fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Antykomunistyczne powstanie na Kubie: Lucha contra bandidos

Kubańscy rewolucjoniści podczas bitwy o miasto Santa Clara, grudzień 1958 r.
Getty Images
Antykomunistyczne powstanie na Kubie | W styczniu 1959 r. rewolucyjne kolumny wkroczyły triumfalnie do Hawany opuszczonej przez dyktatora Fulgencio Batistę. Cały świat oniemiał z wrażenia i chyba dlatego nie zauważył, że Kubę natychmiast ogarnęło kolejne powstanie. Tym razem antykomunistyczne.

Każda dyktatura buduje swoją legendę. Dlaczego? Z braku społecznego poparcia musi je czymś zastąpić. Także dyktatura Fidela Castro stworzyła mit rewolucji dokonanej w imię wszystkich Kubańczyków i dla ich szczęścia. Integralną częścią jest legenda o wiodącej roli ruchu partyzanckiego zorganizowanego i dowodzonego przez braci Castro. A także bajka o złych Stanach Zjednoczonych, które demokratę Fidela wepchnęły w objęcia ZSRR, nie pozostawiając Kubie innego wyboru niż komunizm. Tymczasem prawda o tym, kto faktycznie stał za sukcesem kubańskiej rewolucji i jakie były okoliczności przejęcia władzy przez Castro, wygląda inaczej.

Obecne władze Kuby epizod ze stycznia 1959 r. nazywają lucha contra bandidos – wojną z bandytami. Czy jednak niedawnych towarzyszy walki Fidela Castro można uznać za kryminalistów? Tymczasem do 1965 r. to oni na czele ubogich chłopów zaciekle bronili kubańskiej demokracji. Bohaterski opór zdławiła dopiero interwencja KGB.

Kubańska rewolucja

Przypomnijmy. W latach 1933–1959 wyspą rządził Fulgencio Batista. Sierżant kubańskiej armii, który oparł karierę na zamachach stanu przeplatanych wątpliwymi prezydenturami i etapami zakulisowego sterowania konstytucyjnymi władzami. Dyktator zawsze cieszył się poparciem Waszyngtonu, bo USA uważały Kubę za swoją strefę interesów. Biały Dom prowadził szerszą politykę kadrową i można powiedzieć, że w XX w. Ameryka Południowa była pełna Batistów. Choć umiejętności elastycznego reagowania na sytuację kubańskiemu Bonaparte, jak nazywała go prasa, odmówić nie można. Mianował się dożywotnim szefem armii, dlatego zmieniał formalnych prezydentów jak rękawiczki. Wysyłał w tym celu krótkie listy: „Twój czas właśnie minął". Oddał wyspę amerykańskiemu kapitałowi, do którego należało 70 proc. gospodarki. To za jego rządów amerykańska mafia przekształciła Kubę w jeden wielki burdel, a raczej sieć 8 tys. kasyn, barów i domów publicznych. Mordował swoich oponentów bez mrugnięcia okiem.

W latach 30. ubiegłego stulecia Batista był pierwszym prezydentem Ameryki Łacińskiej, który nawiązał stosunki dyplomatyczne z ZSRR. Podczas II wojny światowej wypowiedział wojnę III Rzeszy, zbierając pomoc dla armii sowieckiej. Dlatego przez chwilę cieszył się poparciem kubańskich komunistów, którzy w zamian dostali pięć miejsc w dekoracyjnym parlamencie. A jednak w latach 50. Kubańczycy poznali wszystkie sztuczki dyktatora, a ich nędza sprawiała, że mieli dość i Batisty, i amerykańskich koncernów. Nie da się ukryć, że rosnące wpływy lewicowej ideologii oraz społeczne zapotrzebowanie na reformy dyktator akurat przegapił.

?Urodzony w Argentynie kubański rewolucjonista Ernesto Che Guevara
Getty Images

Kuba wrzała, a rebelię zaczął Fidel Castro. Młody prawnik z bogatej rodziny plantatorów trzciny cukrowej wraz z bratem Raulem zebrał grupę rewolucjonistów gotowych siłą obalić dotychczasowy reżim. 26 lipca 1953 r. oddział Castro zaatakował koszary Moncada w Santiago de Cuba, drugim co do wielkości mieście kraju. Wojsko wystrzelało rebeliantów jak kaczki, a tych, którzy przeżyli, wyłapała policja. Fidel został skazany na 15 lat więzienia, ale dzięki głośnej obronie zwieńczonej zdaniem: „historia mnie uniewinni", zyskał sympatię Kubańczyków. Naciski opozycyjnej inteligencji i międzynarodowej opinii publicznej sprawiły, że trzy lata później Castro został ułaskawiony i wyemigrował do Meksyku. Tam założył polityczny Ruch 26 lipca i wkrótce wylądował potajemnie na Kubie, aby dokończyć dzieło życia. To dobry moment, by zdemaskować legendę Fidela.

Mity Castro

Wykreowany mit przypisał wszelkie sukcesy wyłącznie jemu, bratu, ewentualnie Ernesto Che Guevarze, argentyńskiemu lekarzowi i komuniście, który był ideologicznym mózgiem rewolucji. Ale po tajnym desancie armia Batisty tak rozprawiła się z nieproszonymi gośćmi, że z 86 rebeliantów przy życiu pozostało niewielu. Castro i jego towarzysze zaszyli się w górach Sierra Maestra i długo nie mogli dojść do siebie. Przeżyli i zwyciężyli dzięki poparciu miejscowej ludności. Byli to ubodzy chłopi, którzy, nie posiadając ziemi, służyli jako siła robocza na plantacjach trzciny cukrowej lub w okolicznych kopalniach. Inną grupę stanowili równie ubodzy dzierżawcy niewielkich poletek, których uprawa z trudem wystarczała do przeżycia. To kubańscy chłopi zasilili szeregi Castro, bo uwierzyli obietnicom sprawiedliwości społecznej. Dzięki nim faktem stała się teoria partyzanckiego ogniska autorstwa Che Guevary. Głosiła, że mała grupka rewolucjonistów może rozrosnąć się do rozmiaru armii, która zdobędzie władzę na Kubie. I tak się stało, choć dzięki zupełnie innym bohaterom.

13 marca 1957 r. do walki włączyła się organizacja pod nazwą Dyrektoriat Rewolucyjny. Byli to studenci Uniwersytetu w Hawanie, którzy wzniecili w stolicy powstanie. Zaatakowali rozgłośnię radiową i pałac prezydencki, ale – podobnie jak wcześniej Fidel – ponieśli klęskę. Batista zamknął uniwersytet, lecz Dyrektoriat, noszący odtąd nazwę 13 marca, nie zaprzestał partyzantki, tylko przeniósł ją w góry Escambray. Tak powstał II Front Ludowy liczący wkrótce 6 tys. bojowników.

W odróżnieniu od I Frontu Castro partyzanci Escambray byli lewicowcami, ale także demokratami, dlatego II Front Ludowy cieszył się największym poparciem Kubańczyków. Ich politycznym przywódcą został hiszpański emigrant i socjaldemokrata Eloy Gutiérrez Menoyo, a wojskowym strategiem Amerykanin William Morgan. I to on mówił, że góry Escambray są wolne od wszelkiej dyktatury, w tym komunistycznej, i tak musi być nadal. Oba ugrupowania działały początkowo niezależnie, a mimo to powodzenie przechylało się na stronę rebeliantów. W grudniu 1958 r. nastąpiły rozmowy zjednoczeniowe, które powołały wspólny ruch walki z dyktaturą. Z tym że Menoyo oraz przybyli z Hawany przedstawiciele opozycji liberalnej i katolickiej zażądali, aby deklaracja programowa zapowiadała budowę demokracji parlamentarnej. Jej gwarantem miała być prywatna własność, wolne wybory oraz reforma rolna. W zamian za to uznali wiodącą rolę Castro w przyszłym rządzie.

Rola Dyrektoriatu oraz II Frontu jest celowo przemilczana w oficjalnej historii Kuby. A przecież to partyzanci z Escambray przesądzili o militarnym zwycięstwie rewolucji. Już latem 1957 r. inicjatywa wojskowa przechodziła na stronę powstańców. Armia Batisty była liczna, dobrze uzbrojona, ale kompletnie zdemoralizowana, a kadra oficerska skorumpowana. Chłopscy rekruci nie mieli powodu, aby umierać za dyktatora. Masowo poddawali się, przechodząc na stronę rewolucji. W grudniu następnego roku miała miejsce decydująca bitwa o miasto Santa Clara. Zwycięstwo jest przypisywane tzw. bojowej kolumnie Che Guevary, który faktycznie opracował plan batalii. Lecz miał tylko 300 bojowników i bez posiłków II Frontu nie odniósłby żadnego sukcesu. Tymczasem zdobycie Santa Clary przecięło wyspę na pół, dzięki czemu oba fronty przystąpiły do wyzwalania największych miast położonych na morskim wybrzeżu.

Po tej klęsce Batista podjął decyzję o opuszczeniu kraju. Zresztą uciekł w gangsterskim stylu. Urządził hucznego sylwestra w pałacu prezydenckim. Gdy elity i korpus dyplomatyczny podziwiali fajerwerki, odjechał cichaczem na lotnisko, skąd cztery samoloty transportowe wywiozły dyktatora i jego świtę na Dominikanę. Wraz z 300 mln dolarów, sumą niebywałą na owe czasy. Kradzież na długo spustoszyła kubański skarbiec. 7 stycznia 1959 r. tłumy mieszkańców Hawany entuzjastycznie witały wkraczających partyzantów. I znowu do historii weszła tylko kolumna Guevary, podczas gdy faktyczną siłą, która zajęła stolicę, były oddziały Frontu Escambray. Sam Fidel przybył jako ostatni, aby płomienną mową ogłosić sukces rewolucji.

Zdrada

Po wspólnym zwycięstwie partyzanci II Frontu zdemobilizowali się, włączając w pokojowe, choć nacechowane burzliwymi reformami życie. Menoyo i Morgan zostali mianowani przez Castro na najwyższy stopień wojskowy – comandante. Weszli do nowych władz, podobnie jak przywódcy Dyrektoriatu i innych ugrupowań demokratycznych. Jednak miodowy miesiąc zakończył się bardzo szybko.

Guevara i Raul Castro byli komunistami i w takim duchu zmieniali Kubę. W 1959 r. znacjonalizowali gospodarkę oraz sektor bankowy, nawiązując wyraźnie do wzorów sowieckich. Przystąpili szybko do marksistowskiej indoktrynacji armii, a służbę bezpieczeństwa zorganizowali na podobieństwo KGB. Kubę zalała fala represji organizowanych pod szyldem Najwyższego Trybunału Rewolucyjnego na czele z Guevarą. Jego celem było osądzenie zbrodniarzy reżimu Batisty. Na karę śmierci skazano ponad 8 tys. osób z elit gospodarczych, wojskowych i politycznych Kuby. Trudno się dziwić, że rosło niezadowolenie ideowych rewolucjonistów, którzy dostrzegali, że jedną dyktaturę zastępuje kolejna, tym bardziej że rosło niezadowolenie wsi. Wprawdzie Castro przeprowadził reformę rolną, ale chłopom oddał jedynie 40 proc. ziemi, a pozostałe 60 proc. areału upaństwowiono. Co więcej, przejęte plantacje trzciny cukrowej były nieumiejętnie zarządzane i szybko bankrutowały, a ich dotychczasowi pracownicy zasilali rzeszę bezrobotnych. Źle działo się również w polityce zagranicznej.

Castro postawił na ścisłe związki z ZSRR, na Kubę ściągali więc liczni sowieccy doradcy i instruktorzy – policyjni oraz wojskowi. Wszystko razem wywołało rozłam wśród dotychczasowych sojuszników. Na razie cichy, ale w 1960 r. zdarzyły się głośne protesty. Lewicowi studenci z Hawany demonstrowali przeciwko wizycie sowieckiego bonzy Anastasa Mikojana. Po tym wydarzeniu Dyrektoriat przeszedł do otwartej opozycji, część jego działaczy została aresztowana. Wśród nich znalazła się legenda rewolucji, comandante William Morgan. Po sfingowanym procesie został rozstrzelany za rzekomy spisek z CIA. Był to sygnał do powszechnej ewakuacji. Część byłych już rewolucjonistów, na czele z Menoyo, przedostała się do USA, gdzie założyli organizację Alfa 66, która za cel postawiła sobie antycastrowskie powstanie. Inni uciekli ponownie w góry Escambray i od nowa tworzyli partyzantkę z poparciem rozczarowanych chłopów. Tak rozpoczęła się nieznana szerzej w świecie wojna domowa, która podzieliła Kubę na pięć długich lat. To prawda, że opozycja liczyła na inwazję amerykańską oraz otrzymywała od USA pomoc wojskową i finansową. Dzięki niej Alfa 66 zorganizowała sieć konspiracyjno-dywersyjną, która pokryła wyspę, nie wyłączając największych miast. To prawda, że siatka wykonywała zadania wywiadowcze na rzecz USA. Ale po klęsce operacji CIA w Zatoce Świń (1961 r.) oraz po kryzysie rakietowym 1962 r. Waszyngton znacznie ograniczył zaangażowanie na Kubie.

Sowieccy okupanci

W tym samym czasie na wyspie wylądował kontyngent sowiecki, uznany przez wielu Kubańczyków za okupanta dokonującego zbrojnej agresji. Partyzanci atakowali nie tylko oddziały castrowskiej armii i milicji ludowej, ale także sowieckie garnizony, zadając im spore straty. Jeśli oficjalna statystyka ZSRR zamyka się 67 oficerami i żołnierzami, to dziś szacuje się, że na Kubie poległo lub umarło z ran 370. Wielu sowieckich żołnierzy chłopi zarżnęli maczetami za to, że ośmielili się dotknąć ich żon i sióstr. Ponadto partyzanci organizowali zamachy bombowe na działaczy partii komunistycznej, lokalne administracje oraz niszczyli przymusowo zakładane kołchozy. Castro odpowiedział obozami koncentracyjnymi i łagrami, ale mimo mobilizacji 70 tys. żołnierzy i 110 tys. milicjantów, podobnie jak Batista nie mógł zdławić oporu. Pomogła dopiero interwencja sowiecka.

W 1963 r. grupy operacyjne KGB założyły warowny obóz w mieście Trinidad. Tak powstała antypartyzancka baza wypadowa i centrum wyszkolenia kubańskiej służby bezpieczeństwa. Okupanci opracowali plan pacyfikacji, żywcem wzorując się na bolszewickich doświadczeniach. Wykorzystali metody Michaiła Tuchaczewskiego, który w 1922 r. zdławił chłopskie powstanie w guberni tambowskiej. Idąc tym śladem, kubańskie oddziały pacyfikacyjne dowodzone przez instruktorów sowieckich stosowały w zbuntowanych rejonach taktykę spalonej ziemi. Palono wsie, niszczono uprawy, zabijano zwierzęta domowe, a ludność zaganiano do obozów. Często brano zakładników. Identycznymi represjami objęto wszelkich przeciwników nowej dyktatury. W miastach liczba aresztowanych była tak wielka, że na obozy koncentracyjne przeznaczano stadiony sportowe.

W tym samym czasie kontrwywiad GRU rozbił konspiracyjną sieć Alfa 66. Udało się im zdekonspirować tajne radiostacje, a zatem przeciąć kanały łączności ze światem. Podczas antypartyzanckich operacji w ręce reżimu wpadł były comandante, a wówczas najzacieklejszy wróg, Eloy Gutiérrez Menoyo. Gdy doprowadzono go przed Castro, ten powiedział: „Eloy, czekałem, bo wiedziałem, że wrócisz". Partyzant został skazany na 25 lat więzienia, skąd wyszedł pod naciskiem Jana Pawła II i władz Hiszpanii. Wyjechał do USA, ale ponownie wrócił na Kubę, aby stanąć na czele zupełnie innego ruchu. Chodzi o kubańskich dysydentów, którzy bez użycia siły pragnęli skłonić Castro do demokratyzacji reżimu. Z tego samego powodu w 1994 r. wybuchły spontaniczne protesty mieszkańców Hawany. Wydarzenia nazwano Powstaniem Maleconazo. Tłumy zgromadzone na nadmorskim bulwarze o tej nazwie głośno skandowały hasło: „Cuba – Si! Fidel – No!". Ale pokojowa i pełna cierpień walka kubańskich dysydentów zasługuje na oddzielny artykuł. Najważniejsza jest pamięć o odkłamanym przebiegu kubańskiej rewolucji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA