fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ruch oporu w Auschwitz: Konspiracja za obozowymi drutami

AFP
Auschwitz-Birkenau to jeden z najstraszniejszych rozdziałów w historii ludzkości. Ci, którzy tam trafiali i nie szli od razu do komór gazowych, musieli każdego dnia walczyć o przetrwanie. Mimo tych skrajnie trudnych warunków w obozie prężnie działał ruch oporu.

W Auschwitz-Birkenau, największym niemieckim obozie zagłady, straciło życie ok. 1,1 mln osób. To przerażająca liczba, ale z pewnością byłaby jeszcze większa, gdyby nie skuteczna i prowadzona na szeroką skalę konspiracja, dzięki której uratowano setki, a może tysiące istnień. W obozie oporem mogło być wszystko, bo wszystko było zabronione. Najważniejsza była pomoc dla najbardziej potrzebujących. Jakub Bajurski, jeden z członków konspiracji w Auschwitz, wspominał: „Proszę nie liczyć na mnie, że wam będę opowiadał, że mieliśmy broń ręczną czy armaty. Nasza organizacja w planie pierwszym miała zmienić złe stosunki tam panujące, wprowadzić postrach na złych ludzi, na tych, co bili więźniów (...), przeciążali pracami i traktowali nie jak ludzie ludzi. I to się na pewno nam udało". Płk Kazimierz Rawicz, jeden z organizatorów i przywódców ruchu oporu w KL Auschwitz, pisał: „Ostrzegać nowo przybyłych przed grożącymi niebezpieczeństwami, informować o warunkach życia (...), podtrzymywać na duchu – oto zadania, jakie widziałem".

Ruch oporu przyjął w dużym stopniu formy zorganizowane, ale należy do niego zaliczyć również akcje podejmowane spontanicznie, a także samopomoc więźniarską o charakterze indywidualnym. Działania te zresztą często się uzupełniały i przenikały, ponieważ najsilniejsi i najaktywniejsi w niesieniu pomocy więźniowie prędzej czy później byli wciągani w struktury konspiracji.

Strzały w krematorium

Ci, którzy od razu z rampy kolejowej szli na śmierć, czyli większość deportowanych Żydów, z oczywistych powodów nie mogli zorganizować oporu. Co nie znaczy, że wszyscy potulnie godzili się ze swoim losem. Najsłynniejszy przypadek spontanicznego oporu ze strony Żydów zdarzył się 23 lub 24 października 1943 r. Kiedy kobiety z transportu z KL Bergen-Belsen po selekcji trafiły do budynku krematorium nr II, jedna z nich (według niektórych źródeł była nią polska Żydówka Franciszka Mann) wyczuła grożące niebezpieczeństwo, wyrwała pistolet esesmanowi Josefowi Schillingerowi i oddała kilka strzałów, ciężko go raniąc (później zmarł). Postrzeliła także drugiego esesmana Wilhelma Emmericha. Wtedy inne kobiety zaatakowały pozostałych oprawców, próbując się wydostać na zewnątrz. Wszystkie, łącznie z bohaterską inicjatorką buntu, zostały zastrzelone na miejscu.

Również podczas obozowych egzekucji dochodziło czasem do spontanicznego buntu. Tuż przed największą egzekucją w Auschwitz – 28 października 1942 r., kiedy rozstrzelano 280 więźniów obozu macierzystego, dwaj skazańcy, kpt. dr Henryk Suchnicki i Leon Kukiełka, nie dali się wyprowadzić z bloku 11 zwanego blokiem śmierci, walcząc z esesmanami za pomocą drewnianych stołków. Zginęli zastrzeleni.

Bardzo ważnym aspektem oporu była samopomoc więźniarska. Socjolog Anna Pawełczyńska, która sama przeżyła Auschwitz, wśród najważniejszych jej przejawów wymienia ukrycie najsłabszego w środku kolumny (boki kolumny były najbardziej narażone na bicie), zastępowanie go przy ciężkiej pracy, oddanie cieplejszej odzieży, podzielenie się jedzeniem. Równie ważne było jednak wsparcie psychiczne. „Każdy przejaw solidarności i współczucia, każda godzina wspólnego życia wyobraźnią (...), każda chwila śmiechu (...) należały do zespołu zbiorowej samoobrony, a tym samym stanowiły element oporu" – uważa Pawełczyńska.

Więźniowie z narażeniem życia zbierali także dowody nazistowskich zbrodni. Udało im się m.in. wykraść tzw. książkę bunkra z bloku śmierci, odpisy książek kostnicy, spis ponad 6 tys. zamordowanych więźniarek, plany krematoriów i komór gazowych, dowody zbrodniczych eksperymentów dr. Josefa Mengelego, księgi ewidencyjne obozu cygańskiego, a członkowie konspiracji w Sonderkommando wykonali trzy unikatowe zdjęcia dokumentujące Holokaust. Część dokumentów ukrywano na terenie obozu z nadzieją, że zostaną odnalezione po wojnie, ale większość z nich przekazywano za druty, aby za pośrednictwem polskiego podziemia alarmować świat o dziejącej się tu zbrodni.

Opór przybierał także formę sabotażu. Na przykład więźniowie pracujący przy demontażu wraków samolotów celowo niszczyli jeszcze sprawną aparaturę i wylewali benzynę z baków, a więźniarki uprawiające w Rajsku roślinę kok-sagiz (zawierającą w korzeniach kauczuk wysokiej jakości, potrzebny Niemcom w przemyśle wojennym) podlewały ją chemikaliami.

Odważni i skuteczni

Pierwsze organizacje obozowego ruchu oporu zaczęły powstawać już w drugiej połowie 1940 r. Zakładali je głównie polscy więźniowie polityczni. Ponieważ wielu z nich trafiało do Auschwitz za działalność konspiracyjną, za naturalne uważali kontynuowanie walki z wrogiem także za drutami.

Jako pierwsi, bo już wczesną jesienią 1940 r., podziemną organizację założyli działacze przedwojennego PPS: Stanisław Dubois i Norbert Barlicki. Później grupę zasilili ludowcy i komuniści. Skupili się na organizowaniu pomocy dla współwięźniów i nawiązaniu kontaktu z przyobozowym ruchem oporu, dzięki któremu wysyłali pierwsze raporty dla świata.

22 września 1940 r. do Auschwitz przywieziono rtm. Witolda Pileckiego. Za drutami znalazł się dobrowolnie, pozwalając się schwytać podczas łapanki na warszawskim Żoliborzu. Od władz konspiracyjnych Pilecki otrzymał niełatwe zadanie – miał zebrać informacje wywiadowcze na temat funkcjonowania obozu oraz zorganizować tam ruch oporu. Pilecki energicznie przystąpił do działania, tworząc Związek Organizacji Wojskowej. Wyznaczył mu konkretne cele: podtrzymywanie na duchu kolegów, ratowanie ich życia, przekazywanie im informacji z zewnątrz i wysyłanie wiadomości z obozu do ich bliskich, potajemne zdobywanie i rozdzielanie żywności i odzieży, obsadzanie przez członków organizacji posad funkcyjnych, a w przyszłości przygotowanie oddziałów, które miały wesprzeć od środka planowany atak sił partyzanckich.

Organizacja opierała się na systemie „piątkowym", choć była to nazwa umowna, ponieważ poszczególne grupy czasami liczyły więcej osób. Każda „piątka" była organizacyjnie samowystarczalna i zgodnie z relacją Pileckiego „nie wiedziała nic o »piątkach« innych i sądząc, że jest jedynym szczytem organizacji, rozwijała się samodzielnie". Pierwszą „górną piątką" dowodził ppłk Surmacki, który jako inżynier geodeta pracował w tzw. komandzie mierników. Odgrywało ono ważną rolę w strukturach obozowej konspiracji, bo zatrudnieni w nim więźniowie podczas pracy mogli poruszać się po terenie przyobozowym, co pozwoliło nawiązać kontakty z działającym tam podziemiem i miejscową ludnością. Z ich pomocą kolportowano grypsy, wysyłano meldunki do dowództwa obwodu oświęcimskiego ZWZ/AK oraz pozyskiwano bezcenne dla więźniów Auschwitz lekarstwa, żywność i odzież. O skuteczności tych działań świadczą liczby, np. w październiku 1941 r. tylko jednego dnia przeszmuglowano 14,5 kg masła, 10,5 kg cukru, 4 kg margaryny i 100 kg chleba, a 31 lipca 1942 r. więzień Janusz Pogonowski dostarczył za druty ok. 1000 ampułek różnych lekarstw.

Obsadzanie „swoimi" ludźmi komand lub warsztatów oraz kontakty w obozowych szpitalach w ogóle miały kluczowe znaczenie dla sprawnego działania ruchu oporu, ponieważ dawało to niepomiernie większe możliwości konspiracyjnego działania niż praca w „zwykłych" komandach. Jeden z więźniów, Stanisław Dworakowski, wspominał, że otrzymał bezinteresowną pomoc niemal od razu, gdy z powodu bardzo ciężkiej pracy całkowicie opadł z sił. Wspomogli go koledzy z kartoflarni – kolejnego miejsca, które było ważnym elementem struktury konspiracyjnej w Auschwitz, bo pracujący tam więźniowie mieli ułatwiony dostęp do pożywienia. Do kartoflarni kierowano także więźniów, którzy byli uczonymi, inżynierami, prawnikami, oficerami. Wielu z nich tylko w ten sposób miało szansę przetrwać wyniszczający pobyt w obozie.

Jednym z kluczowych miejsc był blok szpitalny. Dzięki zaufanym ludziom można było lepiej zaopiekować się wycieńczonymi członkami organizacji, ale także ratować więźniów podczas selekcji do gazu, które esesmani systematycznie przeprowadzali wśród chorych. „Bardzo osłabionych chorych pouczało się, jak mają się zachować podczas selekcji. Uczyło ich się, co mają odpowiadać na zadane im przez lekarza SS pytania i jak pozorować swą postawą, że są silni" – wspominał Władysław Fejkiel. Tych w stanie krytycznym ukrywano bądź przenoszono do pomieszczeń, które lekarze SS już skontrolowali. Latem 1944 r. udało się także wciągnąć do obozowej konspiracji austriacką pielęgniarkę Marię Stromberger, pracującą w szpitalu dla esesmanów. Siostra Maria dostarczała lekarstwa, prasę, materiały wybuchowe, broń, a na zewnątrz wynosiła paczki i dokumenty.

ZOW bardzo szybko się rozrastał, w szczytowym okresie działalności w 1942 r. liczył około 800 zaprzysiężonych członków. Nie był jednak jedyną organizacją konspiracyjną w obozie. Już w lutym 1941 r. płk Kazimierz Rawicz założył Związek Walki Zbrojnej (ZWZ). W kierownictwie znaleźli się także płk Teofil Dziama, kpt. Tadeusz Paolone i Bernard Świerczyna. W ślad za pierwszymi organizacjami powstawały kolejne, m.in. płk. Aleksandra Stawarza i rtm. Włodzimierza Kolińskiego. Jesienią 1941 r. zaczęły działać grupy prawicowe, rekrutujące się z sympatyków Narodowej Demokracji i Obozu Narodowo-Radykalnego. Ich inicjatorami byli profesor Roman Rybarski i Jan Mosdorf. Grup konspiracyjnych było na tyle dużo, że w końcu ich siatki zaczęły się przenikać. „Często werbowani odpowiadali: dobrze, ale my należymy do innej organizacji. Zdarzały się nieraz także sytuacje, iż jeden i ten sam człowiek był równocześnie członkiem kilku grup konspiracyjnych" – wspominał Rawicz. Ponieważ Rawicz reprezentował w obozie najsilniejszą krajową organizację podziemną, pod koniec 1941 r. zdecydował się na przeprowadzenie akcji scaleniowej. Jesienią podporządkował mu się Pilecki, pozostając nadal dowódcą całości konspiracji wojskowej w Auschwitz. Z czasem do ZWZ przystąpiły też inne polskie grupy. Udało się także stworzyć komitet polityczny działający przy ZWZ, w którego skład weszli przedstawiciele najważniejszych organizacji w Auschwitz. Rawicz kierował organizacją do sierpnia 1942 r., kiedy wywieziono go do KL Mauthausen. Dowództwo po nim przejął płk Juliusz Gilewicz.

Obozowe Gestapo od początku zwalczało ruch oporu, infiltrując środowisko konspiratorów poprzez licznych szpicli i agentów. W 1943 r. Niemcy przeprowadzili dwie akcje, w wyniku których wojskowa konspiracja została rozbita. 25 stycznia rozstrzelano 51 więźniów podejrzewanych o udział w ruchu oporu, a 11 października kolejne 54 osoby. Wśród zamordowanych znalazło się wielu członków ZOW, w tym czołowi przywódcy: Juliusz Gilewicz, Teofil Dziama, Jan Mosdorf, Tadeusz Paolone. Wielu konspiratorów zginęło także podczas innych egzekucji lub zostało zamęczonych w trakcie przesłuchań.

Do tych zbrodni w największym stopniu przyczynili się dwaj konfidenci Gestapo – Niemiec Ernest Malorny i Polak Stefan Olpiński. Tego drugiego szybko spotkała zasłużona kara. Jan Dziopek wspominał: „Podarowaliśmy mu piękny angielski sweter z wszami zarażonymi tyfusem". Olpiński trafił do szpitala, gdzie „zaopiekował" się nim inny członek ruchu oporu. „Leczenia" nie przeżył.

Być może założyciel obozowej konspiracji Witold Pilecki także trafiłby pod ścianę straceń, gdyby nie fakt, że w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. zbiegł z obozu, aby przekonać dowództwo AK do wsparcia powstania w Auschwitz. Ucieczka Pileckiego nie była ani pierwszą, ani ostatnią akcją tego typu. Do tej pory udało się ustalić, że z obozu zbiegło 928 osób. Około jednej trzeciej z nich Niemcy nie zdołali złapać. Więźniowie podejmowali ucieczki na własną rękę, ale częściej były one wspierane lub wręcz organizowane przez ruch oporu. ZOW Pileckiego pomógł w jednej z najsłynniejszych i najbardziej brawurowych akcji tego typu. Przeprowadzili ją 20 czerwca 1942 r. czterej więźniowie: Kazimierz Piechowski, Stanisław Jaster, Eugeniusz Bendera i Józef Lempart. Ubrani w mundury esesmanów, które wcześniej wykradli z magazynu, wyjechali z obozu samochodem jednego z oficerów SS. Jaster zabrał ze sobą raport przygotowany przez Pileckiego, który przekazał dowództwu AK. Takie udane ucieczki bardzo podnosiły morale więźniów.

Buntownicy z obozu zagłady

Główne i najliczniejsze organizacje podziemne działały w tzw. obozie macierzystym. Dużo trudniejsza była pod tym względem sytuacja w Birkenau, który był przede wszystkim obozem zagłady. Jednak i tam więźniowie, którzy nie trafiali od razu do komór gazowych, próbowali organizować ruch oporu. Pierwszą i największą grupę stworzył płk Jan Karcz, członek ZOW, który w grudniu 1941 r. został skierowany z obozu macierzystego do kompanii karnej w Birkenau. Należeli do niej m.in. Czesław Ostańkowicz, Władysław Ostrowski, Janusz Krzywicki i Stanisław Grudziński. Ratowali przed selekcjami więźniów ze szpitala, opiekowali się kierowanymi do kompanii karnej oraz zdobywali żywność. Czesław Gaszyński, jeden z członków ruchu oporu, wspominał: „Jako pisarz blokowy byłem przy masowych selekcjach [Żydów] do gazu i wówczas było możliwe przy zapisywaniu numerów przeznaczonych do gazu niejedne numery nie wpisać, co tym, których pominąłem w zapisaniu, uratowało życie".

Karcz zginął w egzekucji 25 stycznia 1943 r. Po jego śmierci dowództwo przejął Władysław Ostrowski. Po deportacji jego i części konspiratorów w marcu 1943 r. do KL Buchenwald grupa praktycznie przestała istnieć. Latem 1943 r. również w obozie kobiecym w Birkenau powstała organizacja podziemna. Jej zrąb tworzyły Stanisława Rachwałowa, Antonina Piątkowska, Helena Hofman, Wiktoria Klimaszewska i Zofia Bratro. Kobiety dość często zatrudniano w tzw. Kanadzie, czyli sortowni i magazynach rzeczy zagrabionych przez Niemców zamordowanym Żydom. Dawało to duże możliwości „organizowania" (czyli zdobywania w nielegalny sposób) jedzenia, lekarstw, ciepłej bielizny, odzieży. Od 1943 r. w Birkenau działało też kilka podziemnych grup komunistycznych, np. w szpitalu istniała komórka konspiracyjna Alfreda Fiderkiewicza (należał do niej m.in. poeta Tadeusz Borowski), która ratowała więźniów, zwłaszcza wybitnych polityków i naukowców.

Członkowie polskich i zagranicznych grup starali się także pomagać konspirującym Żydom z Sonderkommando, specjalnego oddziału do obsługi komór gazowych i krematoriów. Przywódcami żydowskiego ruchu oporu byli Załmen Gradowski, Jankiel Handelsman, Josef Deresiński i Jakow Kamiński. „Praca konspiracyjna członków Sonder polegała m.in. na wykradaniu złota w celu sabotowania akcji gromadzenia go przez hitlerowców. W tym celu zmajstrowałem uchwyt do wyciągania klejnotów z puszki SS-manów, tzw. skarbonki. Poza tym doradziłem »dentystom« Sonder, by po wyrwaniu zęba w złotej koronce wtłaczali go do gardła zamordowanego, przez co trafiała ona do pieca i była wyrzucona z prochami" – wspominał Henryk Porębski. Członkowie Sonderkommando wykradali także odzież i lekarstwa z bagaży ludzi wysłanych do komór gazowych, a potem przekazywali je innym więźniom Birkenau.

Najsłynniejszą akcją ruchu oporu w Sonderkommando był bunt, do którego doszło 7 października 1944 r. w krematorium IV. Więźniowie podpalili i poważnie uszkodzili krematorium oraz zaatakowali przebywających w pobliżu esesmanów. Podobną akcję podjęli także więźniowie w krematorium II. Niektórym udało się przeciąć ogrodzenie i wydostać z obozu. Niestety, zostali wyłapani przez esesmanów i zamordowani. Łącznie podczas buntu i w wyniku represji po buncie zginęło 451 Żydów. Straty esesmanów wyniosły trzech zabitych i kilkunastu rannych.

Kampfgruppe Auschwitz

Mimo represji i rozbicia największych obozowych organizacji konspiracyjnych ruch oporu nie zamarł. Powstawały nowe grupy, m.in. silna konspiracja o charakterze lewicowym, złożona z byłych członków PPS, komunistów i bezpartyjnych. Jednym z jej przywódców był późniejszy premier PRL Józef Cyrankiewicz.

W KL Auschwitz największą grupę więźniów stanowili Polacy i Żydzi, ale do obozu trafiali także jeńcy radzieccy oraz więźniowie polityczni z innych krajów europejskich. Od 1942 r. działały dwie najsilniejsze grupy oporu: austriacka i francuska, w których dominowali komuniści. Mniejsze grupy tworzyli więźniowie z Belgii, Czech, Jugosławii i Niemiec. Bardzo aktywni byli też jeńcy sowieccy.

Z początkiem 1943 r. z inicjatywy Austriaków zaczęto prowadzić tajne rokowania w celu połączenia wszystkich grup – polskich i z innych krajów. W maju utworzono wspólną organizację Kampfgruppe Auschwitz (Grupę Bojową Oświęcim), która działała zarówno w Auschwitz I, jak i Birkenau. Dość długo trwały rokowania z polskimi grupami wojskowymi i dopiero w 1944 r., po ich osłabieniu w wyniku aresztowań i egzekucji, doszło do powołania wspólnej Rady Wojskowej Oświęcim (RWO). W jej skład weszli z ramienia GBO Lucjan Motyka i Heinrich Duermayer, a z grupy wojskowej Bernard Świerczyna i Mieczysław Wagner.

Jednym z głównych celów RWO było ratowanie więźniów przed masową zagładą, która groziła w momencie likwidacji obozu. Ratunkiem miało być wywołanie powstania. Plany te nie były czymś nowym. RWO oparła się na projektach opracowanych jeszcze w 1942 r. przez ZOW Pileckiego i ZWZ Rawicza. „Przed organizacją chciałem postawić zadania przygotowania akcji zrywu. (...) Do ówczesnego dowódcy AK gen. Roweckiego wysłałem gońca. (...) Plan mój uznano za nadto śmiały" – wspominał Rawicz. Dowództwo AK podtrzymało swoją decyzję, gdy podobny pomysł przedstawił Pilecki, a także w następnych latach. Plany uznano za nierealne przede wszystkim dlatego, że w obozie przebywała zbyt duża liczba osób niezdolnych do walki, którym ruch oporu nie mógłby zapewnić pomocy i bezpieczeństwa podczas akcji. Dodatkowo w drugiej połowie 1944 r. zaczęły się masowe wywózki więźniów do innych obozów koncentracyjnych, co zdezorganizowało konspirację.

Ruch oporu w KL Auschwitz-Birkenau był czymś zupełnie niezwykłym. Na „nieludzkiej ziemi", w miejscu, gdzie królowała śmierć, a większość ludzi traciła wszelką nadzieję, znaleźli się ludzie, którzy swoją niezłomną, często bohaterską postawą pomagali przetrwać najsłabszym i mieli wystarczająco dużo siły i hartu ducha, by czynnie przeciwstawić się oprawcom. Wielu z nich zapłaciło za to najwyższą cenę.

Cytaty pochodzą z opracowania Krzysztofa Jóźwiaka i Jakuba Kulawczuka „Obozowy ruch oporu – przejawy", przygotowanego w ramach projektu „Kronika – Reportaż: Europa według Auschwitz"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA