Historia

IPN szuka skrzyni z Katynia

W Katyniu Sowieci zamordowali wiosną 1940 r. ok. 4400 polskich jeńców
AFP
Śledczy IPN sprawdzają, co się stało z rzeczami wydobytymi z katyńskich dołów śmierci w 1943 roku.

W 1943 roku po ekshumacji ofiar sowieckiej zbrodni w Katyniu Niemcy przywieźli do Krakowa 11 skrzyń. Były w nich rzeczy znalezione w dołach śmierci. Nie wiadomo, co się z nimi stało. IPN poznał teraz relację świadka, który opisał miejsce ukrycia jednej z nich.

– To miała być skrzynia zbudowana w pracowni blacharskiej na ul. Poselskiej w Krakowie. Teść Jana Sentka widział, w którym miejscu została zakopana – opowiada „Rzeczpospolitej" Adam Macedoński, krakowski działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL, twórca powstałego w 1978 roku Instytutu Katyńskiego. – Z jego relacji wynika, że w skrzyni powinny się znajdować przedmioty skradzione z wystawy zorganizowanej przez Niemców tuż po ekshumacjach w budynku przy ul. Grzegórzeckiej w Krakowie – dodaje.

Jego zdaniem w skrzyni mogą być rzeczy osobiste ofiar zbrodni znalezione w dołach śmierci, np. obrączki, cygarniczki, a także dokumenty: legitymacje wojskowe lub ubezpieczeniowe.

Relację Jana Sentka, nieżyjącego już dziś profesora Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Adam Macedoński nagrał w 1991 roku. Wynika z niej, że skrzynia została ukryta jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich do Krakowa.

– Kilka miesięcy po nagraniu tej relacji staraliśmy się sprawdzić tę informację. Do poszukiwania skrzyni wykorzystaliśmy georadar, ale był on w stanie sprawdzić podłoże jedynie do głębokości 75 centymetrów. Znaleźliśmy wtedy tylko blaszane wiadro – wspomina Macedoński.

Badacze za zgodą administratora budynku przeszukali w 1991 roku ogród znajdujący się w pobliżu kamienicy zlokalizowanej w ścisłym centrum Krakowa (celowo nie podajemy jej adresu, aby w tym miejscu nie pojawili się poszukiwacze amatorzy – red.). Po jakimś czasie dowiedzieli się, że po wojnie na tym podwórku został wysypany gruz, który podniósł wysokość gruntu o metr.

– Nie mieliśmy odpowiedniego sprzętu, więc zaniechaliśmy poszukiwań – mówi Macedoński.

Jesienią poprzedniego roku relacja prof. Sentka została przekazana do Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (pisał o tym „Dziennik Polski"). Ale dopiero w tym tygodniu odsłuchali ją prokuratorzy z warszawskiego oddziału IPN, którzy od ponad dziesięciu lat prowadzą śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej.

– Profesor Sentek opisuje nieznaną dotychczas akcję zorganizowaną przez żołnierzy AK, których celem było zdobycie artefaktów katyńskich. W ich ukryciu mieli uczestniczyć pracownicy krakowskiego oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża. Jednak w PCK nie ma żadnej dokumentacji na temat ukrycia, a potem poszukiwania tej skrzyni – mówi „Rzeczpospolitej" Marek Klimczak, prokurator prowadzący śledztwo katyńskie.

Śledczy postanowili jednak zweryfikować tę informację. – Poprosiliśmy już historyków o przekazanie wszelkich informacji na ten temat. Potem zdecydujemy o ewentualnych poszukiwaniach – tłumaczy prokurator Marcin Gołębiewicz, naczelnik pionu śledczego warszawskiego oddziału IPN.

Dodaje, że obecnie naukowcy mają do dyspozycji georadar o większych możliwościach technicznych niż ten, którego w latach 90. używał zespół Macedońskiego. Zastrzega jednak, że na razie nie można podać daty rozpoczęcia poszukiwania skrzyni.

– Moim zdaniem powinno zostać przeszukane podwórko wokół budynku, a także jego piwnice. Dzisiaj są one zabudowane, dlatego potrzebna będzie zgoda właściciela obiektu – mówi Macedoński.

Sławomir Frątczak, dyrektor Muzeum Katyńskiego w Warszawie, w którym eksponowane są m.in. rzeczy znalezione w czasie ekshumacji przeprowadzonych w latach 90. XX wieku w dołach śmierci w Miednoje, Charkowie, Katyniu i Bykowni, mówi, że gdyby udało się odnaleźć te relikwie, byłoby to niesamowite wydarzenie.

– Do dziś nie wiemy przecież, co się stało z rzeczami znalezionymi w czasie ekshumacji przeprowadzonej przez Niemców w 1943 roku. Jest na ten temat wiele legend, ale nie znamy żadnych faktów – opowiada Frątczak.

Wiadomo, że rzeczy pochodzące z dołów śmierci w Katyniu znalazły się w Instytucie Medycyny Sądowej i Kryminalistyki w Krakowie. Marian Wodziński (członek AK), patolog z tej placówki, wiosną 1943 roku był w powołanej przez Niemców komisji specjalistów medycyny sądowej z całej Europy, która pojechała do Katynia. Później Wodziński pracował w zespole dr. Jana Z. Robla (w konspiracji oficer AK). Na polecenie Niemców jego członkowie oczyszczali wydobyte w Katyniu rzeczy i opisywali je w wielu kopiach. Jeszcze w czasie wojny dr Robel wysłał do Londynu odpisy pamiętników znalezionych w Katyniu.

Latem 1944 roku Niemcy postanowili wywieźć dowody zbrodni sowieckich na zachód. Prawdopodobnie transport dotarł w okolice Drezna, gdzie materiały miały zostać zniszczone. Jednak zanim konwój wyruszył, kilka kompletów kopii dokumentacji wraz z artefaktami przejęli żołnierze podziemia.

Materiały te zostały podzielone i rozproszone, zaopiekowali się nimi zaufani doktora Robla. „Człowiekiem, który je zdobył lub otrzymał (...), był pułkownik Antoni Hniłko ps. Bomba, szef Oddziału V (Łączności) Krakowskiego Okręgu AK. Zachowała się relacja jego brata Józefa, według której Antoni ukrywał skrzynie w różnych miejscach, w kościołach, klasztorach, nawet w wejściach do kanałów. Przepadły po wkroczeniu Sowietów" – pisała cztery lata temu w „Naszym Dzienniku" Anna Zechenter z krakowskiego IPN.

Niewielka część materiałów trafiła do Archiwum Akt Dawnych, a potem krakowskiej kurii. W 1991 roku teczkę z małą częścią dokumentów znaleziono w skrytce na strychu budynku Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Los pozostałych jest nieznany.

Zobacz także:

Afera podsłuchowa: Inwigilowały dwie grupy

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL