fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ukarać za zbrodnie z obozu Stutthof

Stutthof, Brama Śmierci
Wikimedia Commons, GNU Licencja Wolnej Dokumentacji, w wersji 1.2 lub nowszej
Pion śledczy IPN podejmuje śledztwo w sprawie niemieckich zbrodni w obozie koncentracyjnym Stutthof. Żyją jeszcze służący wówczas w SS wartownicy.

Jesienią 2017 roku prokuratura z niemieckiego Dortmundu wniosła do sądu oskarżenie wobec dwóch byłych SS-manów, wartowników obozu koncentracyjnego w Stutthof.

O udział w zbrodniach zostali oskarżeni 94-letni dr Johann Rehbogen oraz 93-letni Harry Paul Fritz Schulz. Pierwszy z nich służył w obozie od 7 czerwca 1942 r. do 1 września 1944 r., a drugi od 28 czerwca do 31 sierpnia 1944 roku. Obydwaj zostali oskarżeni o udział w masowych morderstwach więźniów. Podejrzani są m.in. o skierowanie 100 polskich więźniów do komory gazowej, zabójstwo radzieckich jeńców wojennych, a także eksterminację Żydów.

Z amerykańskiej gazety „Star Tribune" wynika, że byłego wartownika Rehbogena pomogła zidentyfikować żyjąca w St. Park w USA 88-letnia Judy Meisel, była więźniarka Stutthof. Matka Judy Meisel zginęła w tym obozie. Ona sama do dzisiaj pamięta, jak Rehbogen drwił i bił więźniów. Jej zeznania zebrali niemieccy prokuratorzy, którzy współpracowali z FBI. Dotarli także do innych świadków. Prokurator z Dortmundu powiedział Associated Press, że obaj mężczyźni zaprzeczają, że wiedzą cokolwiek o zabójstwach w obozie.

W tej sprawie pomocy prawnej udzielił także IPN w Gdańsku. Z informacji, które otrzymaliśmy od Roberta Janickiego, rzecznika pionu śledczego IPN w Warszawie, wynika, że jesienią 2016 r. i wiosną 2017 r. w Polsce przebywał niemiecki prokurator oraz funkcjonariusze niemieckiej policji kryminalnej z Nadrenii-Westfalii. Przeprowadzili oni m.in. oględziny na terenie obozu, a także zabezpieczyli niektóre dokumenty. – Na ich wniosek przeprowadziliśmy kwerendy, a kserokopie dokumentów zostały wysłane do Niemiec – mówi nam Robert Janicki. Dodaje, że w śledztwie dotyczącym Johanna R. pion śledczy wskazał jeszcze trzech żyjących świadków.

Teraz oddział gdański pionu śledczego IPN podjął własne śledztwo w sprawie zbrodni w obozie Stutthof.

– Postępowanie to zostało zawieszone w maju 1977 r. przez ówczesną okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich – dodaje prokurator Janicki.

Prokurator chce ustalić innych żyjących sprawców przestępstw, aby pociągnąć ich do odpowiedzialności karnej. Śledczy opisują, że zbrodnie polegały „na zabójstwach i eksterminacji osób spośród ludności cywilnej narodowości polskiej i innych narodowości oraz jeńców wojennych". W tym miejscu śmierć poniosło nie mniej niż 63 tys. osób, a „pozbawiono wolności ze szczególnym udręczeniem i poddano okrutnemu i nieludzkiemu traktowaniu nie mniej niż 110 tys. osób". Pochodzili oni z 28 krajów.

Obóz Stutthof na Żuławach Wiślanych działał od 2 września 1939 r. do maja 1945 r., kiedy został wyzwolony przez Armię Czerwoną. Początkowo przebywali w nim Polacy z Pomorza. Od 1942 r. także z innych regionów okupowanej Polski, w tym Żydzi. W styczniu 1945 r. Niemcy rozpoczęli pieszą ewakuację części więźniów. Wielu z powodu wycieńczenia i mrozu zmarło w drodze. Przez obóz ten przewinęło się 2 tys. członków załogi. Po wojnie odbyło się kilka procesów przeciwko nim. Zapadły m.in. wyroki śmierci. Skazanych zostało 72 członków SS i sześć nadzorczyń.

Jesienią poprzedniego roku pion śledczy IPN zakończył śledztwo w sprawie eksperymentów medycznych w tym obozie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA