fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

IPN: Lech Wałęsa jednak podpisał

Lech Wałęsa uważa, że SB spreparowała jego teczkę
AFP
Tylko jeden donos znaleziony w teczce TW „Bolka" został sfałszowany – ustalił grafolog.

Opinię „z zakresu badania pisma ręcznego" dokumentów znalezionych rok temu w domu gen. Kiszczaka przygotował Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie. Naukowcy nie mają wątpliwości – niemal wszystkie materiały znalezione w dwóch teczkach TW „Bolek" są podpisane ręką byłego prezydenta.

Eksperci wzięli pod lupę teczki, które rok temu próbowała sprzedać IPN wdowa po szefie PRL-owskiego MSW, jednym z twórców stanu wojennego – Czesławie Kiszczaku.

Materiały zostały przejęte przez prokuratora IPN. W związku z tym, że Lech Wałęsa od początku twierdził, iż zostały sfałszowane, białostocki pion śledczy IPN wszczął śledztwo, aby to sprawdzić. W kwietniu Wałęsa został przesłuchany jako świadek.

– Składając zeznania, oświadczył: nigdy nie współpracowałem ze Służbą Bezpieczeństwa ani żadnym innym organem bezpieczeństwa PRL. Nigdy nie podpisałem żadnego donosu, nigdy nie otrzymałem żadnych pieniędzy od Służby Bezpieczeństwa i nie podpisałem żadnego pokwitowania – mówił Andrzej Pozorski, szef pionu śledczego IPN, zastępca prokuratora generalnego.

W czasie przesłuchania byłemu prezydentowi w obecności pełnomocników zostały pokazane wszystkie znajdujące się w dwóch teczkach dokumenty, m.in. zobowiązanie do współpracy z SB datowane na 21 grudnia 1970 r. z podpisem „Lech Wałęsa – Bolek".

W maju dokumenty trafiły do Instytutu Sehna. – Z opinii biegłych jednoznacznie wynika, że zobowiązanie do współpracy z SB i pokwitowania odbioru pieniędzy podpisał Lech Wałęsa – nie ma wątpliwości Pozorski.

– W aktach „Bolka" brak śladów przerabiania i kopiowania, pismo było naturalne – opisuje prof. Maria Kała, dyrektor Instytutu Sehna z Krakowa, który badał teczki „Bolka". Dodała, że ekspertyza liczy 235 stron.

Zespół biegłych poddał analizie 158 dokumentów, m.in. sporządzone odręcznie 21 grudnia 1970 roku zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, 117 stron donosów spisanych odręcznie przez agenta o pseudonimie „Bolek" oraz 17 pokwitowań odbioru pieniędzy na kwotę 11 700 zł.

Biegli dysponowali obszernym materiałem porównawczym – 142 dokumentami, które w okresie od 1963 roku do 2016 roku sporządził lub podpisał Wałęsa. To m.in. wnioski paszportowy, o wydanie prawa jazdy, dowód rejestracji samochodu, dokumenty ze spółdzielni mieszkaniowej z 1972 r., z kolejnych miejsc pracy, dokumenty przechowywane w Kancelarii Prezydenta RP. Eksperci przeanalizowali też dokumenty sporządzone odręcznie przez dziesięciu funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, których dane widnieją w teczkach TW „Bolka".

Tylko w kilku przypadkach eksperci mieli wątpliwości. Sześć odręcznych doniesień zostało sporządzonych przez Lecha Wałęsę, natomiast kryptonim „Bolek" został dopisany przez funkcjonariuszy SB. Jeden odręczny donos liczący sześć stron został napisany przez funkcjonariusza SB, ale każdą stronę – zdaniem biegłego – sygnował kryptonimem „Bolek" osobiście Wałęsa. Tylko jeden donos opatrzony pseudonimem został napisany przez funkcjonariusza SB.

Prezes IPN dr Jarosław Szarek przypomina, że historycy IPN od momentu ukazania się książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza w 2008 r. nie mieli wątpliwości, że od 29 grudnia 1970 r. do 19 czerwca 1976 r. Wałęsa współpracował z SB. Jego zdaniem „nie ulega wątpliwości, że dla milionów Polaków po roku 1980 Lech Wałęsa był przywódcą walki o wolność, przywódcą Solidarności i laureatem Pokojowej Nagrody Nobla w 1983 roku". Obok Jana Pawła II Wałęsa jest najsłynniejszym Polakiem.

Szarek dodaje, że nikt nie zamierza usuwać Lecha Wałęsy z historii Polski. – Natomiast od dzisiaj można stawiać pytanie, na ile współpraca z początku lat 70. determinowała jego decyzje w późniejszym czasie, w czasach pierwszych 16 miesięcy Solidarności, później w latach 80., a także po 1989 r. – uważa Szarek.

Wałęsa, który jest w Kolumbii, nie odniósł się do zarzutów IPN. We wpisie na Facebooku przypomniał, że padł ofiarą bezpieki, która preparowała przeciwko niemu dokumenty. Podkreślał, że kryptonim „Bolek" nosił podsłuch założony w jego miejscu pracy w stoczni, a potem gromadzone przez SB materiały.

Co teraz? – Lech Wałęsa może złożyć wnioski i zastrzeżenia do opinii biegłych w sprawie teczki TW „Bolek" – opisuje prokurator.

Niewykluczone, że śledczy IPN wyłączy materiały dotyczące składania fałszywych zeznań przez Wałęsę i przekaże je do prokuratury powszechnej.

Były prezydent może też złożyć wniosek do sądu o autolustrację. Nie może tego zrobić IPN. Przypomnijmy, że w 2000 r. Sąd Lustracyjny uznał prawdziwości oświadczenia Wałęsy, iż nie miał związków z SB.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.kozubal@rp.pl

Opinie

Piotr Gontarczyk, historyk IPN, współautor książki „SB a Lecha Wałęsa"

Nikt rozsądny nie powinien mieć teraz wątpliwości, że sprawa współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa w latach 70. została definitywnie zakończona. Moim zdaniem nic to nie zmienia w biografii Lecha Wałęsy. Bo o rozmiarze współpracy, o tym, co się działo w latach 70., pewna wiedza istniała wcześniej. To wynikało z drobnych dokumentów, które znaleźliśmy przy okazji pisania książki, z tego, co znaleziono potem u Marii Kiszczak. Ważne jest, że ekspertyza grafologa nie pozostawia wątpliwości co do autentyczności dokumentów.

Znam wiele podobnych opinii, w których napisane było „prawdopodobnie", „najpewniej", „wydaje się". Zwykle było tak, że były jakieś drobne wątpliwości. Ta ekspertyza jest jedną z nielicznych, w których orzeczenie jest definitywne, nie budzi wątpliwości.

Byłbym daleki od stawiania zbyt daleko idących hipotez, czy fakt współpracy Lecha Wałęsy z SB w latach 70. miał wpływ na późniejsze jego decyzje. Trzeba pamiętać, że Lech Wałęsa to przede wszystkim legendarny przywódca Solidarności z lat 80. Nikt mu tego nie odbierze. I nikt nie zamierza odbierać. Informacje o tym, jak był represjonowany i inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, pojawiały się w wielu publikacjach naukowych, w tym IPN. Jego biografia – dosyć skomplikowana – została teraz uzupełniona w sposób definitywny o te smutne, niestety, fakty z lat 70., z którymi – odnoszę wrażenie – w dalszym ciągu Lech Wałęsa ma problem. —not. koz

Jan Widacki, profesor nauk prawnych, pełnomocnik Lecha Wałęsy

Śledząc konferencję IPN, można było odnieść wrażenie, że jakieś fakty zostały w niezbity sposób udowodnione, a sprawa jest zakończona. Tymczasem z prawnoprocesowego punktu widzenia z opinią ma prawo się zapoznać strona, czyli Lech Wałęsa i jego pełnomocnicy. Mamy prawo zgłosić uwagi i zadać pytania biegłym lub żądać powołania innych biegłych, wykazując, że opinia jest niepełna i nielogiczna. To wszystko jest przed nami, bo opinii wciąż nie dostaliśmy, choć należy się nam ona z ustawy. Ponieważ opinii nie znamy, trudno się do niej odnosić. Jednak jeżeli materiałem porównawczym były zapiski Wałęsy z lat ostatnich, metodologię trzeba uznać za niewłaściwą. Dlatego, że pismo Wałęsy z lat 70., gdy był prostym robotnikiem i z trudem składał litery, różniło się od tego z okresu, gdy podpisywał tysiące dokumentów jako przewodniczący związku i prezydent. To dwie różne klasy pisma. Jeśli z kolei ekspertyza oparta jest na materiale porównawczym z tamtych lat, można pytać, na ile jest on autentyczny.

Warto dodać, że ekspertyz grafologicznych jest sporo w procesach cywilnych, m.in. o autentyczność testamentów i umów, w sprawach rodzinnych i karnych. Zwykle w aktach można znaleźć kilka opinii grafologicznych, które są wzajemnie sprzeczne. To jest ten rodzaj ekspertyzy, który nie zalicza się do dowodu naukowego. Jest tu duża doza subiektywizmu. Dopiero zaczyna się więc pewien proces, a nie zakończył się, tak jak to przedstawiono. —not. wef.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA