fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Zaginiona kolonia Roanoke

Drzewo z napisem „CRO” – przygotowanym na potrzeby filmu „Roanoke: The Lost Colony” (2007 r.)
Fort Raleigh National Historic Site
Co się stało z ponad setką kolonistów osiedlonych na wyspie Roanoke w 1587 r.? Losy mieszkańców tej pierwszej angielskiej osady w Ameryce Północnej od wieków pozostają nieznane.

John White wyskoczył z szalupy i brodząc w płytkiej wodzie, wyszedł na piaszczysty brzeg Roanoke. Zamiast radości z powrotu czuł narastający niepokój. Jeszcze wczoraj wieczorem, kiedy z pokładu „Hopewell" dostrzeżono ogień płonący w głębi wyspy, gubernator wierzył, że to znak od kolonistów, których zostawił tu trzy lata temu, wyruszając po pomoc do Anglii. Niestety, pora była późna, zmierzchało i z zejściem na ląd trzeba było zaczekać do wschodu słońca. Rankiem, na plaży, panowała jednak martwa cisza. White nakazał swoim ludziom forsowny marsz w stronę City of Raleigh – tę nadaną zdecydowanie na wyrost nazwę nosiła pierwsza angielska osada w Ameryce wybudowana u północnego krańca wyspy. Wciąż miał nadzieję, że za chwilę zobaczy swoją córkę i wnuczkę, która dokładnie tego dnia, 18 sierpnia 1590 r., kończyła trzy lata.

Po wejściu do lasu uwagę zwiadowców zwróciło duże drzewo rosnące przy ścieżce prowadzącej do osady. Ktoś zdarł z niego spory płat kory i w pniu wyciął trzy litery – CRO. Roanoke witała ich zagadkami. Niebawem między drzewami zamajaczyły ziemne wały niedużego fortu. Gubernator spostrzegł, że w trakcie jego nieobecności osadnicy wznieśli palisadę. Brama fortu była jednak otwarta, zwisała smętnie na zardzewiałych zawiasach. Niedaleko wejścia na jednym z ociosanych słupów wyryto napis: CROATOAN. Po otoczonym wałami i ostrokołem placu hulał wiatr. Drewniane chaty i zabudowania gospodarcze wraz z całym wyposażeniem zniknęły. W City of Raleigh nie było żywej duszy. I to od bardzo dawna.

White był zmartwiony, ale tajemnicze napisy paradoksalnie nieco go uspokoiły – kiedy w 1587 r. opuszczał wyspę, umówił się z kolonistami, że w razie gdy będą zmuszeni opuścić osadę, zostawią mu „tajemne słowo", wskazówkę, gdzie ich szukać. CROATOAN mogło oznaczać, że 114 mieszkańców City of Raleigh, w tym jego bliscy, przeniosło się na pobliską wyspę o takiej właśnie nazwie. Tym bardziej że nigdzie nie odnaleziono śladów walki, ognia, szczątków ludzkich ani symbolu krzyża pattée, który był umówionym znakiem niebezpieczeństwa. Wieczorem oddział White'a wrócił na pokład „Hopewell". Poszukiwania zaginionych kolonistów miały się rozpocząć następnego dnia.

Pierwsi odkrywcy

Anglicy zabrali się do kolonizowania Nowego Świata stosunkowo późno. Kiedy Hiszpanie i Portugalczycy budowali swoje kolonialne imperia, Francuzi, Holendrzy, a nawet Szwedzi zakładali w Ameryce pierwsze stałe osady, Anglicy woleli wysyłać tam korsarzy, którzy bezlitośnie łupili hiszpańskie porty i galeony. Pierwszą osobą, która postanowiła założyć w Ameryce Północnej stałą angielską kolonię, był Humprey Gilbert, który w 1583 r. wyprawił się tam pięcioma statkami. W drodze powrotnej zaginął na Oceanie Atlantyckim, ale licencja, jaką otrzymał od królowej Elżbiety, przeszła w połowie na jego przyrodniego brata Waltera Raleigha. Ten arystokrata, choć blisko współpracował z pisarzem Richardem Hakluytem, największym orędownikiem podjęcia przez Anglików trudu wielkiej kolonizacji Ameryki, był realistą i w pierwszym rzędzie zamierzał znaleźć tam dogodną bazę dla angielskich okrętów korsarskich. W 1584 r. wysłał do Ameryki misję rozpoznawczą, którą kierowali kapitanowie Arthur Barlowe i Philip Amadas. Wyprawa dotarła do łańcucha mierzejowych wysepek leżących na pograniczu dzisiejszych stanów Wirginia i Karolina Północna. Największe zainteresowanie odkrywców wzbudziła wyspa Roanoke, która wydawała się idealnym miejscem na port. Nawiązano także przyjacielskie stosunki z zamieszkującymi te okolice plemionami Sekotan i Kroatan. Wracając do Anglii, odkrywcy zabrali ze sobą dwóch tubylców – Manteo i Wanchese, kuzynów miejscowych wodzów Granganimea i Winginy. Po wysłuchaniu niezwykle optymistycznej relacji swoich wysłanników Raleigh przygotował plan akcji kolonizacyjnej. 9 kwietnia 1585 r. siedem statków z sześciuset ludźmi na pokładzie pod dowództwem Richarda Grenville'a i Ralpha Lane'a wyszło w morze, obierając kurs w stronę Wirginii, jak na cześć Królowej Dziewicy nazwano wybrzeże rozciągające się od Nowej Fundlandii po hiszpańską Florydę.

Jedna z akwareli Johna White’a przedstawiająca Indian z Roanoke
British Museum

Fort Lane'a

W czasie pełnego przygód rejsu stracono duży zapas żywności, dlatego kiedy flotylla dotarła w końcu do Roanoke, Grenville zdecydował, że tylko około stu kolonistów pozostanie na wyspie pod przywództwem Lane'a i spróbuje przetrwać do czasu, kiedy z Anglii przypłynie transport zapasów i kolejna fala osadników. Szybko się okazało, że raport Barlowe'a i Amadasa był zbyt optymistyczny – wody wokół wyspy są za płytkie i niebezpieczne, by mogła ona służyć za bazę dla korsarzy, a ziemi zdatnej pod uprawy jest niewiele, nie ma także złóż cennych kruszców. Początkowo udało się podtrzymać dobre stosunki z Indianami, ale dość szybko pojawiła się na nich pierwsza rysa – podczas eksploracji lądu w pobliżu Roanoke porywczy Grenville rozkazał spalić indiańską wioskę Aquascogoc, a jej mieszkańców wygnać. Była to kara za kradzież srebrnego kubka.

Pod koniec sierpnia 1585 r. Grenville odpłynął do Anglii, a Lane rozpoczął budowę fortu nazwanego na cześć sponsora wyprawy Fortem Raleigh. Kontynuował także eksplorację terenów zamieszkanych przez Indian. W wypadach tych towarzyszyli mu znany angielski matematyk i etnograf Thomas Harriot, który po powrocie do Anglii opublikował „Krótki i prawdziwy raport o nowo odkrytej krainie Wirginii", oraz kartograf John White, który sporządził liczne rysunki i akwarele przedstawiające Indian, miejscową florę i faunę oraz pierwszą mapę tych obszarów. Niestety, choroby przywleczone przez białych przybyszów zaczęły dziesiątkować miejscową ludność, a tymczasem angielscy koloniści domagali się od tubylców coraz częstszych dostaw żywności. Śmierć Granganimea, który stał na czele probrytyjskiego stronnictwa wśród Indian, jeszcze bardziej zaogniła stosunki. W końcu inny miejscowy wódz – Wingina – zmienił imię na Pemisapan i stanął na czele grupy otwarcie wrogiej wobec Anglików. Jego kuzyn Wanchese, mimo że spędził rok w Anglii, poparł go, natomiast Manteo pozostał przyjacielem białych. Pemisapan ewakuował Sekotan z Roanoke, zniszczył jazy rybackie i zakazał członkom swojego plemienia handlu z Anglikami. Rozeźleni koloniści 1 czerwca 1586 r. znienacka napadli na główną osadę tubylców Dasamongueponke, w momencie kiedy odbywał się tam indiański wiec i rada starszych. Pemisapan został zastrzelony, a jego głowę nabito na palisadę kolonii jako złowrogie memento.

Indianie nie przelękli się jednak i całkowicie odcięli Roanoke od kontaktów ze światem zewnętrznym. Po trzech tygodniach koloniści skapitulowali – wsiedli na okręty flotylli Francisa Drake'a, który odwiedził wyspę, wracając z łupieżczego rajdu po hiszpańskich portach na Karaibach, i odpłynęli do Anglii. Postąpili zbyt pochopnie. Już kilka dni później na Roanoke zawinął statek z zaopatrzeniem, a po dwóch tygodniach pojawiły się trzy okręty dowodzone przez powracającego Grenville'a. Nie mogąc znaleźć kolonistów, Anglicy odpłynęli, zostawiając na wyspie jedynie oddział 15 żołnierzy, którzy mieli strzec ziemi należącej do królowej. Gdy tylko maszty okrętów Grenville'a zniknęły za horyzontem, zaatakowali ich Indianie. Dwóch żołnierzy zginęło w walce, trzynastu ewakuowało się łodzią na otwarty ocean i wszelki ślad po nich zaginął.

British Museum

Tajemnicze zniknięcie

Pomimo niepowodzenia Raleigh nie porzucił myśli o skolonizowaniu wschodniego wybrzeża Ameryki i w 1587 r. zorganizował kolejną wyprawę. Dowództwo objął John White, a cel tym razem stanowiła położona na północ od Roanoke zatoka Chesapeake, o której było już wiadomo, że zapewnia znacznie lepsze warunki dla żeglugi. Na Roanoke zatrzymano się, aby zabrać pozostawiony tam przez Grenville'a oddział, ale odnaleziono jedynie szczątki jednego z żołnierzy. Niespodziewanie dowodzący flotyllą kapitan Simon Fernandes odmówił kontynuowania żeglugi na północ.

Koloniści nie mieli wyjścia i 25 lipca 1587 r. w miejscu opuszczonego i zrujnowanego fortu Lane'a założyli drugą osadę na Roanoke, nazwaną City of Raleigh. Zamieszkało tam 20 rodzin – po raz pierwszy wśród kolonistów znalazły się także kobiety i dzieci. Był wśród nich również Manteo. Prowadzeni przez wodza Wanchese miejscowi Indianie dobrze pamiętali brutalne zachowanie kolonistów Lane'a i od razu nastawili się do przybyszów wrogo. Jeszcze w lipcu zabili jednego z osadników, Richarda Howe'a, który podczas samotnego poszukiwania krabów oddalił się od osiedla. Jedynymi sojusznikami kolonistów pozostawało plemię, z którego wywodził się Manteo, zamieszkujące wyspę Croatoan. Za ich pośrednictwem White próbował wynegocjować pokój z pozostałymi plemionami, ale jego starania zakończyły się niepowodzeniem.

Anglicy zastosowali więc sprawdzoną strategię – zaczęli przygotowania do zbrojnej rozprawy. Rankiem 9 sierpnia 1587 r. zaatakowali Dasamongueponke. Jednak wróg (obawiając się odwetu za zabicie Howe'a) zawczasu wycofał się ze wsi, a napastnicy przypadkowo zabili kilku Kroatan, którzy plądrowali opuszczoną osadę. Aby zadośćuczynić sojusznikom, Anglicy ochrzcili Manteo i nadali mu tytuł szlachecki – lorda Roanoke i Dasamongueponke.

Nieustające zagrożenie ze strony tubylców negatywnie wpływało na samopoczucie kolonistów, podobne jak coraz większe pustki w magazynach żywności. W związku z tym mieszkańcy City of Raleigh podjęli decyzję o przeniesieniu osiedla nad zatokę Chesapeake. Postanowili także wysłać White'a do Anglii po niezbędne zaopatrzenie oraz nowych osadników. Gubernatorowi pomysł ten niezbyt się spodobał, przede wszystkim dlatego, że kilka dni wcześniej na świat przyszła jego wnuczka, córka Ananiasza i Eleanor Dare'ów, ochrzczona imieniem Virginia – jak odnotowano w kronikach: „pierwszy chrześcijanin urodzony w Wirginii". Ostatecznie jednak dał się przekonać i 27 sierpnia 1587 r. odpłynął do Anglii. Choć Raleigh chciał niemal od razu wysłać pomoc dla „swojej" kolonii, na przeszkodzie stanęła wielka polityka. Ze względu na wojnę Anglii z Hiszpanią droga morska do Nowego Świata stała się zbyt niebezpieczna. White był w stanie wyruszyć z misją ratunkową dopiero w połowie 1590 r., po trzech długich latach od opuszczenia Roanoke.

Nierozwiązana zagadka z przeszłości

Być może gdyby John White zrealizował swój plan i już następnego dnia po odnalezieniu pozostałości City of Raleigh przeczesał okoliczne wyspy, tajemnica zniknięcia kolonistów szybko zostałaby wyjaśniona. Nigdy jednak do tego nie doszło. Uszkodzenie jednej z kotwic „Hopewell" i niesprzyjające wiatry sprawiły, że manewrowanie okrętem wśród archipelagu małych wysepek stało się zbyt niebezpieczne. Wyprawa poszukiwawcza zorganizowana przez Raleigha w 1603 r. także zakończyła się niepowodzeniem.

Gorące spory o to, co się stało z kolonistami, trwają do dzisiaj. Ponieważ gubernator White nie odnalazł śladów walki ani ludzkich szczątków, a napisy sugerowały przeniesienie osady, najbardziej prawdopodobne są dwie hipotezy – albo koloniści założyli gdzieś nowe osiedle, które zostało potem zniszczone przez wrogich tubylców, albo, do czego skłania się większość historyków, przeżyli i zasymilowali się z miejscowym ludem Chesapeake. W pierwszych latach istnienia kolonii Jamestown, założonej w 1607 r. około 200 km na północ od Roanoke, dość często pojawiały się mniej lub bardziej wiarygodne opowieści o białych członkach różnych plemion indiańskich oraz ich mieszanych potomkach, a także o wymordowaniu byłych kolonistów z Roanoke przez agresywnych Powatan. W 1701 r. angielski badacz John Lawson opisał niezwykłą grupę jasnoskórych mieszkańców wyspy Croatoan, których rzekomo „wielu przodków było piśmiennymi białymi ludźmi".

Konfuzję badaczy wywołuje także tajemniczy napis CROATOAN. Dlaczego mając w planach przeniesienie osady nad zatokę Chesapeake, jako cel dla White'a wskazano pobliską wyspę, znaną dzisiaj pod nazwą Hatteras? David Quinn, jeden z największych znawców dziejów zaginionej kolonii, wysnuł teorię, że jej mieszkańcy rozdzielili się – główna grupa wyruszyła na północ, mniejsza przedostała się na wyspę Croatoan, aby zaczekać na powrót gubernatora. Ponieważ oczekiwanie okazało się daremne, z czasem wtopili się w społeczność miejscowych Indian, co mogłoby tłumaczyć niezwykłą relację Lawsona.

Istnieje także teoria, wedle której zdesperowani koloniści zdecydowali się na powrót do Anglii na pokładzie niewielkiego statku pozostawionego przez wyprawę z 1587 r., ale zginęli podczas sztormu na Atlantyku. Od 2005 r. prowadzone są także badania DNA, których celem jest znalezienie genetycznego powiązania między potomkami Indian a kolonistami z Roanoke, ale na razie nie przyniosły one pozytywnych wyników. Niewiele wniosły również badania archeologiczne. Los pierwszych angielskich osadników w Ameryce Północnej wciąż pozostaje wielką, nierozwiązaną zagadką z przeszłości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA