fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Niemcy zapłacą za ludobójstwo w Afryce

Grupa Herero w niemieckiej niewoli w czasie wojny zakończonej pierwszym w nowożytnej historii ludobójstwem.
AFP
Berlin nie neguje już zasadności odszkodowań dla Namibii. Ich wysokość jest jednak przedmiotem negocjacji.

Oczekiwania Namibii są wyższe niż to, co Niemcy są w stanie przeznaczyć na ten cel – twierdzi Ruprecht Polenz, pełnomocnik niemieckiego rządu prowadzący negocjacje z Namibią. Chodzi o odszkodowania za dokonane ponad 100 lat temu akty ludobójstwa na ludach Herero i Nama w byłej Afryce Południowo-Zachodniej, niemieckiej kolonii w czasach cesarstwa.

Korpus ekspedycyjny wymordował tam w latach 1904–1908 ok. 80 tys. członków Herero i Nama. W najbliższym czasie rozpoczyna się kolejna runda trwających już trzy lata negocjacji i nic nie wskazuje na zbliżenie stanowisk w sprawie wysokości odszkodowań.

To nie reparacje

Nie wiadomo, ile Niemcy oferują tytułem odszkodowania za zbrodnię ludobójstwa sprzed ponad wieku. Nie wiadomo też, jakie są żądania rządu w Windhuku.

– Rząd Namibii konsekwentnie milczy na ten temat. Są oczywiście w prasie spekulacje, ale nie nie wiadomo, czy można je traktować poważnie – mówi „Rzeczpospolitej" Stefan Fischer, redaktor naczelny niemieckojęzycznej „Allgemeine Zeitung" wydawanej w Windhuku. Zaniepokojony  brakiem postępów w rozmowach rząd namibijski już w ubiegłym roku groził złożeniem pozwu do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze opiewającym na 30 mld euro. Tak przynajmniej pisał „The Namibian", powołując się na koła rządowe. Informacje te wywołały szok w Niemczech. Podkreślano, że jest to suma niemal trzykrotnie wyższa od PKB kraju liczącego 2,1 mln mieszkańców. Jeszcze kilka lat temu, gdy Berlin odmawiał wszelkich dyskusji na temat odszkodowań w Namibii, mówiono o sumach siegających 2 mld euro.

Na takich warunkach udałoby się zapewne dojść do porozumienia.

Ale wtedy w Niemczech nikomu nie przechodziło prze gardło słowo „Genozid", czyli ludobójstwo. Niemcy bali się, że uznanie odpowiedzialności za ludobójstwo w dalekiej Afryce otworzy drogę dla żądań odszkodowawczych za podobne zbrodnie dokonane w Europie w czasie II wojny światowej. Nie tylko w Polsce, gdzie o tym myślano, ale w Grecji czy Włoszech, gdzie od lat trwają procesy z powództwa cywilnego przeciwko państwu niemieckiemu. Niemcy powołują się niezmiennie na prawo międzynarodowe wyłączające odpowiedzialność państwa wobec pozwów obywateli innych państw.

Berlin nie ma już nic przeciwko opisywaniu wydarzeń w swej kolonii jako ludobójstwa, lecz podkreśla, że nie oznacza to uznania jakichkolwiek żądań reparacji.

Tymczasem od roku w jednym z sądów w Nowym Jorku potomkowie ofiar niemieckiego kolonializmu złożyli pozew zbiorowy, domagając się nawet 50 mld dolarów odszkodowań oraz przyznania prawa do udziału w niemiecko-namibijskich negocjacjach.

Indie w Afryce

Po zajęciu Afryki Południowo-Zachodniej w 1884 roku wszystko układało się po myśli Berlina. Było to jedyne miejsce w Afryce uznane za dogodne do osiedlania się niemieckich kolonistów. Tubylców nie traktowano jak ludzi i starano się przekształcić ich w niewolników. Ogromne obszary ziemi nabywano na podstawie sfałszowanych aktów sprzedaży. Doprowadziło to po 20 latach do zorganizowanego ruchu oporu. Wojownicy Herero i Nama opanowali zagarnięte ziemie, a Niemcom udało się schronić w nielicznych punktach bronionych przez armię. Wielu kolonizatorów zginęło.

Prestiżowemu niemieckiemu projektowi kolonizacyjnemu, nazywanemu Indiami w Afryce, groziła całkowita klapa. W Berlinie podjęto więc decyzję wysłania korpusu ekspedycyjnego pod dowództwem generała Lothara von Trothy. Jeszcze przed wyruszeniem do Afryki obiecywał, że utopi zbuntowane plemiona w „potokach krwi". Takie miał zresztą zadanie w postaci złamania za wszelką cenę oporu tubylców. Miała to więc być wojna ludobójcza. Każdy opór karano rozstrzelaniem.

Generałowi nie udało się jednak w 1904 roku okrążyć wycofującego się ludu Herero. Pochód złożony z tysięcy ludzi wycofał się na pustynię Omaheke. Niemieccy żołnierze opanowali jednak wszystkie źródła wody. Zbliżenie się do nich przez Herero groziło śmiercią. – Każdy Herero,  uzbrojony czy nie, z bydłem czy bez, zostanie  w granicach Niemiec rozstrzelany. Nie biorę jeńców kobiet i dzieci. Zostaną odprawieni do swego ludu lub rozkażę do nich strzelać – zapowiadał gen. von Trotha.

Z Windhuku do Auschwitz

Dzisiejsze niemieckie źródła podają, że w takich warunkach straciło życie 80 proc. plemienia Herero oraz 50 proc. Nama. W sumie 80 tys. osób. Część nie przeżyła zmuszona do pracy w Konzentrationslagern, czyli w pierwszych obozach koncentracyjnych, tak już wtedy nazwanych. Kilka lat wcześniej Anglicy organizowali „concentration camps" dla kobiet i dzieci w czasie II wojny burskiej. Wydarzenia w dzisiejszej Namibii uchodzą jednak za pierwsze ludobójstwo ubiegłego wieku, o czym pisze historyk Jürgen Zimmerer w wydanej kilka lat temu książce: „Von Windhuk nach Auschwitz? Beiträge zum Verhältnis von Kolonialismus und Holocaust"(Z Windhuku do Auschwitz? Przyczynki do relacji pomiędzy kolonializmem i Holokaustem).

Nikt nie kwestionuje faktów. W Windhuku rośnie zaniepokojenie brakiem postępu w negocjacjach. Podkreśla się, że w umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD o Afryce mowa jest 28 razy, ale ani razu nie pada nazwa Namibia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA