroru ze strony litewskiej. Z jednej strony było rozbijanie na polu walki litewskich batalionów policyjnych, jak choćby bój pod Murowaną Oszmianką, z drugiej wspomniana akcja odwetowa w Dubinkach. Przypomnę, że rok wcześniej na Wołyniu Armia Krajowa nie zareagowała tak zdecydowanie, i wiemy, jak to się skończyło. Tu zareagowano w samą porę.

—rozmawiał Michał Płociński

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA